Wyszłam z zimnej wody. Od razu pobiegłam na koc i ochlapałam Zoe. Nie chciała się zamoczyć, więc ją trochę ochłodziłam. Rzuciła we mnie kremem z filtrem, a ja ze śmiechem opadłam na koc.
-Woda jest świetna.- westchnęłam.
-Że ty po środzie dalej masz ochotę wchodzić do wody to ja cię podziwiam.- powiedziała, odkładając książkę na bok.
Dziś jest piątek i minęło dwa dni od nieszczęsnego wypadku. I także od środy już nie zobaczyłam blondyna i jego paczki. Jedyne co zapamiętałam to jest fakt, że grupka liczy dwie dziewczyny i trzech chłopaków. Blondynka i brunetka. Dosłownie, jak ja i Zoe.
-Myślisz, że jeszcze się tu pojawią?- zapytała.
-Ta... ale o kim mówisz.- powiedziałam, poprawiając się.
-Wiem, że ciągle o nim myślisz.- powiedziała z uśmiechem.
Przewróciłam oczami.
-Chcę po prostu mu podziękować, nic więcej.- burknęłam, opierając się na łokciach.
Minęło niecałe dziesięć minut odkąd wyszłam z wody i jestem już sucha, nie licząc włosów. A co do włosów, moje zmieniły lekko kolor. Zawsze miałam ciemnobrązowe włosy, a teraz zrobiły się bardzo jasne. Także zauważyłam pasemka prawie blond włosów. Podobnie było u Zoe. Jest blondynkom, ale teraz już prawie zrobiły się białe.
Nałożyłam czerwoną opaskę na głowę. Założyłam okulary na nos i obserwowałam ludzi. Dzisiaj jest bardzo ciepły i słoneczny dzień, dlatego jest bardzo dużo ludzi. Od dłuższego czasu namawiałam Zoe, żeby pójść na niedalekie skałki, lecz ona się nie zgadza. Tam na pewno za dużo ludzi się nie pałęta.
Wstałam i powiedziałam przyjaciółce, że pójdę nam po drinki, ale muszę wpaść jeszcze do domku po nakrycie na ramiona. Skinęła głową, dalej czytając. Może dzięki książce będę miała więcej czasu.
Weszłam na deptak i udałam się w stronę upragnionego miejsca. Po kilkunastu minutach doszłam do kiedyś uformowanych przez wodę skał. Byłam boso, więc wiedziałam, że może boleć. Powoli stanęłam na rozgrzane skały. Szłam powoli, patrząc pod nogi.
Sądziłam, że jest to tylko kawałek, lecz okazało się, że skałki ciągną się w dół plaży. Delikatnie stąpałam po nich, schodząc coraz niżej. Tam było już chłodniej i o wiele wilgotniej. Zeskoczyłam z małych na duże płyty. Nagle usłyszałam głosy rozmów i automatycznie się zatrzymałam, lecz było już za późno. Zauważyli mnie.
-Chodź do nas!- krzyknęła jedna z dziewczyn.
Odwróciłam się przodem do nich. Tak, to oni. Uśmiechnęłam się, niezręcznie.
-Ja tylko przechodzę. Już uciekam.- powiedziałam głośniej, by mogli mnie dobrze słyszeć.
-No chodź!- powiedziała ponownie.
Westchnęłam, nabrałam trochę odwagi i postanowiłam dołączyć do nich. Starałam się nie upaść po drodze, co o dziwo mi wyszło. Stanęłam na początku długiej płyty i lekko się uśmiechnęłam. Chłopak w brązowych włosach, który był najbliżej mnie, podał mi puszkę. Skinęłam głową w podziękowaniu i upiłam łyk.
Wszyscy patrzyli na mnie, a ja czułam się jeszcze bardziej niezręcznie.
-Jestem Kiara.- powiedziała brunetka.- To jest Sarah.- wskazała na blondynkę. Była naprawdę śliczna.- John B i Pope.- wskazała na chłopaków.
Kiara była piękną brunetką z ciemniejszą skórą i szerokim uśmiechem. Sarah blondynkom. Miała jasną karnacje, przez co widać było odparzenia od słońca na jej twarzy. John B to chłopak, który podał mi puszkę, miał brązowe i bujne włosy, duże oczy i był wysoki. Pope natomiast był czarnoskóry, ciągle się uśmiechał i pilnował, aby każdy miał coś do picia.
Ale gdzie jest blondyn.
-Olivia.- przedstawiłam się.
-To o tobie mówił JJ.- powiedziała blondynka.
-Wszystko już dobrze?- zapytał Pope.
-Jasne. Oprócz wielkiego siniaka na głowie nic mi nie jest.- powiedziałam, popijając piwo.
-O wilku mowa.- powiedział John B.
Wszyscy odwróciliśmy się w lewo, skąd wyłonił się blondyn. Miał na sobie ciemnoszarą koszulkę i jasne spodenki. Jego włosy rozdmuchał wiatr, a jasne oczy obleciały każdego wzrokiem. Uśmiechnął się.
Popatrzył na mnie ciekawskim wzrokiem. Speszyłam się i popatrzyłam na dziewczyny. Zaczęły się lekko śmiać, przez co poczułam piekące policzki.
-To jest właśnie JJ.- powiedział John B.
Chłopak podszedł do mnie. Ja wciąż wpół siedziałam na skale. JJ stanął na przeciwko mnie, a ja na niego popatrzyłam. Był o wiele wyższy, a ciepło od niego buchało. Wyciągnął przed siebie rękę, którą uścisnęłam.
-JJ.- powiedział z lekkim uśmiechem.
-Olivia.- odpowiedziałam, łamiącym się głosem. Odchrząknęłam.- Dziękuje... że mnie uratowałeś wtedy.
Chłopak się zaśmiał.
-Nie wiem, dlaczego oni dalej mają te pracę.- powiedział, odchodząc.- Powinni już dawno im zamknąć ten interes.- usiadł na ziemi obok Pope'a.
Wtedy przypomniałam sobie o Zoe. Została sama na plaży, dalej czekająca na drinki. Dopiłam piwo z puszki i zgniotłam ją.
-Muszę spadać. Przyjaciółka na mnie czeka, a miałam iść tylko po drinka.- powiedziałam.
-Nie ma sprawy.- powiedziała Sarah.- I tak codziennie jesteśmy na plaży, więc się zgadamy.- uśmiechnęła się.
Podziękowałam i poszłam. Jak najszybciej próbowałam się wydostać z zatoczki i po chwili mi się udało. Zaczęłam biec w stronę plaży. Po drodze kupiłam dwa drinki i szybkim krokiem udałam się w stronę naszego koca.
Okazało się, że Zoe usnęła. Zdyszana opadłam na koc, a wtedy dziewczyna się obudziła.
-O, mój ulubiony.- powiedziała, podnosząc się.
CZYTASZ
VACATION IN MALIBU
FanfictionOlivia i Zoe przyjaźnią się od zawsze. Ich celem było wybrać się na wymarzone i idealne wakacje we dwójkę. Dziewczyny uwielbiają spędzać czas razem. Ich marzenie się spełniło dopiero kilkanaście lat później i w wieku 20 lat, w końcu wybrały się na...
