Oczywiście, że wygląda zajebiście. Beżowa lniana koszula z podwiniętymi rękawami i proste ciemne spodnie. Jego czarne, długie za uszy, rozczochrane włosy, opadające po obu stronach jego głowy z przedziałkiem na środku i ciemne, prawie czarne oczy. Jego opalone przedramiona. Mogłabym tak wymieniać pół dnia, tylko dlatego, że najwyraźniej jestem masochistką.
Mam wrażenie, że on robi to specjalnie, żeby mnie torturować. Żebym siedziała tu teraz w jego aucie, chcąc z niego wyskoczyć. Nie wiem jak mogłam liczyć na to, że będę się z nim w stanie zaprzyjaźnić. Jeśli będzie mnie chciał dziś pocałować, co patrząc na jego pewność siebie jest całkiem prawdopodobne, nie wiem czy uda mi się odmówić.
- Luna? - powiedział Ian, wyrywając mnie z moich okropnych myśli.
- Tak? - odpowiedziałam zwracając twarz ku niemu i dostrzegając, że na mnie patrzy.
- Słyszałaś co do Ciebie mówiłem?
Kurwa, on coś mówił? Chyba zauważył zdezorientowanie na mojej twarzy, bo kontynuował.
- Pytałem czy jesteś głodna. - powiedział, skupiając uwagę już na drodze. - Znalazłem fajną włoską knajpkę niedaleko. Podałem też parę pozycji z menu, ale..
- Chętnie - przerwałam mu. Na wszystko co zaczyna się na włoskie zawsze powiem tak.
- Okej. Jak Ci minął dzień?
- Mógłby być lepszy. Dowiedziałam się wczoraj, że muszę chodzić do biura od przyszłego tygodnia, także dziś ostatni dzień na pracy zdalnej. No i Ovo zjadła pół kwiatka, którego kupiłam niedawno. Na szczęście sprawdziłam wcześniej, czy nie jest szkodliwy, ale i tak mi szkoda. Był taki ładny, a teraz wygląda jakby przeszło po nim tornado albo rój szarańczy.
- Ovo nie jadła Ci wcześniej żadnych kwiatków? - zapytał Ian z lekkim uśmiechem na ustach.
- Nie, to jej pierwszy - odpowiedziałam z przekąsem.
Przez dalszą część drogi wypytywałam Iana co u niego i jego kolegów. Wydawał się to dość bezpieczny temat, zwłaszcza, że ich poznałam. Gdy dojechaliśmy na miejsce z niemałym zaskoczeniem uświadomiłam sobie, że tutaj jeszcze nie byłam. Znałam większość włoskich restauracji w mieście, bo za każdym razem starałam się szukać jakiejś nowej. Miałam parę ulubionych, do których często wracałam, ale nie przestałam eksperymentować.
Gdy Ian zaparkował samochód, sama otworzyłam sobie drzwi, ubiegając go. Pokiwał tylko głową na znak dezaprobaty, ale potem uśmiechnął się prawie niewidocznie.
- Dobry wieczór, mamy rezerwację na nazwisko Layton dla dwóch osób - powiedział do kelnera, który powitał nas w wejściu.
- Zapraszam za mną - odpowiedział mężczyzna.
Idąc przed Ianem zatrzymałam się na chwilę i odwróciłam, zwracając się do niego.
- Po co robiłeś rezerwację jak nie wiedziałeś czy będę chciała coś zjeść?
- Bo ja jestem głodny. Mogłabyś popijać wino i patrzyć jak jem, gdybyś Ty nie była - zażartował i pokazał gestem dłoni, żebym szła dalej.
Pokręciłam głową i dogoniłam kelnera, który już czekał przy naszym stoliku.
Restauracja była bardzo mała, naliczyłam dosłownie może 10 stolików. Dodawało jej to tylko uroku, bo sprawiała wrażenie takiej prawdziwie włoskiej knajpy. Wnętrze było przytulne, ale i eleganckie. Świeczki porozstawiane po całym pomieszczeniu i światełka na ścianach sprawiały, że to miejsce miało niesamowity klimat.
Zamówiliśmy napoje i wybieraliśmy dania główne. Karta miała tyle pyszności, że nie wiedziałam co wybrać. Najchętniej zamówiłabym wszystko, gdybym tylko dała radę to zjeść. W końcu zdecydowałam się na penne all'arrabbiata, a Ian wybrał lasagne.
- To miejsce jest przepiękne - powiedziałam, gdy kelner odszedł, zebrawszy wcześniej nasze zamówienia. - Jak je znalazłeś?
- Przeczytałem o nim w jakimś artykule w Internecie, coś o perełkach Atlanty.
- Ohh, przeczytałeś artykuł, żeby znaleźć miejsce na nasze spotkanie? - zażartowałam.
- Zajęło mi to 5 minut, Luna.
- I Ty myślisz, że to będzie najlepsza nie-randka na której byłam?
Serio, jeśli on znalazł to miejsce w 5 minut, to ja jestem chyba ograniczona. Przeglądam wszystkie rankingi najlepszych włoskich restauracji i nigdy nie widziałam tam nawet wzmianki o tym miejscu.
- Nie doceniasz mnie. To dopiero początek.
Zaśmiałam się cicho. Jesteś skończona. Jak się w nim nie zakocham do końca tej nie-randki, to będzie cud.
Ian opowiedział mi co dowiedział się o tym miejscu z artykułu. Podobno, jest prowadzone przez włoską rodzinę, która pokolenia temu przeprowadziła się z Włoch do Ameryki. Na początku serwowali tylko parę makaronów, ale z czasem zatrudnili ludzi do pomocy i poszerzyli kartę. Kucharzami wciąż pozostawali tylko członkowie rodziny, którzy jako jedyni mogli być wtajemniczeni w sekrety rodzinnych przepisów.
Kiedy kelner przyniósł nasze dania przerwaliśmy rozmowę, zajmując się jedzeniem, które było przepyszne. Ian dał mi spróbować swojej lasagne, więc odwdzięczyłam się oferując mu trochę mojego makaronu. Co chwilę jedno z nas komentowało tylko jakie to jest dobre, na co drugie potwierdzało. Skończyłam jeść szczęśliwa. Dopijałam swoje wino, a Ian poprosił o rachunek. Dopytywał, czy nie mam ochoty na coś jeszcze, co było głupim pytaniem, bo oczywiście, że miałam, po prostu niestety nie miałam na to miejsca w brzuchu.
Nie godząc się na to, żebym pokryła połowę rachunku, zapłacił za nas obydwoje i zostawił napiwek. Tym razem pozwoliłam mu otworzyć drzwi do auta i po chwili jechaliśmy na dalszą część naszej nie-randki.
________________________________________________________________________
Sorka, za nieobecność wczoraj. Miłego czytania!
CZYTASZ
Everlong
Storie d'amoreLuna Holland to 24 letnia dziewczyna, która właśnie zakończyła poważny związek. Z pomocą przyjaciół stara się wrócić do normalnego życia i ostatnią rzeczą, której w tej chwili potrzebuje, to kolejny mężczyzna na jej drodze. Ian Layton ma 27 lat i wł...
