Rozdział 14

598 24 1
                                        




Traktowaliście kiedyś kogoś jakby nie istniał? Bo ja nie. Logan natomiast opanował tę umiejętność do perfekcji. Przez ostatnie kilka dni nie spojrzał w moim kierunku ani razu. Wiem, że to co stało się między nami w kuchni nie powinno mieć miejsca, ale mimo to szczerze go nie rozumiem. Najpierw zachowuje się w stosunku do mnie z wyższością i wprost daje mi do zrozumienia, że nie do końca za mną przepada. W międzyczasie rzuca mi dziwne spojrzenia, których nie potrafię rozczytać, a na końcu całuje mnie jakby od tego zależało jego życie. Finalnie jednak daje mi do zrozumienia, że to nie powinno się wydarzyć i nie możemy tego powtórzyć.

Co prawda nigdy nie zagłębiałam się w dziedzinę psychologii, ale podejrzewam u niego dwubiegunowość... Facet powinien się zastanowić czego chce.

Najgorsze jest jednak to, że sama nie potrafię sobie z tym poradzić. Za każdym razem, gdy go widzę, mam przed oczami jak błądzi swoimi umięśnionymi, wytatuowanymi rękami po moim ciele... STOP! O matko to już oficjalne... Oszalałam. Grace na pewno byłaby ze mnie dumna, bo w tej chwili przejęłam jej okropne myślenie.

Koniec tego, miałam oczyścić umysł i już żaden facet nie będzie mi psuł mojego wyjazdu. Tym bardziej, że dzisiaj są moje urodziny.

***

Jest południe i siedzimy wszyscy na dworze podziwiając uroki cudownego dnia. No może jednak nie wszyscy, bo nie ma z nami Logana. Od ostatniego incydentu w kuchni postanowił omijać szerokim łukiem sytuację, w których jesteśmy całym składem.

Vincent z Lucasem zniknęli na chwile w domku, by po chwili pojawić się z tortem. Vince niósł ciasto z zapalonymi świeczkami, a Lucas trzymał w ręku prezent.

-Wszystkiego najlepszego Amy! - krzyknęła podekscytowana Margaret i zaczęła śpiewać sto lat. Dołączył do niej mój najstarszy brat i Connor, a Lucas jedynie szczerzył się w moją stronę.

-Bardzo wam dziękuję. - odpowiedziałam zachwycona, gdy już skończyli śpiewać i pospiesznie zaczęłam ściskać wszystkich po kolei.

Pomyślałam życzenie i zdmuchnęłam świeczki.

-To dla ciebie - powiedziała Margaret i wręczyła mi pięknie zapakowane pudełko. - Otwórz później w pokoju. - dodała i puściła mi oczko.

Podziękowałam jej i odwróciłam się w stronę braci.

-Postawiliśmy na praktyczny prezent, mamy nadzieję, że ci się spodoba. Sto lat siostrzyczko.

-Dzięki chłopaki - uściskałam ich mocno i przejęłam prezent od Lucasa

W torbie prezentowej znajdowały się dwa pudełeczka, jedno malutkie i jedno dosyć sporych rozmiarów. Zaczęłam od tego mniejszego. Niespecjalnie zdziwiło mnie to co w nim znalazłam - był to gaz pieprzowy. Uniosłam jedynie wzrok i z politowaniem spojrzałam na braci.

-Żebyś radziła sobie z kutasami, gdy nas nie będzie w pobliżu - wyszczerzył się Lucas, a Vince właściwie mu zawtórował.

Postanowiłam tego nie komentować, bo gaz faktycznie może okazać się przydatny. Zabrałam się natomiast za otwieranie następnego podarunku.

I o matko przenajświętsza! Moim oczom ukazał się najnowszy MacBook!

-Aaaaaa! O matko, bardzo dziękuję!!

-Cieszymy się, że ci się podoba. Chcieliśmy, aby służył Ci na studiach.

-Ale to nie koniec niespodzianek. Szykuj się, bo za parę godzin idziemy do klubu. - rozpromieniła się narzeczona mojego brata, a on sam nie wyglądał na specjalnie zadowolonego z tego faktu.

Try to fix meOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz