Po długiej rozmowie z Zoe i przekonywaniu jej, że nic mi nie będzie w domu Cameron'ów, w miarę się uspokoiła. Musiałam się jej w końcu wygadać ze wszystkiego. Opowiedziałam wszystko ze szczegółami.
Skończyłam odpisywać na kilka maili, wiadomości do firmy i różnych propozycji współpracy. Usłyszałam pukanie do drzwi.
-Jak ci idzie?- zapytała rodzicielka chłopaka, wchodząc i szeroko się uśmiechając.
-Na razie dobrze.- odpowiedziałam.
-Nie zeszłaś na śniadanie.- powiedziała, siadając na skraju łóżka.
-Um, nie jestem przyzwyczajona do wczesnego jedzenia. Moje śniadanie zaczyna się od piętnastej.- zironizowałam.
Przewróciła oczami, śmiejąc się.
-Ward opowiadał mi, że Guen cię zaczepiał w niemiłych okolicznościach.- skinęłam głową.- Zostań tu tak długo, jak chcesz, a ktoś pojedzie po twoje rzeczy. Naprawdę liczy się dla nas twoje bezpieczeństwo.
Westchnęłam lekko.
-Bardzo dziękuje za tą opiekuńczość, ale chyba tak nie mogę. Miałam w planach niedługo jechać do domu...- zaczęłam.
-Sama mówisz, że niedługo, czyli potrzebujesz miejsca, żeby jeszcze zostać, a my cię bardzo lubimy.- uśmiechnęła się.
Zaśmiałam się. Po kilku minutach rozmowy, opuściła pomieszczenie. Jest naprawdę przecudowną osobą i jestem mega wdzięczna, że mnie tak lubią.
*
Jadłam tosty w jadalni, gdy do pomieszczenia weszła dziewczyna w okularach, ciemnych włosach z talerzem i telefonem w drugiej ręce. Zmarszczyła brwi, widząc mnie. Wstrzymałam swoje przeżuwanie, a książka przede mną się zamknęła.
-Cześć?- powiedziała.
-Olivia.- od razu podeszłam do dziewczyny z wystawioną ręką przed siebie.
Odłożyła talerz, ściskając moją dłoń.
-Co tu robisz?- zapytała.
-Chwilowo mieszkam...- powiedziałam aż zrobiło się niezręcznie.
Zmrużyła oczy.
-Czyli jesteś bezdomną. Moi rodzice o tym wiedzą?
Przełknęłam w końcu.
-Tak, spokojnie. I nie jestem bezdomna. Długa historia.- zaczęłam się plątać.
Skinęła głową, siadając. Także usiadłam, próbując nie chrupać tak głośno swoim tostem. Popatrzyła na mnie, przez co automatycznie znów przestałam żuć. Spojrzała w mój talerz.
-W końcu jakaś normalna osoba. Jak można dawać ketchup do tosta, a tym bardziej na!- złapała się za głowę.
-Tylko obok.- potwierdziłam jej wersje.
-Już cię lubię.- zaśmiała się, na co odpowiedziałam tym samym.
Gadałyśmy jeszcze chwilę. Dowiedziałam się, że jest siostrą Cameron'a i ma na imię Wheezie. Ciekawe imię. Opowiadała o swoim ciężkim dniu w szkole. Jakaś dziewczyna, Katie, uwzięła się na nią, a brunet o imieniu Mike bardzo jej się podoba, ale nie zwraca na nią uwagę.
Ile ja bym dała, żeby znów mieć takie problemy.
-A ty jesteś stara, studiujesz i pracujesz w firmie rodziców?- zapytała.
-W zasadzie tak.
-A co masz do mojego brata?- zapytała, na co zmarszczyłam brwi.- Mam balkon zaraz pod waszymi.
Skinęłam głową, gryząc policzek od środka.
-Szczerze?- zapytałam, na co pokiwała głową.- Nie wiem. Niby się nie lubimy, bo ja jego wkurzam, a on mnie, ale później jakoś się dogadujemy i mi pomaga, a później znów wraca do bycia dupkiem.
-Bi-po-lar.- powiedziała sylabami, na co się zaśmiałam.
Nagle drzwi się uchyliły, a do środka wszedł Rafe. Zawsze się pojawia, gdy tylko o nim wspominam. Wheezie popatrzyła na niego.
-Przylazł.- skomentowała, na co się zaśmiałam.
-Bipolar, idź się ucz.- pogonił ją.
Pożegnała się i wyszła. Jest naprawdę zabawna, miła i czuje, że jakbym była w jej wieku, byłaby moją przyjaciółką. Jak można gnębić tak mądrą i sarkastyczną osobę.
Zwróciłam uwagę na chłopaka. On stał oparty o krzesło, na którym wcześniej siedziała dziewczynka, i patrzył na mnie.
-Co?- zapytałam.
Wzruszył ramionami. Wstałam, zasunęłam krzesło i wzięłam talerz do ręki. Przeszłam obok chłopaka, gdy nagle poczułam mocne uderzenie w pośladek. Uchyliłam usta ze zdziwienia, patrząc na jego głupkowaty uśmiech.
-Gdyby ten talerz nie kosztował sto dolców, już dawno bym ci go rozbiła na głowie.- warknęłam.
-Czyli mam szczęście.- zaśmiał się, wychodząc z jadalni.
Poszłam zaraz za nim, lecz ja skręciłam do kuchni. Odstawiłam talerz do zmywarki. Westchnęłam mocno. Mocno wzdrygnęłam, gdy zobaczyłam chłopaka w przejściu. Cały czas miał na twarzy lekki uśmieszek. Zjechał mnie wzrokiem.
Momentalnie podszedł do mnie i chwycił za rękę. Nawet nie zdążyłam zareagować, gdy ciągnął mnie za rękę do wyjścia.
-Mam na sobie tylko kapcie!- krzyknęłam.
Otworzył drzwi. Grunt pod nogami zniknął, a ja znalazłam się w jego ramionach. Mocno trzymałam się za jego szyje. Po chwili znalazłam się na siedzeniu. Zamknął za mną drzwi i wszedł na miejsce kierowcy.
-Jedziemy na przejażdżkę!- powiedział, odpalając auto.
Postaram się, aby pojawiły się jeszcze jakieś rozdziały, ale w czwartek mam egzamin zawodowy, więc raczej w czwartek wieczorem czegoś oczekujcie. <3
CZYTASZ
VACATION IN MALIBU
FanfictionOlivia i Zoe przyjaźnią się od zawsze. Ich celem było wybrać się na wymarzone i idealne wakacje we dwójkę. Dziewczyny uwielbiają spędzać czas razem. Ich marzenie się spełniło dopiero kilkanaście lat później i w wieku 20 lat, w końcu wybrały się na...
