Tsunade

11 2 2
                                        


Pomidory były soczyste i aromatyczne. Cała czwórka zgodnie przyznawała, że to były najlepiej wydane pieniądze w ich dotychczasowym życiu, nawet Kakashi, najstarszy z grupy, bez żadnych oporów zgodził się z pozostałymi. On, Sai i Sakura byli zaskoczeni tym, że to Sasuke zaproponował zakup pomidorów od tego konkretnego rolnika i jak zwykle jedynym, który tego nie okazał, był Naruto.

- Ach. – Westchnęła Haruno. – Skąd wiedziałeś, że te pomidory będą tak dobre? – Zapytała wycierając okolice ust z resztek soku.

- Strzeliłem. – Odparł Uchiha, nie chcąc zdradzać swoich prywatnych tajemnic, a Uzumaki parsknął z ledwością powstrzymując wybuch śmiechu.

- Co cię tak bawi, sensei? – Zdzwiła się różowowłosa, która już zdążyła się przyzwyczaić do jego chłodu.

- Khym. – Odchrząknął blondyn. – Nic. – Odparł, ale nie zdołał powstrzymać ukradkowego spojrzenia kierowanego na młodszego dziedzica klanu sharingana. Trójka obserwatorów zdziwiona zastanawiała się nad tym ile to jeszcze tajemnic skrywa ta drobna postać najpotężniejszego Jounina w historii Konaha. – Zbliżamy się. – Dodał, przerywając galopadę myśli przetaczających w ich głowach. Podążyli wzrokiem za jego spojrzeniem i ze zdziwieniem zauważyli, że już dotarli do bram wioski hazardzistów wspomnianej w rozkazie przekazanym im przez Hokage.

- Jak? – Zapytał Kakashi zaraz po tym jak odwrócił się i zauważył ich własne ślady zaczynające się ledwie dwadzieścia kroków od miejsca gdzie właśnie stali.

- Wiatr. –Usłyszał odpowiedź, która pozostałym nic nie dała, ale jemu wyjaśniła wszystko, jedyne czego nie mógł zrozumieć, to jakim cudem niczego nie poczuł. – Chodźmy. – Usłyszeli od strony oddalającego się liliputa.

Przejście przez zatłoczoną ulicę było problematyczne, przynajmniej z początku, bo wystarczył lekki impuls aury Uzumakiego i natychmiast utworzyła się ścieżka prowadząca ich do pewnego kasyna, z jego środka dolatywały do nich krzyki jakiejś kobiety. Po chwili wraz z drzwiami wyskoczyła nadzwyczaj biuściasta blondyna, za którą biegła brunetka trzymająca w rękach dziwnie ubraną świnkę.

- Tsunade-sama! – Krzyczała za biegnącą krzykaczką i pewnie dodałaby coś jeszcze, ale zamilkła prawie zderzając się z jej plecami. – Co się stało, Tsunade-sama? – Dodała zerkając zza jej ramienia i spoglądając na osoby, które wywołały tak gwałtowną reakcję blondyny.

- Kakashi? – Usłyszała wyszeptane pytanie i zdziwiona zaczęła się zastanawiać, kto ze stających przed nim jest wymienionym Kakashim.

- Tsunade-sama. – Odezwał się zamaskowany, odpowiadając na nieme pytanie brunetki.

- Nie. – Padło od strony Senju, która domyśliła się tego po co tu przybyli.

- Pfff. – Drobny blondyn prychnął, słysząc jej krótką odpowiedź. – Wiedziałem. – Dodał, mijając starszą blondynkę i kierując się w stronę wyłamanych przed chwilą drzwi.

- Co to niby miało znaczyć?! – Niemal krzycząc sięgnęła ręką by go złapać, ale zdziwiła się, łapiąc tylko powietrze. – Jak? – Zapytała, zerkając na zamaskowanego.

- Jounin. – Odpowiedział i nic więcej nie dodał jakby uznał, że więcej dodawać nie trzeba.

- Jouninów to ja zjadam na śniadanie, a ten dzieciak na pewno nim nie jest. – Rzuciła podążając za smarkaczem, a reszta chcąc nie chcąc ruszyła za nią. Po wejściu do restauracji będącej nieodzowną częścią każdego szanującego się kasyna, grupa zauważyła jak Naruto rozsiada się przy najlepszym stoliku, a obsługa nie tylko, że nie próbowała go przegonić, ale wręcz zaczęła mu nadskakiwać oferując najlepsze potrawy z ich kuchni. – Kto to jest? – Tsunade zwróciła się do Kakashiego.

Naruto - W tleOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz