Tytuł: SilentiumAutor: nathanalejver
Kategoria: Science-Fiction
Sam Autor pisze o swojej powieści tak:
Mimo drobnego niedociągnięcia (zamiast „sprawę, która (...)" powinno być „sprawy, która") , to porządny wstęp do opowieści. Spokojnie mógłby się znaleźć na tylnej okładce, by zachęcić potencjalnych czytelników do sięgnięcia po Silentium. Choć jestem wybredną miłośniczką szeroko pojętego science-fiction, z dużym prawdopodobieństwem zdecydowałabym się zakupić tak opisywaną opowieść.
Dodajmy tu jeszcze jedną łyżeczkę miodu: chciałabym bardzo pochwalić Autora za to, że oznaczył Silentium jako powieść dla dorosłych. To, co przybliżę Wam w poniższej recenzji pokaże, że była to słuszna, odpowiedzialna decyzja.
Na początku musimy jednak odpowiedzieć sobie na pytanie, czym jest dystopia. Pozwolę sobie powtórzyć za SJP: [dystopia to:] miejsce, w którym dzieje się jak najgorzej; stosunki społeczne, w których panuje zło; odwrotność utopii.
Gdybym miała wskazać dwie najistotniejsze z literackiego punktu widzenia dystopie (zaznaczam, że to subiektywne wyróżnienia), wybrałabym Rok 1984 i Mechaniczną pomarańczę. To klasyka klasyki, która w dużej mierze wyznacza oczekiwania współczesnego czytelnika, sięgającego po podobną literaturę.
We wspomnianych przeze mnie pozycjach mieści się sporo rzeczy, które można odnaleźć również w Silentium. Mamy więc totalitaryzm, inwigilację, akceptowalną społecznie przemoc i specyficzny język, którym posługują się bohaterowie.
A skoro już jesteśmy przy bohaterach...
Jest ich wielu, a żaden nie okazał się randomowym tłem. Ponieważ Silentium to dystopia, nie spodziewałam się zbyt wielu postaci, którym mogłabym kibicować. Czy słusznie? Przyjrzyjmy się najważniejszym bohaterom.
Gilbert Bernier – jest komisarzem, ma problemy z narkotykami, w miarę rozwoju powieści dowiadujemy się również, że chce dowiedzieć się czegoś o swojej przeszłości. To porządnie napisany, wiarygodny w swej dehumanizacji bohater. Nie to, żeby dało się go lubić – wprost przeciwnie, to kawał antagonisty – ale chce się o nim czytać. Jego historia i niejasna przeszłość zaciekawia, a stosunek do prawa Patagońskiej Republiki Demokratycznej dodaje mu wiarygodności. Mamy tu bowiem podobny mechanizm, który zastosował Sienkiewicz przy okazji postaci Kalego (jak Kali ukraść – dobrze!, jak Kalemu ukraść – źle!). I tak, Bernier, naruszając prawo, nie widzi w tym niczego złego, jednak przyłapując kogoś na przestępstwie, nie stosuje taryfy ulgowej.
Komenspektor Veronica Ruiz – to wspólniczka Berniera i to przy konstrukcji tej postaci pierwszy raz zazgrzytałam zębami. Mamy tu bowiem bohaterkę, która żyjąc w totalitarnym państwie i niejako będąc częścią systemu inwigilacyjnego, niekiedy zachowuje się w sposób, który zupełnie na to nie wskazuje. Do tego wrócę jeszcze przy omawianiu logiki w Silentium. Póki co dodam, że Ruiz to wyjątkowo okrutna, posłuszna wobec zasad PRD bohaterka. Jeśli Berniera nie da się lubić, to jej tym bardziej.
CZYTASZ
Recenzje na miarę - zakończone
Non-FictionRóżnimy się preferencjami oraz sposobem oceniania prac, ale połączył nas wspólny cel - uczynić Wattpad lepszym miejscem. Pragniemy odpowiednio ukierunkować niepewnych swych umiejętności autorów, a użytkowników władających piórem z większym doświadcz...