Rozdział 45 "Sam nie może przyjść?"

316 34 6
                                        

*Luna*
We wtorek rano znowu miałam fizykę. Usiadłam w ławce i, czekając na nauczycielkę, powtarzałam tematy. Niny obok mnie nie było, co wydało mi się bardzo dziwne. Ona nigdy się nie spóźniała na zajęcia. Podniosłam głowę i przesunęłam wzrokiem po klasie. Wszyscy albo się uczyli, albo przepisywali zawzięcie zadanie domowe, albo rozmawiali, ale zapewne na tematy naukowe. No, albo czytali książki. Po prostu szkoła pełną parą. "Czy to się kiedyś skończy?" pomyślałam.

Za kilkanaście dni będzie spokój, możesz mieć pewność.

Szkoda, że przed tym czeka mnie masa egzaminów.

Westchnęłam i wstałam z miejsca, gdy wysoka kobieta weszła przez drzwi. Przywitała się energicznie (chyba była jedyną żywą osobą w tej sali) i otworzyła swoją teczkę.
Lekcja zaczęła się na dobre, a mojej przyjaciółki jak nie było, tak nie było.
Zajęłam się rozwiązywaniem kolejnego zadania i szło mi całkiem nieźle (narysowałam rysunek do zadania - nie trzeba braw), gdy drzwi otworzyły się i do środka weszła mała, nieśmiała postać.

- Przepraszam za spóźnienie, zaspałam - Nina wydukała szybko i, gdy pani Juarnez skinęła głową, pospieszyła na swoje miejsce obok mnie.

Wymamrotała ciche "hej" i zajęła się wypakowaniem książek na stół. Spojrzałam na nią badawczo i coś mi się nie zgadzało.
Podkrążone oczy i źle założony krawat to zdecydowanie nie były znaki rozpoznawcze brunetki. Zwykle kładła się spać wcześniej, niż ja zdążyłam się umyć i była takim rannym ptaszkiem. Więc coś musiało być inaczej tego wieczoru. Albo nocy.
Wiedziałam, że nic mi teraz nie powie, bo nie będzie chciała się narażać pani jeszcze bardziej, dlatego tylko poprawiłam jej krawat i uśmiechnęłam się ciepło, patrząc jak z prędkością światła rozwiązuje kolejne zadanie.

***

-Ninaaa - przedłużyłam jej imię. - Ale przecież musi być jakiś powód. Zwykle jesteś pełna energii.

- Mówię ci, Luna, że to nic takiego.
Siedziałyśmy w klasie na przerwie. A dokładnie brunetka siedziała, a ja stałam nad nią wzburzona i zaciekawiona.

- Dlaczego mnie zwodzisz? Przecież widzę. - Założyłam ręce na piersiach, a ona westchnęła ciężko i wróciła wzrokiem do książki. - Ugh - prychnęłam. - I tak się dowiem!

- Próbuj. - Usłyszałam tylko cichy szept.

Wyczuwam sarkazm.

- Cześć, dziewczyny! - Obok nas pojawił się Gaston.

- Co ty tu robisz? - spytałam zdziwiona i spojrzałam na Ninę, która tylko na chwilę podniosła głowę, jakby totalnie niezainteresowana.

- Aha, czyli bez żadnego "Hej, Gaston, dawno cię nie widziałam, jak miło, że wpadłeś"? - zaironizował.

- Widzieliśmy się wczoraj na treningu przez całe popołudnie. - Wywróciłam oczami. - No ale niech ci będzie. Witaj, Gastonie.

Widząc, że chłopak oczekuje też reakcji ze strony brunetki, lekko trąciłam ją w ramię.

- A tak, hej - mruknęła.

Uniosłam brwi. To zdecydowanie nie była ta sama Nina. Postanowiłam jednak na razie to zostawić, bo bardziej intrygowała mnie inna sprawa.

- Cóź cię sprowadza w skromne progi naszej klasy? - spytałam, zwracając oczy na blondyna.

Otworzył usta, ale zamknął je, zanim cokolwiek powiedział. Spojrzał na zegarek, uśmiechnął się, jakby właśnie coś wpadło mu do głowy.

- Chciałem ci powiedzieć, że Matteo chce z tobą rozmawiać. - Wyszczerzył się w dziwnego rodzaju uśmiechu.

Zmarszczyłam brwi.

Give Me Your Light ~ LutteoOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz