Bandyci leżeli wszędzie gdzie tylko wzrok sięgał, na wzgórzach okalających tą szeroką dolinę od wschodu i zachodu, wśród skał zamykających ją od północy, na środku gdzie znajdowała się mała, ale doskonale prosperująca wioska i na południu gdzie rozpościerał się niezmierzony las tak charakterystyczny dla Kraju Ognia. Wszyscy nosili ślady pięści miażdżących ich głowy i klatki piersiowe, a gdzieniegdzie leżały pourywane kończyny.
- Skończyłaś się wyżywać na bogu ducha winnych bandytach? – Zapytał blondyn, rozglądając się po pobojowisku i musiał przyznać, że w masowej likwidacji szkodników była lepsza od niego, przynajmniej unikała szkód pobocznych. Gdyby on miał się nimi zająć na tak dużym obszarze na raz, to co prawda zrobiłby to szybciej, ale wioska by tego nie przetrwała.
- Jeeeszszczeee nieee. – Wysyczała spoglądając na niego z nienawiścią, ale w duchu czuła powoli narastające ciepło, za każdym razem gdy to robiła. – Nie mogę zabić ciebie, to inni muszą pomóc mi spuścić ciśnienie.
- A co, boisz się zabić przypadkowe osoby? – Dopytywał dalej.
- Nie. – Odparła, skupiając wzrok na pewnej grupie niepozornych skał. – Że zlikwiduję radę zaraz jak tylko przyjmę tytuł Hokage. – Ledwie skończyła mówić gdy skoczyła z zadziwiającą prędkością, było to o tyle szokujące, bo przecież jej monstrualny biust powinien w tym przeszkadzać.
- To się spóźniłaś! – Zawołał Uzumaki na ułamek sekundy przed tym jak rozbiła skały na drobny żwir. To co powiedział tak skutecznie wytrąciło ją z koncentracji, że rozproszyła czakrę pokrywającą pięść i kości ręki nie wytrzymały siły uderzenia. Teraz sterczały na wszystkie strony przebijając skórę.
- Kurwa! – Krzyknęła Senju, rozpoczynając leczenie swoich obrażeń i jednocześnie obserwując uciekających dwóch ostatnich bandytów. – Musiałeś? – Zapytała już spokojniejszym głosem, skupiona na umiejętności medycznej. Oczywiście Sakura natychmiast podeszła i zaczęła obserwować swoją idolkę przy pracy.
- Nie wiedziałam, że samą czakrą można nastawiać kości. – Powiedziała różowo włosa.
- Wymaga to trochę wprawy i przede wszystkim wiedzy jak ułożyć je w leczonej części ciała. – Odruchowo odparła blondynka, ale zaraz zamarła, zdając sobie sprawę z tego, że ta dziewczyna jest trochę za młoda na zadawanie takich pytań. – Szkolisz się na medninja? – Zapytała, jednocześnie zerkając na Kakashiego, bo według niej to oczywiste, że to on powinien być mistrzem tej drużyny wyjątkowo młodych geninów. Doznała szoku gdy ten pokręcił głową i wskazał na irytującego, wyjątkowo aroganckiego Uzumakiego. – Jak? – Zapytała i niemal natychmiast tego pożałowała, bo została obdarzona kolejnym kpiącym uśmieszkiem. Niemniej ciekawość okazała się silniejsza i powtórzyła. – Jak?
- Hokage zabił najbardziej jątrzących radnych z Shimurą Dunzo na czele. – Odpowiedział je dziwnie ubrany, najcichszy z dzieciaków. Jego głos nie niósł prawie żadnych emocji, był prawie płaski. No właśnie prawie, ale to i tak wystarczyło blondynce by dodać dwa do dwóch.
- Byłeś jego podwładnym? – Ni to zapytała ni stwierdziła, a on kiwnięciem głowy potwierdził. – Więc dlaczego jeszcze żyjesz?
- Bo był za młody i zbyt utalentowany, by być wysyłanym na podrzędne misje. – Tym razem odezwał się Kakashi, który uczestniczył w likwidowaniu resztek oporu ze strony Korzenia i uwalnianiu uprowadzonych dzieci.
- A on? – Tsunade kiwnęła głową w stronę Naruto.
- On jest zupełnie inną historią. – Odparł Hatake i zniknął wśród drzew. Reszta podążyła za nim zostawiając za sobą przerażonych mieszkańców wioski i dwóch bandytów.
Sarutobi siedział w gabinecie, wygodnie rozciągając się na swoim ulubionym fotelu i powoli pykał fajeczkę. Aż był zszokowany tym jak wiele w jego życiu się zmieniło po likwidacji mącących członków Rady Cywilnej, Korzenia i śmierci jego dawnego przyjaciela z drużyny, Shimury Danzo. Zrelaksowany czytał raport od jednego z wielu szpiegów rozsianych po całym świecie, a koordynowanych przez Jiraiyę, jednego z trzech Sanninów i jedynego, który zdecydował się swoją pasję do podróży wykorzystać dla dobra wioski.
- Więc znaleźli ją. – Mruknął i wczytał się w opis niezwykłego pojedynku. Uśmiechnął się pod nosem, zdając sobie sprawę z tego, że Naruto w ogóle nie patyczkuje się z biedną Tsunade, nowa Hokage może przez to dorobić się kompleksów. On był już za stary na kolejne i tylko dlatego jakoś dał sobie radę. – Hmm. – Dodał. – Wychodzi na to, że w tym tempie dotrą za trzy dni. – Ledwie skończył, gdy dotarło do niego, że to celowy zabieg Uzumakiego, bo przecież Senju z łatwością mogła utrzymywać bieg w tempie ninja. - Trzeba to wykorzystać i kuć żelazo póki gorące. – Dodał, wzywając asystenta.
- Hai, Hokage-sama. – Wezwany ukłonił się jak nigdy wcześniej i dopiero rozprawa z Radą cywilną i Korzeniem przypomniała mu kim tak naprawdę jest jego pracodawca. Bo tylko z pozoru wygląda on na dobrotliwego staruszka, często nazywanego Profesorem, a tak naprawdę jest jednym z ostatnich wciąż żyjących Bogów Shinobi, choć ta wiedza nie jest zbyt powszechna, ze względu na łagodną naturę jaką emanuje na co dzień.
- Przygotujcie wszystko na zaprzysiężenie nowej Hokage.
- Nowej? – Zdziwił się asystent. - To ma być kobieta?
- Senju Tsunade.
- Rozumiem, przygotujemy wszystko. – Odparł i wycofał się z gabinetu, by podzielić się wieściami i rozpocząć stosowne przygotowania.
Wieść, że Ślimacza Księżniczka, Największy Medyk obecnych czasów i Sannin w jednej osobie ma zostać nową Hokage zelektryzowała całą Konoha i już od następnego dnia mieszkańcy z niecierpliwością oczekiwali jej przybycia.
Hiruzen, jak przystało na szanującego się przywódcę, czekał w swoim gabinecie na blondynkę, która miała zastąpić go na tym znów pokochanym stanowisku. Nawet nie potrafił zliczyć lat gdy ciążyło mu ono niczym obroża niewolnikowi. Jednakże wydarzenia sprzed kilku lat sprawiły, że wszystko powróciło na swoje miejsce, sprawiając że Hokage odzyskał rolę przywódcy wojowników jakimi byli shinobi. Powoli pykał fajeczkę, obserwując w kryształowej kuli jak jego następczyni w akompaniamencie owacji wkracza do Konoha. Za nią niczym cienie, podążała Drużyna Siódma z Kakashim jako obserwatorem i wsparciem mistrza zarazem. Owym mistrzem był nikt inny jak Naruto, który zdawał się wtapiać w otoczenie, zadowolony z tego, że tym razem to nie on jest w centrum uwagi.
- Hokage! Hokage! Hokage! – Skandowali zebrani mieszkańcy Wioski Ukrytej w Liściu ignorując fakt, że poprzednik wciąż jeszcze nie ustąpił ze stanowiska, niestety dla Hiruzena pamiętali jak rozprawiał się z Korzeniem i jakie towarzyszyły temu zniszczenia. Co prawda odczuli wyraźną poprawę warunków życia, ale to co musieli odtwarzać od zera, wciąż tkwiło im w pamięci. Za to mieli drobny, ale wyraźny uraz do Trzeciego i teraz dawali temu upust.
Kawalkada po dotarciu do Gmachu Hokage zatrzymała się, pozwalając przybyłej na samodzielne wspięcie się krętymi korytarzami do zamkniętych drzwi, za którymi czekała ją nowa droga w jej pełnym bólu życiu.
CZYTASZ
Naruto - W tle
FanfictionGłówny bohater to Naruto, oczywiście. Ale co się działo gdy go nie było w pobliżu lub czyje działania doprowadziły go do miejsca, w którym właśnie się znalazł? Postaram się odpowiedzieć na te pytania.
