3.

1.8K 54 25
                                        

Minęły dwa tygodnie od ostatniego meczu, chodziłem na rehabilitacje i pracowałem nad psychiką, wracam za 5 tygodni. Maya była u mnie praktycznie codziennie, pomagałem jej się uczyć do egzaminów i próbowałem ją podnieść na duchu. Powoli poznawaliśmy się i dawaliśmy sobie przestrzeń do rozwinięcia relacji. Dzisiaj był dzień kiedy miała poznać bliżej moich znajomych, zaprosiłem Ferrana, Gaviego i Balde, a do tego żeby nie czuła się samotna jeszcze Catalinę, Isabellę i Marię.

—Pablo mógłbyś nie świecić fiutem jak zaraz tu będą?!—Krzyknąłem widząc nagiego kolegę chodzącego po moim pokoju.

—No ubieram się przecież.—Burknął i założył bokserki.-Kiedy będzie Maia?

—Za pół godziny, wraca z uczelni z Fernando.—Pokiwałem głową i zszedłem na dół.—Pośpiesz się.

Otworzyłem drzwi reszcie moich gości i zaprosiłem do salonu, jest na tyle duży, że na spokojnie znajdzie się miejsce dla każdego. Nieskromnie wspominając, mamy też taras na który planuje przenieść spotkanie pod wieczór.

—Gdzie nasz piękniś?—Maria oparła się o oparcie fotela wspominając o Paézie.

Od zawsze widziałem jak bardzo boli ją obojętność z jego strony, a mimo to dalej się go trzymała. Nie jestem w stanie zrozumieć czemu się tak męczy zamiast zerwać z nim kontakt.

—Lata z gołym dupskiem w moim pokoju, chcesz pooglądać?—Zaśmiałem się zgryźliwie i poszedłem po piwa dla moich znajomych.—Zdrówko.

—No Tobie by się przydało.—Pokiwał głową Alejandro i złapał za zawleczkę aby otworzyć napój.

—A więc za moją rekonwalescencję.—Podniosłem puszkę i przechyliłem ciecz do ust.

Isabella, moja pierwsza dziecięca miłość przez dobre pół godziny kłóciła się z Ferranem o jakąś sytuację z ostatniej imprezy. Gavi z kolei rozmawiał z Marią i Cataliną przechwalając się swoimi masterkami w Fifie, a ja na spokojnie obserwowałem z Balde występy naszego nowego zawodnika - Jõao Felixa. Chłopak miał w sobie to coś, bardzo przyda się naszej drużynie, tak samo jak Cancelo. Podczas naszych „bezsensownych" rozmów usłyszałem jak otwierają się drzwi wejściowe. Weszła przez nie główna gwiazda wieczoru, Maia Jimenéz. Z każdym dniem podobała mi się coraz bardziej, a dzisiaj? Wyglądała jeszcze lepiej niż zwykle.

—Cześć.—Uśmiechnęła się do mnie lekko.—Nando pojechał do znajomych ze studiów.

—To nawet lepiej.—Pokiwałem głową przytulając ją lekko i odwróciłem się do reszty.—Poznajcie Maię.

Po kolei każde z nich przywitało się z nią z dużym entuzjazmem, szczególnie Paéz, co trochę mnie zirytowało. Przyniosłem dla niej alkohol i usiadłem obok obejmując delikatnie ramieniem. Wolałem zaznaczyć swoje miejsce w hierarchii.

—Więc... na jakim kierunku jesteś?—Zagadała do niej Bella, przyglądając się z uśmiechem.

—Medycyna, ze specjalizacją onkologiczną.—Odwzajemniła uśmiech pijąc kolejnego łyka.—Chciałabym pomagać dzieciom w potrzebie.

—Wielkie poświęcenie.—Pokiwał głową Gavi.—Kiedyś zrobiliśmy akcję charytatywną i poszliśmy do szpitala dla dzieci, ich uśmiechy naprawdę dają motywację do działania.

—Nie mówiłeś o tym.—Odwróciła głowę w moją stronę, aż za blisko...

—Nie lubi się przechwalać.—Przytaknął Torres zanim zdążyłem coś powiedzieć.—Z Tobą też się krył.

—Ja na przykład dowiedziałem się dzisiaj.—Balde podniósł rękę a ja zrobiłem się czerwony.

Nie chciałem żeby to brzmiało jakbym się jej wstydził, wręcz przeciwnie, miałem ochotę powiedzieć wszystkim. Zwariowałem na jej punkcie przez ostatnie dni.

—Może powiesz nam czemu González? Przecież jest piękna, inteligentna i ambitna?—Zagadała rudowłosa - Catalina.

—Chcieliśmy się bliżej poznać.—Kiwnąłem głową.—Nie chciałem jej przestraszyć waszym nędznym poczuciem humoru.

—Wiesz, jest dość podobne do twojego idioto.

Usłyszałem tylko jej stłumiony śmiech, co potwierdziło moje oczekiwania co do tej rozmowy. Polubiła ich a ja nie mogłem czuć się pewniej. Dziewczyny we czwórkę poszły do kuchni zrobić sobie jakieś eleganckie drinki, a ja szykowałem się chyba na męską rozmowę z kolegami.

—Myliłem się, od dzisiaj jestem waszym fanem.—Mój najlepszy przyjaciel poklepał mnie po plecach.—Będę ci słodził tak żeby Ci zbrzydło i żeby przybiegła do mnie.

—Nie bo do mnie.—Zgłosił się Pablo a ja miałem ochotę ich oboje udusić.

—Dajcie jej spokój.—Zaśmiałem się wywracając oczami.—Przestraszycie ją.

—Ja się dziwię, że nie uciekła od twoich bąków.

—Nie pierdziałem przy niej jeszcze.—Pokręciłem głową dopijając kolejne piwo.—Zresztą, jeszcze dużo czasu... Wiecie nie zaliczyłem jeszcze pierwszej bazy.

Chwilę po tym jak to powiedziałem, szatynka postanowiła wrócić do domu, mówiąc, że jest zmęczona. Zaproponowałem jej nawet podwózkę, ale nie przystała na nią. Odprowadziłem ją wzrokiem do drzwi patrząc jak żegna się ze wszystkimi i pomachałem jej. Nie odczułem w tym nic dziwnego.

Maia

W czasie popijania drinka z dziewczynami zachciało mi się do toalety więc skierowałam się do tej w korytarzu.

—Zresztą, jeszcze dużo czasu... Wiecie nie zaliczyłem jeszcze pierwszej bazy.—Powiedział Pedro wspominając o mnie, co wywnioskowałam po dalszym wspominaniu mojego imienia.

Nie ukrywam, podobał mi się, a te słowa zakuły moje serce. Nie byłabym w stanie siedzieć obok niego udając, że nic się nie stało, wróciłam do domu chcąc zaszyć się jak najgłębiej w pierzynie. Pożegnałam się ze wszystkimi, najbardziej było mi szkoda poznania się bliżej z dziewczynami, bo wydawały się naprawdę cudownymi osobami. Gdy tylko weszłam do mieszkania, ominęłam wzrokiem leżące na każdym kroku leki i wskoczyłam do swojego własnego syfu.

—Dlaczego znowu ja?—Westchnęłam patrząc w sufit i próbując się nie rozpłakać, co oczywiście się nie udało.

Znowu nienawidziłam siebie, nienawidziłam tego, że dałam się zmanipulować i pomyśleć, że ktoś jest w stanie spojrzeć na mnie w inny sposób. Dla niektórych mogłoby wydawać się, że przesadzam, ale mając depresję i problemy z własną głową, nie byłam w stanie myśleć racjonalnie. Ból, który zadawałam sobie sama, myśląc tylko i wyłącznie o swoich złych cechach, które okropnie wyolbrzymiałam, był zbyt duży, żeby móc sobie z nim poradzić bez pomocy leków. Mieszkałam sama, mimo tego, że moi rodzice i brat proponowali mi abym została, nie chciałam ich łamać przy chorobie Calisto. To dla niego chciałam zostać lekarzem, białaczka mojego młodszego braciszka, zajmowała im większość zmartwień i starałam się nie dodawać im więcej. Pragnęłam szczęścia moich bliskich z nadzieją na to, że ich nie zawiodę. A jednak zapominałam o dbaniu o siebie, nie mówiąc o tej fizycznej strefie, tylko o psychicznej. Słowa chłopaka, któremu poświęciłam ostatnie tygodnie zabolały bardziej niż mogłabym przypuszczać, miałam nadzieję na miłość albo chociaż przyjaźń z jego strony. A jak zawsze dostałam po dupie.

Od: Pepito
Trafiłaś do domu?

Do: Pepito
Tak
Miłego

____

bąki zniszczyły im relacje cant imagine

amor en el aire | pedriOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz