Tazuna

12 2 0
                                        

Tsunade patrzyła przez kryształową kulę jak Naruto trenował kompresję czakry. Niby miała swój romb na czole pełniący tą samą funkcję, ale ewidentnie nie dorównywał on temu nad czym pracował Uzumaki. Nawet nie wiedziała jak to nazwać, ale efekty uboczne tego treningu były tak katastroficzne, że gdyby nie rozstawiona bariera, to co najmniej połowy Konoha już by nie było. Choć wyglądało to przerażające, to zdołała rozpoznać kilka etapów. Pierwszy polegał na tym, że najpierw uwalniał z ciała czakrę, ale wciąż utrzymując nad nią kontrolę i w następnej kolejności zaczynał ją powoli wciągać. Niby tym sposobem nie powinien zwiększać swojej puli, bo ta według jej wiedzy jest wrodzona, ale samo jej zagęszczenie powodowało, że w jednym metrze sześciennym mieściło się jej dużo więcej niż u kogokolwiek innego wykonującego znane na cały świecie ćwiczenia na skompresowanie czakry. Nawet ona nie wiedziała, że można osiągnąć coś aż tak spektakularnego. Zaczęła się zastanawiać nad tym jakim sposobem jego pula czakry wciąż waży tyle samo co u zwykłego Chounina. W pewnej chwili coś ją tknęło i przybliżyła obraz. Wywołała dwa efekty, po pierwsze została dostrzeżona i momentalnie obraz pociemniał. Drugim efektem było to, że na ułamek sekundy przed zaciemnieniem dostrzegła coś co nie powinno istnieć, wyraźną drugą i delikatny cień trzeciej puli czakry.

- Jak to w ogóle możliwe? – Mruknęła do siebie, próbując na nowo wpaść w rytm przeglądania dostarczonych jej dokumentów. Na szczęście nie było ich dużo, ale za to były nadzwyczaj istotne. – Ech. – Westchnęła, próbując wyrzucić z głowy obraz niemożliwego.

Drużyna Siódma z Kakashim u boku i swoim mistrzem na czele, Naruto, weszła do gabinetu Hokage po misję. Pierwszą po dłuższej przerwie. W sumie nie wiedzieli dlaczego przywódczyni tak długo czekała z wezwaniem ich, ale widząc jak jej oczy podążają za powoli przemieszczającym się blondynem, domyślili się, że to on ma coś z tym wspólnego.

- Drużyna Siódma. – Zaczęła. – Mam dla was misję eskortową. – Tu zrobiła przerwę, bo asystent wprowadził pewnego jegomościa z niegdyś starannie przystrzyżoną bródką. Obecnie była przesiąknięta alkoholem, którym co chwilę się raczył z butelki trzymanej jak podrzędny pijaczyna. – Pan Tazuna z Kraju Fal. – Przedstawiła klienta. – Waszym zadaniem jest zadbanie by bezpiecznie wrócił do domu i na miejscu macie chronić go do momentu aż sam was zwolni.

- Ah, to więc to, termin się nie zgadza. – Usłyszeli z kąta, w którym zaszył się Uzumaki, ale gdy spojrzeli w tamtą stronę, to okazało się, że jego mina wyraża to co zawsze. Czyli nic.

- Khym. – Chrząknęła Senju. – Wyruszacie jutro z rana. – Dodała wyganiając ich machnięciem ręki i tym samym ucinając klientowi próbę powiedzenia czegokolwiek. Trochę się zdziwiła widząc, że blondyn ani myślał drgnąć i po chwili zostali sami w gabinecie. Doznała kolejnego szoku, gdy rozstawił barierę dźwiękochłonną. – Jakiś problem z tą misją? – Zapytała, a on uśmiechnął się z aprobatą.

- Gatou. – Powiedział tylko, ale jej więcej nie trzeba było, bo już parę razy zasiadała z typkiem przy hazardowym stoliku. – Próbuje przejąć władzę w Kraju Fal i to z nim się będziemy mierzyć.

- Rozumiem. – Mruknęła, pogrążając się w myślach. – Potrzebujesz wsparcia?

- Nie, ale Kraj Fal już tak.

- Rozumiem. – Odparła i na chwilę zapatrzyła się na punkt na ścianie. - Jak tylko rozwiążecie problem z tym robakiem, to prześlę im propozycję współpracy gospodarczej. Przydadzą nam się dostawy świeżych owoców morza. – Naruto po usłyszeniu tego kiwnął głową z aprobatą i zniknął w Sunshin no Jutsu.

Z samego rana zebrali się przy południowej bramie i z dezaprobatą dostrzegli jak ich klient zataczając się wyłania się zza rogu najbliższego budynku. Nie zdawali sobie sprawy z tego, że ten tylko grał, bo po prostu nie ufał dzieciakom i chciał je sprawdzić. Nawet nie wiedział kim jest ten zamaskowany ninja towarzyszący im w podróży, ale zdziwił się widząc, że wykonuje on polecenia najmniejszego z czwórki dzieciaków, blond liliputa.

Podążali w stronę jego domu już trzeci dzień i on doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że jego ochroniarze z łatwością dotarliby tam w jeden, może dwa dni, jeśli narzuciliby sobie relaksacyjne tempo. Ale on był już starcem, przynajmniej jak na standardy cywili nie posługujących się czakrą. W pewnej chwili zauważył jak różowa, kaczy kuper i męska dziwka zaczynają wykonywać jakieś dziwne ćwiczenia. Że były to ćwiczenia, to się domyślił, bo co chwilę powtarzali to co im nie wychodziło do momentu aż zaczęło wychodzić. Dokładnie chodziło o to, że kładli sobie na dłoniach kamienie i niewidzialną siłą próbowali je rozłupać na pół. Domyślił się, że to jest czakra, ale zdziwiło go, że tak otwarcie się nią posługują przy nim, cywilu. Dopiero po chwili zorientował się, że każdy trzyma w rękach coś innego i po rozłupaniu obiektu, sięgali po coś jeszcze innego. Jedynym, który nie wykonywał tych ćwiczeń był właśnie ten blond liliput, który zdawał się dowodzić całym oddziałem.

Nagle zesztywniał.

Kałuża.

Partacze nie widzą jej! – Krzyknął w myślach, widząc jak beztrosko mijają, coś co w tym skwarze utrzymującym się od ponad dwóch tygodni nie powinno istnieć, przynajmniej na tak nasłonecznionym odcinku drogi.

Woda eksplodowała uwalniając ukrywające się w niej postacie i wyglądało tak jakby wszyscy zostali tym całkowicie zaskoczeni. On również, ale ze względu na jego powolny czas reakcji.

Świsnęły łańcuchy i oplotły zamaskowanego oraz blondyna, niemal natychmiast w powietrzu pojawiły się kunai i z przerażającym mlaśnięciem wbiły się w gardła pozostałej trójki.

- Tak to się robi! – Krzyknął jeden z napastników i chciał coś jeszcze dodać by dalej chełpić się tym łatwym zwycięstwem, gdy ofiary zniknęły w kłębach dymu, a na ich miejscu pojawiły się pniaki. – ... – Nie zdążył się zdziwić, gdy obaj padli z gardłami przedziurawionymi precyzyjnie rzuconymi kunai.

Naruto - W tleOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz