Rozdział 39

410 7 1
                                        

Obudziło mnie pikanie, które stawało się coraz głośniejsze. Zmarszczyłam mocno brwi, gdy poczułam ból dosłownie każdego mięśnia w moim ciele. Powoli poruszyłam palcami. Starałam się rozbudzić, lecz moje powieki były zbyt ciężkie, aby je otworzyć. Jednak poczułam coś w ustach i gardle. Zaczęłam mocno kaszleć i dusić się. 

-Doktora!- usłyszałam damski głos zza mgły. 

Powoli brakowało mi powietrza, lecz po chwili poczułam ulgę, gdy długa rurka została wyciągnięta z mojego gardła, a ja mogłam zrobić kilka głębszych wdechów. Ktoś wciąż do mnie mówił, lecz ja na razie walczyłam, by się obudzić. 

Otworzyłam oczy z trudem. Od razu poraziło mnie światło. Wszystko okropnie mnie bolało. Nie mogłam ruszyć szyją przez plastikowy kołnierz ortopedyczny. Mężczyzna stał nade mną z latarką i świecił mi po oczach. Obok niego stała ciemnoskóra kobieta i założyła mi maskę, która pomogła mi z oddychaniem. 

-Olivio, jak się czujesz?- usłyszałam wyraźnie.

-Wszystko mnie boli.- wybełkotałam. Poczułam okropną suchość w buzi, a moje usta były mocno spierzchnięte. 

-Wiesz co się stało?- zapytał. 

-Zemdlałam na balkonie.- powiedziałam, zamykając oczy.

-Zostań ze mną, Olivio.- powiedział, lekko pukając mnie w policzki.- Więcej tlenu. 

Po chwili coraz lepiej mi się oddychało. Czułam się bardzo osłabiona, lecz na tyle pobudzona, aby się rozejrzeć. 

Byłam w szpitalu. Wszystko było biało-niebieskie. Obok na stoliku stało dużo kwiatów, balonów, kartek i miś, którego wygrałam. Ale gdzie ja go wygrałam? Oddzielała mnie niebieska kotara. Przed sobą miałam ogromne okno. 

Spojrzałam na swoje ręce i się przeraziłam. Ręce były całe w siniakach, były wręcz fioletowe, paznokcie poodrywane, a skóra rozdrapana. Większość ran było zagojonych, lecz na dłoni miałam kilka szwów. Odkryłam kołdrę. Okazało się, że nie tylko dłonie były w okropnym stanie. Moje całe ciało było pokryte w sińcach, zadrapaniach, przebarwieniach i szwach. 

Po chwili wrócił lekarz, lecz tym razem u boku miał Zoe. Lekko uśmiechnęłam się na jej widok. Dziewczyna zalała się łzami, pytając czy może mnie przytulić, na co się zgodziłam. Delikatnie się do mnie wtuliła i usiadła obok. 

-Czy moja twarz wygląda tak samo okropnie, jak reszta mojego ciała?- zapytałam.- Daj mi lusterko.

Bardzo ciężko mi się mówiło. Blondynka wyciągnęła małe lusterko z torebki. Moja twarz wyglądała najgorzej. Moje oczy były zakrwawione, jakby pękło mi milion żyłek na raz, oczy miałam podbite, twarz cała w siniakach, prawa strona cała spuchnięta, dlatego ciężko mi się mówiło, a nos, usta i łuk brwiowy były pokryte w szwach. 

-Przecież ja tylko zemdlałam.- powiedziałam, patrząc na przyjaciółkę.

-O czym ty mówisz, Olivia?- zapytała. 

-Co się stało?- zapytałam. 

-Na razie musisz odpoczywać.- wtrącił się lekarz.- Później opowiesz wszystko przyjaciółce. 

Zoe skinęła głową, a ja nie miałam siły się kłócić. Nagle do sali wbiegła.... moja babcia. Ale, jak to!?

Cała zapłakana mocno mnie przytuliła. Łzy od razu nabrały się do moich oczu. To niemożliwe. Przecież byłam na jej pogrzebie. 

-Kochanie, jak się czujesz?- zapytała, ocierając łzy.

-Babciu...- powiedziałam z niedowierzaniem.


VACATION IN MALIBUOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz