Morino, ANBU Pies i Uzumaki Naruto, stali w gabinecie Hokage i wszyscy dorośli z wyczekiwaniem spoglądali na blondyna.
- No więc? – Zaczął jego przyszywany ojciec. – Mam powiedzieć czego się domyślam czy sam nas oświecisz? – A chłopak drgnął i w jego lekko przymkniętych oczach zabłysła iskierka nadziei na to, że jednak nie będzie musiał zdradzać swoich tajemnic. Wiec pierwsze co zrobił, to podniósł swoje przepełnione smutkiem błękitne źrenice i zaskamlał jak łajany szczeniak.
- Ale o co chodzi?
- Więc chcesz grać niewiniątko? – Kontynuował jego tata, uśmiechając się ze złośliwą satysfakcją. – Jak sądzę. – Dodał, zerkając na Hiruzena. – On cię tego nauczył. – Powiedział tajemniczo, odwracając się do syna i patrząc mu w oczy. – Naruszył pieczęć i teraz próbuje mącić ci w głowie, podrzucając jakieś perełki na zamydlenie oczu. Wiedz jednakże, iż to droga do piekła, bo jeśli jeszcze trochę mu pofolgujesz, to ostatecznie przejmie nad tobą kontrolę i już nie będę miał syna. Zmienisz się w potwora. – Uzumaki zdziwiony patrzył na ojca i zastanawiał się nad tym, jak można być tak ograniczonym. Przecież nawet teraz wiedza, że Biju zostały stworzone przez Mędrca Sześciu Ścieżek, jest czymś powszechnym. Nawet w Akademii o tym mówiono.
- Nie rozumiem. – Zapytał autentycznie zaciekawiony tym dokąd ma prowadzić ta rozmowa. Od dawna wiedział o Nim i doskonale wiedział o kogo tak naprawdę chodzi, bo odkąd tylko pamiętał, to nie myślał o Nim inaczej jak o przyjacielu. Przyjacielu, który niejednokrotnie był mu bliższy niż rodzice, których nigdy nie miał okazji poznać. – O kim mówisz, tato? – Zapytał tak dla draki i z satysfakcją patrzył na ich zaskoczone, ogłupiałe miny. Przestraszyli się, że właśnie zdradzili mu tajemnicę rangi S, kierując się jedynie podejrzeniami.
Nagle Hokage rozsiadł się wygodniej w swoim fotelu, postukał fajką o kolano, następnie powolnymi pełnymi namaszczenia ruchami nabił ją i dopiero gdy zaciągnął się aromatycznym dymem, spojrzał na chłopca.
- Możesz skończyć już ten cyrk. – Zaczął, zaskakując tymi słowami ANBU i Ibikiego. – Wiemy o Twoich zdolnościach sensora.
- Ja-Jak? – Wyjąkał znów udając zdziwienie, bo domyślił się, że kilka razy popełnił błąd i dał się przyłapać na wiedzy i zbliżaniu się kogoś czyim przybyciem powinien być zaskoczony. – Nie rozumiem? – Zapytał, ale po ich minach widział, że nie dadzą się już złapać na to.
- Twoi rodzice byli doskonałymi sensorami i dziwne by było gdybyś nie odziedziczył po nich tej zdolności.
- Czyli w moi rodzice pochodzili z klanu Uzumaki lub Namikaze, a może jedno z tego, a drugie z tamtego? - Tym pytaniem nabił im ćwieka, bo jeśli potwierdzą to natychmiast domyśli się, że Czwarty jest jego ojcem. Tym bardziej, że w gabinecie wisiał jego portret i wszystkim wtajemniczonym dziwnym było to, iż chłopak jeszcze się tego nie domyślił.
- Yyyy. – Sarutobi chyba chciał coś powiedzieć, ale w ostatnim momencie ugryzł się w język, niemniej i tak przykuł tym uwagę blondyna.
- Tak? – Postanowił ponaglić starca, by ten coś powiedział, co pozwoli mu wyjaśnić jego zdolność sensora bez ujawniania wiedzy o rodzicach, a szczególnie o Nim.
- Khym, khym, khym. – Trzeci odkaszlnął nim zdecydował się cokolwiek powiedzieć. – Skoro już ustaliliśmy, że masz tak dużo zdolności w tym kierunku, to zdecydowałem przekierować twoje szkolenie w stronę ich rozwoju.
- Yatta! – Krzyknął Naruto, uradowany tym, że w końcu na poważnie podejdą do jego szkolenia.
- Możesz już iść.
- Oczywiście Staruszku. – Odpowiedział Uzumaki i po lekkim ukłonie biegiem wybył z gabinetu. Nie zdawał sobie sprawy z tego, że trójka dorosłych patrzyła za nim, nawet nie próbując się poruszyć.
- Co to było? – Zdziwił się Ibiki, któremu wydawało się, że doskonale wie w jakiej sprawie doszło do tego spotkania, a tu taka niespodzianka. Mimo okazania zdziwienia nie mógł wyjść z podziwu nad tym jak jego syn zmanipulował ich, żeby tylko nie odpowiedzieć na zadane mu w pokrętny sposób pytanie. To wyglądało tak, jakby widział swojego mistrza, którego próbują przesłuchać kompletni dyletanci. – Czy wy zdajecie sobie sprawę z tego co tak naprawdę się właśnie stało? – Zapytał, gdy cisza trochę za bardzo się przeciągała.
- Zmanipulował nas. – Swobodnym głosem odparł Hiruzen i jakby nigdy nic się nie stało, obrócił się w stronę okna. Zapatrzył się na panoramę Konoha i powoli pykając fajeczkę pogrążył się w zadumie. Wiedział, że obaj jego podwładni wciąż czekają na jego decyzję co do przyszłości dzieciaka, ale nie spieszył się. Zbyt wiele miał do przemyślenia. – Khym. – Odchrząknął i zwróciwszy się do wnętrza gabinetu, spojrzał na nich pełnym powagi wzrokiem. – Naruto nie jest tym za kogo go dotychczas uważaliśmy.
- To kim niby jest? – Teraz zareagował ANBU, czym tylko o ułamki sekundy wyprzedził Morino.
- Geniuszem tego pokolenia, być może nawet większym niż był Minato.
- Co!? – Unisono wykrzyknęli jego podwładni i nawet pozostający na posterunkach strażnicy, nie zdołali utrzymać swojego maskowania, przez co na kilka sekund było ich widać we wszystkich rogach pomieszczenia.
CZYTASZ
Naruto - W tle
FanfictionGłówny bohater to Naruto, oczywiście. Ale co się działo gdy go nie było w pobliżu lub czyje działania doprowadziły go do miejsca, w którym właśnie się znalazł? Postaram się odpowiedzieć na te pytania.
