Rozdział 35

419 11 0
                                        

Po długiej rozmowie z Zoe i przekonywaniu jej, że nic mi nie będzie w domu Cameron'ów, w miarę się uspokoiła. Musiałam się jej w końcu wygadać ze wszystkiego. Opowiedziałam wszystko ze szczegółami. 

Skończyłam odpisywać na kilka maili, wiadomości do firmy i różnych propozycji współpracy. Usłyszałam pukanie do drzwi. 

-Jak ci idzie?- zapytała rodzicielka chłopaka, wchodząc i szeroko się uśmiechając.

-Na razie dobrze.- odpowiedziałam.

-Nie zeszłaś na śniadanie.- powiedziała, siadając na skraju łóżka.

-Um, nie jestem przyzwyczajona do wczesnego jedzenia. Moje śniadanie zaczyna się od piętnastej.- zironizowałam.

Przewróciła oczami, śmiejąc się.

-Ward opowiadał mi, że Guen cię zaczepiał w niemiłych okolicznościach.- skinęłam głową.- Zostań tu tak długo, jak chcesz, a ktoś pojedzie po twoje rzeczy. Naprawdę liczy się dla nas twoje bezpieczeństwo.

Westchnęłam lekko.

-Bardzo dziękuje za tą opiekuńczość, ale chyba tak nie mogę. Miałam w planach niedługo jechać do domu...- zaczęłam.

-Sama mówisz, że niedługo, czyli potrzebujesz miejsca, żeby jeszcze zostać, a my cię bardzo lubimy.- uśmiechnęła się.

Zaśmiałam się. Po kilku minutach rozmowy, opuściła pomieszczenie. Jest naprawdę przecudowną osobą i jestem mega wdzięczna, że mnie tak lubią. 

*

Jadłam tosty w jadalni, gdy do pomieszczenia weszła dziewczyna w okularach, ciemnych włosach z talerzem i telefonem w drugiej ręce. Zmarszczyła brwi, widząc mnie. Wstrzymałam swoje przeżuwanie, a książka przede mną się zamknęła. 

-Cześć?- powiedziała. 

-Olivia.- od razu podeszłam do dziewczyny z wystawioną ręką przed siebie. 

Odłożyła talerz, ściskając moją dłoń. 

-Co tu robisz?- zapytała.

-Chwilowo mieszkam...- powiedziałam aż zrobiło się niezręcznie.

Zmrużyła oczy.

-Czyli jesteś bezdomną. Moi rodzice o tym wiedzą?

Przełknęłam w końcu.

-Tak, spokojnie. I nie jestem bezdomna. Długa historia.- zaczęłam się plątać. 

Skinęła głową, siadając. Także usiadłam, próbując nie chrupać tak głośno swoim tostem. Popatrzyła na mnie, przez co automatycznie znów przestałam żuć. Spojrzała w mój talerz.

-W końcu jakaś normalna osoba. Jak można dawać ketchup do tosta, a tym bardziej na!- złapała się za głowę.

-Tylko obok.- potwierdziłam jej wersje.

-Już cię lubię.- zaśmiała się, na co odpowiedziałam tym samym. 

Gadałyśmy jeszcze chwilę. Dowiedziałam się, że jest siostrą Cameron'a i ma na imię Wheezie. Ciekawe imię. Opowiadała o swoim ciężkim dniu w szkole. Jakaś dziewczyna, Katie, uwzięła się na nią, a brunet o imieniu Mike bardzo jej się podoba, ale nie zwraca na nią uwagę.

Ile ja bym dała, żeby znów mieć takie problemy.

-A ty jesteś stara, studiujesz i pracujesz w firmie rodziców?- zapytała.

-W zasadzie tak.

-A co masz do mojego brata?- zapytała, na co zmarszczyłam brwi.- Mam balkon zaraz pod waszymi.

Skinęłam głową, gryząc policzek od środka.

-Szczerze?- zapytałam, na co pokiwała głową.- Nie wiem. Niby się nie lubimy, bo ja jego wkurzam, a on mnie, ale później jakoś się dogadujemy i mi pomaga, a później znów wraca do bycia dupkiem.

-Bi-po-lar.- powiedziała sylabami, na co się zaśmiałam.

Nagle drzwi się uchyliły, a do środka wszedł Rafe. Zawsze się pojawia, gdy tylko o nim wspominam. Wheezie popatrzyła na niego.  

-Przylazł.- skomentowała, na co się zaśmiałam. 

-Bipolar, idź się ucz.- pogonił ją. 

Pożegnała się i wyszła. Jest naprawdę zabawna, miła i czuje, że jakbym była w jej wieku, byłaby moją przyjaciółką. Jak można gnębić tak mądrą i sarkastyczną osobę. 

Zwróciłam uwagę na chłopaka. On stał oparty o krzesło, na którym wcześniej siedziała dziewczynka, i patrzył na mnie.

-Co?- zapytałam.

Wzruszył ramionami. Wstałam, zasunęłam krzesło i wzięłam talerz do ręki. Przeszłam obok chłopaka, gdy nagle poczułam mocne uderzenie w pośladek. Uchyliłam usta ze zdziwienia, patrząc na jego głupkowaty uśmiech.

-Gdyby ten talerz nie kosztował sto dolców, już dawno bym ci go rozbiła na głowie.- warknęłam.

-Czyli mam szczęście.- zaśmiał się, wychodząc z jadalni.

Poszłam zaraz za nim, lecz ja skręciłam do kuchni. Odstawiłam talerz do zmywarki. Westchnęłam mocno. Mocno wzdrygnęłam, gdy zobaczyłam chłopaka w przejściu. Cały czas miał na twarzy lekki uśmieszek. Zjechał mnie wzrokiem. 

Momentalnie podszedł do mnie i chwycił za rękę. Nawet nie zdążyłam zareagować, gdy ciągnął mnie za rękę do wyjścia. 

-Mam na sobie tylko kapcie!- krzyknęłam.

Otworzył drzwi. Grunt pod nogami zniknął, a ja znalazłam się w jego ramionach. Mocno trzymałam się za jego szyje. Po chwili znalazłam się na siedzeniu. Zamknął za mną drzwi i wszedł na miejsce kierowcy.

-Jedziemy na przejażdżkę!- powiedział, odpalając auto.

Postaram się, aby pojawiły się jeszcze jakieś rozdziały, ale w czwartek mam egzamin zawodowy, więc raczej w czwartek wieczorem czegoś oczekujcie. <3

VACATION IN MALIBUOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz