23. Ferie zimowe

17 1 0
                                        

Perspektywa Lei.

Nareszcie będę mogła odpocząć, jutro jest pierwszy dzień ferii zimowych. Niby się cieszyłam, odetchnę trochę od nauki, lecz tak naprawdę smuci mnie to, bo pewnie spędze ten czas sama w domu...

Spotkania z Laurą odpadały, nie miałam jakoś ochoty widzieć się z Rayanem. Natomiast Jasper wyjechał wczoraj do rodziców. Będzie to dla mnie duża nowość, praktycznie całe życie spędziłam w towarzystwie moich przyjaciół...

Przez resztę nocy rozmyślałam o tym, czy to będą stracone ferie, czy jednak zdarzy się coś fajnego.

Pierwszy dzień faktycznie trochę zmarnowałam, lecz naprawdę potrzebowałam odpoczynku od tej całej nauki. Mimo, iż nie wydaje się to trudno, to jest.

Nie zdawałam sobie przedtem z tego sprawy, ale wykańczało mnie psychicznie siedzenie do nocy w zeszytach i zakłówanie wszyskiego tylko po to, aby za dwa dni zapomnieć.

Drugiego dnia pojechałam z rodzicami na zakupy. Mama wymyśliła sobie, że chce zmienić jakoś wystrój salonu, a ja z tatą mieliśmy jej pomagać. Oczywiście wyszło tak jak zwykle, czyli moja rodzicielka uznała, iż nie znajdzie niczego lepszego niż to co już ma w domu i jednak nic nie chce zmieniać.

Kiedy wróciliśmy z galerii było już dosyć późno, więc szybko położyłam się spać.

Oczywiście nie mogło być tak pięknie, coś po północy zadzwonił mój telefon, był to Jasper.

- Przepraszam, że cię budzę, ale chciałem się spytać czy nie chciałabyś spędzić ferie ze mną u moich rodziców.

- A ty przypadkiem nie jesteś u nich? - wydało mi się to dziwne, ponieważ wspominał, iż jedzie do rodziców jeszcze przed wolnym.

- Muszę na chwilę wrócić do domu i załatwić jedną sprawę, właśnie jestem w drodze. Pod wieczór będę jechał spowrotem możesz się zabrać ze mną jeśli chcesz - nie powiem, była to kusząca obcja, zawsze chciałam odwiedzić rodziców szatyna.

- W sumie czemu nie, napisz mi później dokładną godzinę wyjazdu i jakoś się zgadamy.

- Super to dobranoc.

- Dobranoc.

Przez tą pobudke rano obudziłam się niezbyt wyspana. Spakowałam wszystko co potrzebne oraz wypiłam kawę, żeby mnie trochę rozbudziła.

Jasper napisał mi, że na 18 mam być gotowa. Jak napisał tak też się stało. Na miejsce dotarliśmy po dwóch godzinach. Zjedliśmy przygotowaną przez chłopaka mamę kolację, po czym poszliśmy spać.

Nie mogłam doczekać się zwiedzania okolicy, także wstałam dość szybko. W kuchni była już gospodyni i popijała kawę.

- Dzień dobry - powiedziałam trochę zaspanym głosem.

- Dzień dobry Lea, jak ci się spało? - można by pomyśleć, iż kompletnie się nie wyspałam, lecz nie byłaby to prada. Nie pamiętam kiedy ostatni raz byłam tak wypoczęta.

- Bardzo dobrze, a pani? - znam panią Evans bardzo długo, rozmawiam z nią już jak z przyjaciółką, co jest naprawdę fajne. Chyba nie znam bardziej sympatycznej kobiety od niej, zawsze usmiechnięta i pełna energii.

- Och kochanie, a kiedy ja się nie wyspałam - zaśmiała się, po czym wstała umyć już pustą szklankę. - Myślisz, że jajka z kiełbaskami na śniadanie to dobry pomysł? - zapytała, a jej oczy rozbłysnęły się radośnie. Za dzieciaka wraz z Evansem i pozostałymi kochaliśmy to danie, jego mama robiła je tak idelnie...

- Uważam, że to wspaniały pomysł - zaśmiałam się, a moją głowę wypełniły wspomnienia. Pokolei przypominałam sobie jak wraciliśmy cali umorusani do domu Evansa i jego mama nas zganiła, lecz zawsze śmiała się z naszych przerażonych minek. Każdy bał się wrócić do domu, prócz Jaspera, jego rodzicielka zawsze pozwalała nam doprowadzić się do pożądku, aby rodzice nie krzyczeli, po czym robiła nam właśnie to danie.

W głowie miałam jeszcze wiele innych wspomnień podczas sporzywania posiłku i czułam, iż pobyt tutaj będzie kolejnym wspaniały wpomnieniem.

Gdy ja i pani Evans kończyłyśmy jedzenie, chłopak dopiero wstał. Gospodyni zostawiłam mu porcję na talerzu.

Kiedy wszyscy już zjedli udaliśmy się na spacer. Okolice były przepiękne, całe zaśnierzone. Rodzice przyjaciela opowiadali mi jak mały Jasper, po kłótni o zabawkę, uciekł do domu na drzewie i całe osiedle go szukało, niby ja wraz z moimi rodzicami też go szukaliśmy, lecz tego nie pamiętam, byłam za mała. Znalazł go mój tata i przyprowadził do domu. Reszta ludzi została powiadomiona o tym. Rodzice szatyna zaprosili wszystkich na herbate, a małemu uciekinierowi było tak głupio, że posikał się przy wszystkich.

W taki sposób skończył się pierwszy tydzień ferii, kolejny też miał tak minąć, gdyby nie jeden osobnik...

W niedzielę wieczorem tata Jaspera powiedział, iż przyszedł ktoś do mnie. Zdziwiło mnie to lecz posłusznie poszłam sprawdzić. W drzwiach stał nie kto inny jak Rayan Blaze.

- No nareszcie! Ile można cię szukać?! - ryknął chłopak, nie zdziwił mnie jego ton, był wkurzony i było to widać. Jedyne co mnie dziwiło, to dlaczego tu przyjechał i co go tak wkurzyło.

- Cały czas tu byłam. W ogóle po co mnie szukałeś? - byłam zirytowana jego obecnością.

- Kurwa jak po co! Wyjeżdzasz nic nikomu nie mówiąc, bez żadnej opieki! I ty się jeszcze kurwa pytasz?! - że kurwa co? Byłam zdezorientowana jego słowami, lecz także zadziałały one jak włącznik. Momentalnie zdenerwowałam się tak, jak on i dałam się wciągnąc w kłótnie.

- A co ja jestem, że potrzebuję opieki?! Nie jesteś moim ojcem!

- Cały czas cię chroniłem, a ty mi się tak odwdzięczasz?

- Nie prosiłam o to!

- Nie przeżyłabyś bez tego! - tego już za dużo, on niby myśli, iż nie poradziłabym sobie bez jego pomocy? Może tak by było, ale napewno nie powiem tego na głos.

- I po co tu przyjechałeś? - jeśli przyjechał zrobić mi awanture to niech lepiej wyjdzie.

- Zabrać cię do domu.

- CO! Nigdzie nie jadę! Przychodzisz tu robisz mi awanture o nic i zachowujesz się tak jakbyś był nie wiadomo kim!

- Japierdole dobra! Nie chcesz mojej pomocy to nie! Tylko potem nie przychodź z płaczem jak ci się coś stanie! - wrzasnął i wyszedł, natomiast ja nie miałam już siły udawać, ugięły się podemną kolana i upadłam na ziemnię z wielkim płaczem...

Miasto NocyOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz