Następca

11 2 4
                                        

Hiruzen patrzył na raport Kakashiego z ostatniej misji, która nawet w jego ocenie powinna być samobójcza. Na biurku zalegały kolejne sprawozdania ANBU przydzielonych do obserwowania Naruto i jego sposobów na szkolenie drużyny 7.

- Za stary na to się robię. – Mruknął, czytając o zadziwiającym sposobie zastosowania cieczy nienewtonowskiej w treningu na wytrzymałość. – Potrzebuję następcy. - I ledwie zwerbalizował tę myśl, przed oczami stanął mu Uzumaki. Tak szybko jak ten obraz się pojawił, tak szybko go odegnał, bo dzieciak nieważne jak potężny, wciąż był dzieciakiem. – Tsunade? – Zapytał sam siebie, zamierając w pół ruchu przy odkładaniu kolejnego raportu o zadziwiających działaniach blondyna. – Hmm. – Mruknął. – ANBU! – Krzyknął. – Wezwać Kakashiego wraz z drużyną i Uzumakim. – Wydał polecenie zaraz jak tylko usłyszał charakterystyczne pff. Ledwie skończył mówić, a usłyszał kolejny odgłos użycia Shunshin no Jutsu. Długo nie czekał na wezwanych, bo już po dziesięciu minutach dotarło do niego niezbyt silne, ale zdecydowane pukanie do drzwi. – Wejść. – Powiedział i z zainteresowaniem obserwował wchodzących. Zdziwił się widząc zmienioną stylówę Sakury, zadziwiające zainteresowanie otoczeniem u Sasuke i aż nienormalne ożywienie w oczach Saia. – Co im się stało? – Pomyślał, na widok wchodzącej drużyny 7.

- Dzień dobry, Hokage-sama. – Przywitał się Hatake w imieniu pozostałych, którzy tylko pochylili głowy w geście szacunku.

- Żeby nie przedłużać. – Zaczął Hiruzen. – Nim rozpocznie się egzamin na chunina, chcę byście odnaleźli Senju Tsunade. – Lekko się zdziwił widząc zaskoczenie wśród młodzieży i ewidentne zażenowanie u Kakashiego. – Nie powiedziałeś im. – Ni to zapytał ni stwierdził, bo inaczej nie dało się tego zinterpretować.

- Zapomniałem. – Odpowiedział Hatake, drapiąc się po głowie.

- Eh. – Westchnął Sarutobi. – Za cztery miesiące odbędzie się egzamin na chunina, w którym możecie choć nie musicie wziąć udział. Ale nim podejmiecie decyzję odnośnie tego, udacie się na misję odnalezienia mojego następcy, a dokładnie następczyni, Senju Tsunade. – Skończywszy mówić, sięgną do najniższej szuflady i zaczął w niej grzebać, by po chwili z pełnym tryumfu sapnięciem wyciągnąć plik kartek. – Tu macie pełne informacje o niej i jej przyzwyczajeniach, to powinno wam pomóc w poszukiwaniach. Wyruszacie jutro i do opuszczenia Konoha wstrzymajcie się z pretensjami do swojego mistrza. – To ostatnie dodał z czystą złośliwością emanującą z jego wesołych oczu, bo doskonale wiedział, że młodzież ma do nich prawo, gdyż już tydzień temu nakazał jouninom prowadzącym, by poinformowali swoich podopiecznych o egzaminie.

Kakashi co chwilę drapał się, a to po plecach, a to po rękach, nie mogąc pozbyć się uciążliwego wrażenia swędzenia. Zaczęło się ledwie przekroczyli Główną Bramę Konoha, z początku próbował poradzić sobie z tym za pomocą dyskretnie nakładanej maści, ale gdy nie pomogło, sięgną po jutsu wody. A tego ukryć już się nie dało i jego uczniowie zaczęli się już jawnie z niego śmiać.

- Pomóc ci sensei? – Zapytała Sakura, ledwie powstrzymując się przed kontynuowanie tej śmiechawki.

- Poproszę. – Mruknął i doznał szoku, widząc jak jej ręce pokrywając się zieloną, leczniczą czakrą.

- Jak? – Zaczął zaskoczony. – Przecież masz dopiero dwanaście lat. – Dodał, poddając się jej delikatnemu dotykowi. Nastolatka aż zarumieniła się na widok przyjemności jaką okazał pod wpływem jej techniki. – Kiedy poznałaś medyczne ninjutsu? – Zapytał, przymykając jedyne widoczne oko.

- Kilka dni temu za radą Naruto poszłam do szpitala i tam zapisałam się na kurs na medyka. – Odparła.

- Po kilku dniach kursu już potrafisz coś takiego?! – Niemal krzyknął zaskoczony.

- Instruktorzy też byli zaskoczeni, w sumie tak jak ja. – Odpowiedziała, nie przerywając leczenia. – I chyba tylko Naruto nie był. – Dodała, zerkając na blondyna.

Ten jakby nie słyszał tej krótkiej wymiany zdań i dalej rozglądał się po okolicy w poszukiwaniu potencjalnych zagrożeń. Co prawda nie musiał posługiwać się wzrokiem, bo z racji pochodzenia i posiadania w swoim wnętrzu Kyubiego, był doskonałym sensorem, ale pozory musiał utrzymywać. Dlatego nikogo nie dziwiło to, że najpotężniejszy w tym towarzystwie zachowuje też największą czujność.

Zwiadowcy na bieżąco składali raporty na temat docelowej grupy, ale co ciekawe to nie ona była celem. Klient zażyczył sobie odnalezienia pewnej blondyny, podobno nieźle biuściastej. Jak dostali opis jej rozmiaru miseczki, to niektórzy z grupy prawie się posikali z podniecenia, wyobrażając sobie ją. Jak podawał zleceniodawca, była nieźle zadłużona u niego, aż zdziwili się jak jednej osobie udało się naprodukować tyle długów.

- Dziwne. – Stwierdził jeden z najbardziej doświadczonych członków ich grupy. – W ogóle nie okazują zainteresowania tym co się dzieje wokół nich, a przecież już kilka razy powinni zauważyć, że są obserwowani. Bo ślepi na pewno nie są.

Ledwie skończył mówić gdy usłyszeli delikatny szmer dochodzący zza pleców, ale po obejrzeniu się w tamtą stronę, nic nie zobaczyli. Trochę się zaniepokoili, ale niestety klient dał im konkretne zadanie i by je wykonać musieli podjąć wkalkulowane ryzyko.

- Yoshiko. – Mruknął dowódca zwiadowców i nie musiał nic więcej dodawać, bo wymieniony zniknął w krzakach ledwie przebrzmiało jego imię. To była zgrana grupa zawodowców i szczyciła się tym, że rzadko kiedy popełniała błędy, niestety nie zdawali sobie sprawy, że tym razem w sumie drobny błąd będzie kosztować ich życie.

Gdy usłyszeli sapnięcie z miejsca gdzie zniknął Yoshiko, sami też upadli nie rejestrując nawet małych wietrznych senbon przebijających im karki.

Naruto - W tleOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz