Wszystko składało się w jebaną całość, ale to niemożliwe. Po prostu niemożliwe. Leżałam i słuchałam z niedowierzaniem, gdy Zoe opowiedziała mi wszystko ze szczegółami.
-Czyli to wszystko było tylko moją wyobraźnią?- zapytałam, sama siebie.
-Bardzo mi przykro, Livia.- powiedziała Zoe.
-Wytłumacz mi jeszcze raz.- poprosiłam ze łzami w oczach.
-Byłyśmy prawie na miejscu, dosłownie pięć mil przed samym Malibu, ale postanowiłyśmy zatrzymać się na stacji, aby zatankować. Poprosiłaś mnie, abym wyszła zatankowała i zapłaciła. Wtedy ja prowadziłam, a ty prawie spałaś, więc zostawiłam cię w aucie, co było największym błędem mojego życia i okropnie cię za to przepraszam.- powiedziała, trzymając mnie za dłoń.- Myślałam, że zaciągnęłam dobrze ręczny, lecz okazało się, że nie do końca.- mówiła drżącym głosem.- Auto powoli zaczęło zjeżdżać aż wyjechało na drogę wyjezdną ze stacji, a rozpędzony kierowca wjechał w ciebie. Samochód odleciał na kilka metrów i wpadł do rowu. Sama próbowałam cię wyciągnąć, ale nie dałam rady. Przez dachowanie auto było zmiażdżone. Naprawdę cię przepraszam Olivia.- łzy polały się na jej policzki.
Moje już dawno były mokre. Dalej nie mogę w to uwierzyć. To wszystko, co się działo było po prostu wymysłem mojej wyobraźni. Nigdy nie dojechałyśmy do celu, nigdy nie poznałyśmy naszych przyjaciół, nie zaczęłyśmy pracy w firmie.... nie poznałam Rafe'a.
*
W końcu pozwolili mi wyjść do toalety. Babcia i Zoe były ciągle przy moim boku, ale babcia musiała wrócić na chwilę do domu, aby zająć się pieskiem, którego przygarnęła i zgrają kotów, więc została tylko przyjaciółka. Pomogła mi wstać z łóżka. Trzymałam się jej ramienia i powoli wyszłyśmy z sali. Na szczęście toaleta nie była za daleko.
Mojemu posiniaczonemu ciału chodzenie bardzo się nie spodobało i każdy krok sprawiał mi coraz więcej bólu, lecz szłam przed siebie. Kilka osób z poczekalni zwróciło na mnie uwagę. Nagle do szpitala z hukiem wleciało kilka osób. Obie popatrzyłyśmy w tamtą stronę.
Wtedy zobaczyłam zakrwawionego JJ-a. Opierał się na John B i Pope'u. Obok nich były dziewczyny. Sarah i Kiara. Jeszcze piękniejsze niż w mojej wyobraźni. A właśnie. To ja ich nie wymyśliłam? Ci ludzie naprawdę istnieją?!
Od razu zajął się nimi lekarz. Przebiegli obok nas, a ja odwróciłam się za nimi.
-Sarah...- wyszeptałam, a dziewczyna, jakby mnie usłyszała i popatrzyła na mnie.
Przełknęłam głośno ślinę i szłam dalej. To niemożliwe. Nigdy ich na oczy nie widziałam, a mój mózg nie mógł wymyślić ich sobie tak perfekcyjnie.
Powoli doszłyśmy do drzwi, lecz łazienka była zajęta. Westchnęłam głośno. Nagle drzwi od męskiej łazienki się otworzyły. Zoe lekko się usunęła z drogi, a mnie wtedy zatkało. Moje serce zaczęło mocniej bić, a oczy się rozszerzyły.
Dokładnie taki sam. Włosy lekko zaczesane na bok, bez uśmiechu, jasne, lecz zimne, tęczówki skanowały wszystko wokół. Ubrany w czarne spodenki i czarną polówkę. Gdy usadził wzrok na mnie, zmarszczył lekko brwi. Już wydawało mi się, że mnie pamięta, lecz jedynie przeleciał mnie lodowatym wzrokiem, a mnie przeszedł jakby znajomy dreszcz. Wyminął nas, a jego zapach dostał się do mojego nosa. Wszystko wydawało się tak realne. On jest realny, ale wydarzenia z nim związane już nie.
-Rafe.- powiedziałam nagle.
Blondyn zerknął na mnie przez ramie ze zmarszczonymi brwiami i powagą na twarzy. Zatrzymał się na chwilę. Zza rogu wyszła jego mama. Tak samo piękna. Zawołała go do siebie, a po chwili z sali wyszła Wheezie ze złamaną ręką w gipsie.
Moje policzki zalały łzy. Tak bardzo chciałam się do niego przytulić. Chciałam, żeby mocno mnie objął i powiedział, że to wszystko jednak była prawda. Chciałam pogadać z jego mamą o głupotach i pośmiać się z Wheezie.
Kobieta zwróciła na mnie uwagę. Stała niedaleko.
-To ta dziewczyna z wypadku?- zapytała Wheezie, a jej mama od razu ją uciszyła.
Wszyscy popatrzyli na mnie. Rafe obleciał mnie wzrokiem. Kobieta powoli podchodziła do mnie, a ja czułam, jakbym miała znów zemdleć. Chciałam ją przytulić i się wypłakać. Spojrzała na mnie ze współczuciem.
-Wszyscy słyszeliśmy co się stało.- powiedziała dźwięcznym głosem.- Kuruj się, Olivio.- uśmiechnęła się, lekko.
To było kojące. Jeszcze gdybym mogła porozmawiać z jej synem, lecz nie było mi to dane. Przecież nigdy się nie spotkaliśmy, nie rozmawialiśmy, nigdy nie widział mojej twarzy, nigdy go nie zmieniłam. Dalej był tym zimnym, bezuczuciowym, zadufanym w sobie i oschłym Rafe'm Cameron'em z lodowatym spojrzeniem i obojętnością w oczach.
Hejka Kochani. To już koniec mojej pierwszej opowieści. Mam nadzieję, że się spodobała. Za niedługo pewnie znów zacznę pisać, więc możecie wyczekiwać na kolejne opowiadania czy fanfiki. Kocham <3
CZYTASZ
VACATION IN MALIBU
FanficOlivia i Zoe przyjaźnią się od zawsze. Ich celem było wybrać się na wymarzone i idealne wakacje we dwójkę. Dziewczyny uwielbiają spędzać czas razem. Ich marzenie się spełniło dopiero kilkanaście lat później i w wieku 20 lat, w końcu wybrały się na...
