Rozdział 36

421 14 0
                                        

Po godzinnej jeździe, wysiadłam z auta. Staliśmy na ciemnym parkingu, bo było już po dwunastej w nocy, lecz gdy się odwróciłam, światła lamp, atrakcji i wielkiego diabelskiego koła mnie oślepiły. Spojrzałam na lekko  uśmiechniętego Rafe'a.

-No co?- zapytał. 

Zaśmiałam się, mijając auto. Chłopak prowadził do wejścia, a ja szłam za nim, rozglądając się wokół, podziwiając masę światełek. Kupił dwie wejściówki. Pokierowaliśmy się w prawo, gdzie znajdowały się stoiska z watą cukrową, popcornem, lodami i żelkami. 

Odwróciłam się, by popatrzeć na Diabelski Młyn. Był ogromny, kolorowy i najlepiej oświetlony ze wszystkich atrakcji. Uwielbiam wysokości, więc dziś na pewno usieliśmy się udać na samą górę. 

Nagle przed moją twarzą pojawiła się wielka, różowo- fioletowa wata cukrowa. Wzięłam ją do ręki i popatrzyłam na blondyna. Miał jeszcze bardziej różową watę w ręce, na co się zaśmiałam.

-Chciałem niebieską, ale akurat się skończyła.- przewrócił oczami. 

Postanowiliśmy pójść na stoiska z nagrodami. Zawsze byłam dobra w te klocki, ale miałam może z dziesięć lat. Dużo się zmieniło od tego czasu, tym bardziej moja koordynacja, cel i zręczności, lecz zatrzymaliśmy się przy budzie o nazwie ''Brudne stopy". Gra polegała na strzelaniu z pistoletu z wodą w dziury w stopach, aby je oczyścić. 

Zachęciłam gestem ręki, aby blondyn spróbował pierwszy. Wzruszył ramionami i podszedł do lady. Chłopak dał mu pistolet pełen wody. Po pierwszej rundzie udało mu się trafić tylko w jedną stopę. Podobnie w dwóch kolejnych. 

Postanowiłam, że chce spróbować, więc także podeszłam. Dostałam pistolet do ręki. Oparła policzek o ramie, aby dobrze wycelować. Po trzech próbach wygrałam zielonego dinozaura za najlepszy wynik.

-Tak nie może być.- powiedział, oburzony.

-To dla ciebie.- podałam mu maskotkę.- I się nie obrażaj. 

Przytulił się do misia  z szerokim uśmiechem.

Usiedliśmy na małej ławce, aby dokończyć watę. Przy okazji opowiadał mi trochę o swojej młodszej siostrze. Nie powiem, uśmiałam się, słysząc opowieści z dzieciństwa. Wheezie wrzuciła go do beczki pełnej wody, a nawet jego dziadek nie pomógł mu wyjść, bo sam zwijał się ze śmiechu. Albo, jak właśnie na ten Diabelski Młyn, wszedł nie do tego wagonika i całą podróż spędził ze staruszką. 

Rafe pierwszy skończył watę. Postanowił, że pójdzie zamówić bilety na wielkie koło. Wstałam, by wyrzucić patyczek, gdy nagle przede mną pojawiła się Sarah, Kiara, JJ i John B. Uśmiechnęłam się, szeroko.

-Myśleliśmy, że nie żyjesz.- zironizował John B.

Od razu mnie wszyscy przytulili.

-Co tu robisz? Zoe  jest z tobą?- zapytała Sarah.

I tu zaczęły się schody. Uśmiech z twarzy lekko mi zszedł i nie wiedziałam co powiedzieć, a oni czekali na odpowiedź, lecz po chwili u mojego boku pojawił się Rafe. Wszyscy zrzucili uśmiechy, patrząc na niego.

Zwinęłam usta w cienką linie, patrząc na  nich. 

-Jest ze mną.- powiedział Rafe.

Popatrzyli na mnie.

-To prawda?- zapytała Kiara, na co lekko skinęłam głową.

Wszyscy na raz głośno westchnęli, a Sarah popatrzyła na mnie z żalem. Odwróciła się na pięcie i szybkim krokiem ulotniła się z miejsca. 

-Pogadamy kiedy  indziej.- powiedziała Kiara, patrząc na mnie ze współczuciem. Skinęłam głową, a oni poszli za blondynką. 

Popatrzyłam na blondyna. Zgryzł wargę, pokazując bilety.

-Przynajmniej zdobyłem wejściówki.- wzruszył ramionami, na co się zaśmiałam.

Powoli udaliśmy się do jednego z wagoników, a po kilku minutach maszyna ruszyła. Tempem ślimaczym wspinaliśmy się w górę. Patrzyłam przez przeszklone ściany. 

Wiem, że Sarah nienawidzi swojego brata i rodziny, ja też nienawidziłam, lecz wszystko się zmieniło. Nie chcę przez to stracić z nimi kontakt. Chce, aby to zaakceptowali, że jednak lubię kogoś, kogo oni nie cierpią. Czasem tak się zdarza i jest to chyba najcięższa zagwozdka do zaakceptowania w przyjaźni. 

Sama nie wiem, co czuje do Rafe'a. Zdarzają się dni, w których jest przynajmniej miły i wtedy mogłabym mieć takiego Rafe'a ciągle przy sobie, ale ma jakieś zjazdy humoru. Zmienia się o sto osiemdziesiąt stopni i nie wiem, co myśleć. 

-Nie przejmuj się nimi. Jeśli cię lubią, to zaakceptują, że ze mną się spotykasz.- powiedział, wyrywając mnie z myśli.

-Wiem, ale to będzie ciężkie. Tym bardziej dla Sarah, a ja nie mam zamiaru wybierać.

-A gdyby kazali ci wybrać?- zapytał.

Pomyślałam chwilę. Właśnie, co wtedy?

-Nie mam pojęcia.- powiedziałam. 

Gdy dotarliśmy na samą górę okazało się, że jest cholernie wysoko. Widok był nieziemski. Drogi były puste, lecz miasto dopiero  budziło się do życia.

-Nie musisz wybierać.- powiedział, kładąc mi dłoń na kolanie. 

Zerknęłam na niego.

-Ja poczekam.- szepnął. 

Biłam się z myślami, lecz w końcu przegrałam. Pochyliłam się nad chłopakiem i wbiłam się w jego usta. Od razu  oddał pocałunek. Złapał mnie w talii, przyciągając do siebie. Zwinnym ruchem usiadłam na jego kolanach, przez co byliśmy jeszcze bliżej. Opatulił mój policzek ciepłą dłonią. 


VACATION IN MALIBUOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz