Rozdział 3

862 20 1
                                        

Zaczęłam się krztusić. Przewróciłam się na bok, wypluwając wodę z ust. Kaszlałam jeszcze przez chwilę. Słyszałam tyle głosów na raz, lecz żadnego nie mogłam zrozumieć. Opadłam na piasek, głęboko oddychając. 

Lekko otworzyłam oczy. Przed sobą zobaczyłam przestraszonego blondyna. Miał przypaloną twarz od słońca, jasne oczy, a na jego szyi wisiał naszyjnik. Nagle odepchnął go dobrze mi znany mężczyzna. Instruktor.

-Proszę się odsunąć! To moja podopieczna!- krzyknął, klękając przy mnie.- Co się stało?

-Co się stało!?- usłyszałam krzyk przyjaciółki.- Ona prawie utonęła! Miał nas pan pilnować, a nie flirtować z jakimiś starymi kurwami!- krzyczała, a ja coraz bardziej nabierałam ochoty na śmiech.

Powoli podniosłam się na łokciach.

-Nie wstawaj!- powiedział łysy mężczyzna.

-Ja już podziękuję za pana rady.- palnęłam, podnosząc się dzięki Zoe.

Mocno zakręciło  mi się w głowie. Mężczyzna rozgonił tłum ludzi. Drugi z instruktorów był milszy i poprosił nas, aby udać się do ich budki. Zgodziłam się, lecz przyjaciółce się to nie podobało. Po kilku minutach weszliśmy do budy.

Usiadłam na krześle. Nie miałam na sobie już tego stroju. Milszy mężczyzna wziął latarkę i poświecił mi po oczach. Zapytał czy coś mi jest. 

-Jedynie mnie głowa boli.- burknęłam.

-Tak, uderzyłaś głową w skałę, lecz nie masz objaw wstrząsu mózgu, nie ma rany ani krwi. Bardzo przepraszamy za tę sytuację, ten pan poniesie srogie konsekwencje. Oczywiście obie panie macie za nic nie płacić. Bardzo przepraszamy.- powiedział, przejęty.

Uśmiechnęłam się lekko.

-Na szczęście nic mi nie jest, ale proszę upomnieć tego pana, że jeśli ma podopiecznych to niech się nimi zajmie. Do zobaczenia.- pożegnałam się i wyszłam.

Przed drzwiami stała przyjaciółka. Dopytała czy nic  mi nie jest, a ja zapewniłam ją, że wszystko jest dobrze. Wyklinała pod nosem instruktora, na co się śmiałam. Zła Zoe to śmieszna Zoe.

Ciekawi mnie kim był ten blondyn. On mnie wyciągnął z wody? Jego jasnoniebieskie oczy siedzą mi twardo w głowie. Musze go znów spotkać i podziękować. Prawdopodobnie uratował mi życie. 

-Słuchasz mnie?- zapytała, otwierając drzwi od domku.

-Hm?- zapytałam.

-Na pewno nic ci nie jest?- zapytała, na co skinęłam głową.- Chcę się chwilę przespać, okej? Jak będzie się coś działo to krzycz.

-Oczywiście.- powiedziałam.

Położyłam się na kanapie w salonie, a Zoe przyniosła mi worek z lodem, abym mogła postawić go pod głowę. Poszła do swojego pokoju, a ja włączyłam telewizję. Nie było nic ciekawego, więc zostawiłam na programie z bajkami.

*

Obudziłam się kilka godzin później. Telewizor dalej grał, a woreczek pod głową się już rozpuścił. Wstałam i wyłączyłam telewizję. Wyrzuciłam worek do śmieci. Nalałam sobie kubek wody i od razu go wypiłam. Po chwili zobaczyłam blondynkę w kuchni. 

-Jak się czujesz?- zapytała.

-Dobrze.- odpowiedziałam.- Idziemy na zachód?- zapytałam, na co skinęła głową.- Zoe, nie mów o tym mojej mamie. Sama wiesz, jak bardzo jest przewrażliwiona.

Dziewczyna się zgodziła. Wzięłam telefon i wyszłyśmy z domku. Powoli słońce zaczęło już zachodzić, więc stwierdziłyśmy, że przejdziemy się wzdłuż wody. Moczyłyśmy lekko nogi w zimnej wodzie.

O dziwo plaża była w miarę pusta. Było kilka par siedzących na kocach lub kilkoro dzieci, lecz żaden tłum. Jakbym tu mieszkała, codziennie bym siedziała i patrzyła na ten piękny  widok. Rozmawiałyśmy z blondynkom o całym zajściu, ja opowiedziałam jej, jak to wyglądało z mojej strony, a ona mi jej perspektywę. 

Popatrzyłam przed siebie i zobaczyłam grupę ludzi. Biegli i śmiali się. Wydawało mi się, że to właśnie oni surfowali niedaleko nas. Mieć taką zgraną grupę znajomych... marzenie. Ja mam jedynie Zoe.

Zwróciłam uwagę na chłopaka w żółtych spodenkach. To był on. Chłopak, którego widziałam nad sobą, jak się wybudzałam. Lekko rozchyliłam wargi. Nagle blondyn się odwrócił i popatrzył na mnie. Minęli nas w pośpiechu, a ja obejrzałam się za nimi, patrząc na niego. Zaraz za grupą biegł jakiś mężczyzna z klapkiem w ręce. Trochę mnie to zdziwiło.

-Siadaj.- powiedziała przyjaciółka, ciągnąc mnie za rękę w dół. 

Usiadłam na ciepłym piasku.

-Co cię tak zadziwiło?- zapytała.

Popatrzyłam na nią.

-Dobra, może to głupie, ale.... tam właśnie biegł chłopak, którego widziałam na sobą po przebudzeniu.- powiedziałam.

-Możliwe. Słyszałam, że nazywa się JJ.- powiedziała.

-Znasz ich?- zapytałam automatycznie.

-Nie znam, ale usłyszałam przypadkowo. Cała grupa rzuciła się za tobą, gdy zniknęłaś z tafli. Ja dalej byłam na desce, próbowałam ci pomóc, ale wiesz, że nie za dobrze pływam. On był najszybciej i cię wyciągnął.

Przełknęłam głośno ślinę.

 -Ja...ja muszę mu chyba podziękować.- zająknęłam się.

-Jasne. Przy okazji, jak będziemy na plaży to może ich spotkamy. 

Skinęłam głową. 


VACATION IN MALIBUOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz