Pojedynek

11 1 2
                                        

Cisza.

Wiatr łagodnie, jakby bojąc się naruszyć pozorny spokój polany, przeganiał liście.

Ptaki zamarły, obserwując dwie stojące naprzeciw siebie postacie.

Na niebie krążyły dwa orły powoli szykujące się do walki o terytorium.

W leśnym runie też narastało napięcie, bo dwa żuki gnojarze właśnie popadły w konflikt o ostatnią w tej okolicy sarnią kulkę.

W oddali dwa byki jelenia olbrzymiego porykiwały na siebie w walce o władzę nad stadkiem przerażonych samic.

Świat szykował się do wojny totalnej na wszystkich frontach i tylko ptaki śpiewające oraz kilka osób gatunku ludzkiego, mieli być tego świadkami.

Nagle wszyscy oponenci rzucili się na siebie, ale nim orły starły się na niebie, jelenie w lesie i żuki w runie, ziemia i niebo zatrzęsły się jakby zderzyły się dwie niemożliwe do zatrzymania siły.

Naruto i Tsunade starli się pięściami i wydawało się, że bardziej znana, w swoim mniemaniu dużo silniejsza kobieta ma większe szanse w tym starciu, ale doświadczyła szoku, gdy jej ramię dosłownie rozpadło się na kawałki.

A przynajmniej z początku tak to odczuła.

Jako medyczna kunoichi szybko rozpoznała zakażenie obcą czakrą, która teraz przypalała jej tenketsu.

- Aaaaa! – Krzyknęła, zwijając się z bólu, ale tylko Uzumaki wiedział, że tak naprawdę udawała chcąc sprawić, że podejdzie by napawać się swoim tryumfem.

A wtedy ona uderzyłaby.

Jednakże on, w przeciwieństwie do Kakashiego, Sasuke, Sakury, Saia i Shizune nie miał zamiaru zbliżać się do niej, bo wiedział coś co Senju próbowała ukryć przed całym światem.

By uniknąć zostania Hokage, była gotowa na każde szachrajstwo i tylko obietnica lub przysięga mogły ją do tego zmusić.

- Skończyłaś? – Zapytał nie ruszając się ze swojego miejsca, a świadkowie tej walki popatrzyli na niego oszołomieni, bo jego przeciwniczka, doświadczająca właśnie potwornego bólu, nie miała prawa go usłyszeć.

- Cssk. – Syknęła jeszcze sekundę temu zwijająca się agonalnie kobieta, a teraz nagle wstała i z nienawiścią spojrzała na aroganco uśmiechającego się bachora. – I co niby według ciebie to oznacza? – Zapytała, oczekując zbicia go z tropu, ale zdziwiła się, bo jego mina nawet nie drgnęła, a oczy wciąż patrzyły na nią z wcześniejszą arogancją.

Ruszył w jej stronę i już wydawało się, że chce jej odpowiedzieć, gdy tak po prostu minął ją i skierował się do restauracji.

Szok i niedowierzanie.

Cały świat, w sumie to jego drobna część, na który składała się jedynie ta polana i okalające ją lasy, był oszołomiony tym jak zakończył się ten pojedynek.

Gdy wrócili do kasyna zobaczyli jak blondyn zajada się podsuwanymi mu przez obsługę rarytasami. Jego uwaga była całkowicie skierowana na leżące przed nim talerze. Nawet gdy przysiadali się, to wydawało się, że nie dostrzega ich obecności.

- Co ty odwalasz? – Rzuciła blondynka, sięgając po kieliszek sake i ciasteczko z kawiorem.

- Zostaniesz Hokage. – Odparł.

- Nie.

- Tak i chyba nie chcesz bym stał się poważny.

- Próbujesz mnie zastraszyć.

- Nie próbuję. – I uwolnił cząstkę swojej czakry, ale tak ukierunkowaną, że tylko ona poczuła jej przytłaczający ciężar.

- Do-Do-Dobrze. – Wyjąkała, czując jak trzeszczy jej kręgosłup oraz krzesło, na którym siedzi. – Zo-Zos-Zosta-Zostanę Ho-Hoka-Hokage. – Ledwie skończyła, a presja zniknęła, a ona czuła jak całe jej ciało pokrywa się potem. Czegoś takiego doświadczała jedynie wtedy gdy uaktywniała się jej hemofobia. Ale nawet wtedy nie odczuwała aż tak silnego czysto zwierzęcego przerażenia.

- Doskonale! – Niemal radośnie zawołał Uzumaki. – Możesz babciu mnie nie pamiętać, ale jesteś moją chrzestną. A ona niemal spadła z krzesła, bo zdała sobie sprawę z tego, że wszystko miała przed oczami i tylko udawała, że nie widzi jego podobieństwa do rodziców.

Uzumaki Kushiny i Namikaze Minato.

Po niej miał kształt twarzy, a po nim kolor oczu i włosów. Nic dziwnego, że nazwał ją głupią, faktycznie była głupia.

A co do kłamczuchy, to też skubany trafił, bo faktycznie jeszcze nigdy nie zabiła napędzana złością czy urazą.

Nastała cisza.

Spokój, niezwykły jak na miejscowość żyjącą z hazardu.

Każdy kto tylko mógł, starał się w ciszy zajmować swoimi sprawami.

Powodem była obecność Uzumaki Naruto. Nie był powszechnie znany, ale wtajemniczeni doskonale wiedzieli kim jest i jak bardzo potrafi być niebezpieczny. Dodatkowym argumentem za tym żeby nie wychylać się była wieść, że w pojedynku jeden na jednego pokonał Ślimaczą Księżniczkę, Senju Tsunade. A ona była powszechnie znana jako nie tylko najlepsza medninja na świecie, ale też jako najsilniejsza osoba obecnie krocząca po globie.

I nagle ktoś wybiegł na środek głównej alei. – Wyjechali! – Krzyknął. – Wyjechali! – Dodał rozrzucając konfetti i nagle na ulice powróciło haotyczne, typowe dla miejscowości hazardowych, życie. – Huraaa! Huraaa! Huraaa!

Naruto - W tleOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz