VII

299 15 8
                                        

Oczami Lloyda

Skylor zaprowadziła nas do świątyni. Jak się okazało, to było to to samo miejsce w którym będzie znajdował się nasz pokój. Przynajmniej tak nam powiedział nindroid. Kiedy weszliśmy do środka przed nami ukazał się wielki okrągły stół. Cała ta sala znajdowała się w podziemiach. Nie wszystkie miejsca było zajęte. Krzeseł było około czterdzieści, więc całkiem sporo. Na stole było całkiem sporo jedzenia. Głównie jakieś makarony, zupy i sushi. Z osób, które kojarzyłem to między innymi Tox, Pale Man, Bolobo, chyba Euphrasia i...

- Geo! - krzyknął nagle Cole i podbiegł do przyjaciela. My żwawo ruszyliśmy za nim.

- Cole? Co wy tutaj robicie? - spytał zaskoczony mistrz syntezy.

- Ciebie mógł bym spytać o to samo. - zaśmiał się mistrz ziemi i objął fioletowego na przywitanie. - Miło cię widzieć.

- I wzajemnie. - odpowiedział, a my zajęliśmy miejsca obok niego. - Odpowiadając na twoje pytanie, Cole, pewnego dnia otrzymałem paczkę z zaproszeniem i tą fioletową bandaną. Zdecydowałem, że zobaczę o co w tym chodzi. Może i nie jestem stworzony do walki, ale przynajmniej trochę się zabawię.

Oboje cicho cię zaśmiali. Ja sam niby chciałem być szczęśliwy, a niby nie. Tak naprawdę, to wszędzie doszukiwałem się śladów jakiejś ciemności czy wilczych wojowników, a tu nic. I to tym bardziej sprawiało, że moja dusza byłą niespokojna.

Do sali przybywało coraz więcej osób niekoniecznie mi znanych. Owszem część kojarzyłem z Turnieju Żywiołów, ale było tutaj pełno innych mistrzów. Nawet jakiś skragulec, co mnie zaskoczyło.

Po chwili jednak wszystko zaczęło się sypać. Do sali wszedł Cinder. Był całkiem spokojny, miał na sobie jakiś dziwny strój w szarych odcieniach. Wydawało mi się też, że jego cera zmieniła trochę odcień. Jakby poszarzała?

Kolejny ból zadała następna postać. Była w moich wizjach. Pokonywała nas za każdym razem. Nie miała litości. To była ta dziewczyna z Imperium, Jordana. Jednak w moich wizjach wyglądała całkowicie inaczej niż teraz. Wyglądała jakby była przesiąknięta złem do szpiku kości. Teraz była bardziej opanowana. Na ich widok i tak przeszył mnie jakiś zimny dreszcz.

- Hej, Lloyd, wszystko w porządku? - spytał nagle Cole widząc chyba jaki byłem zestresowany.

- Eee... Jasne. - odparłem cicho, a drzwi ponownie się otworzyły.

Do środka wkroczył Robby. Na szczęście tylko on. Zajął ostatnie miejsce, widoczne dla wszystkich mistrzów żywiołów. Wstał i rozpoczął swoją przemowę.

- Witam was drodzy mistrzowie na tegorocznym, pierwszym w historii po fuzji Turnieju Źródeł. Bardzo się cieszę, że w tym roku zawitało was tutaj aż tylu, bo aż trzydziestu sześciu mistrzów żywiołów. Gościmy tutaj istne gwiazdy takie jak mistrzyni toksyny - Tox, mistrza energii - Lloyda oraz nowego mistrza dymu - Cindera. Oczywiście wszystkim innym również dziękujemy za przybycie. A teraz kilka spraw organizacyjnych. - mężczyzna wstał od stołu i podszedł do jakiegoś pudła znajdującego się w rogu pokoju. Wziął jakiś plik kartek i wszystkim rozdał. Były tam rozpiski dotyczące walk w turnieju. Pierwsze co wyczytałem, to "LABIRYNT".

- Dobrze, skoro wszyscy otrzymali rozkład turnieju, pora na wyjaśnienia. - kontynuował Robby. - Pierwszym zadaniem z jakim będziecie musieli się zmierzyć, to labirynt. Te zadanie będzie jednym z bardziej wymagających, ponieważ odpadnie aż dziesięć osób. Naturalnie te osoby trafiają później na widownię. Co do labiryntu, więcej informacji przekażemy wam później. Następne zadanie będzie również wymagające. Będzie to walka w chmurach. To jest dopiero widowisko! Ekhm... Tam również odpadnie dziesięć osób. Po tych wydarzeniach przechodzimy do walk na arenie turniejowej. Wszystkie kolejne i bieżące informacje zostaną wam podane. - uśmiechnął się. - Jeśli nikt nie ma żadnych pytań, to możemy zacząć naszą ucztę. Smacznego!

Rzeczywiście pytań nie było. Każdy zabrał się do nakładania jedzenia na talerze. Ja jednak nie mogłem nic przełknąć. Obecność Cindera i Jordany mnie niepokoiła. W dodatku Robby wspomniał o nich tak jakby w cale nie chcieli jakiś prawie miesiąc temu uwolnić Zakazanej Piątki z więzienia. To było bardzo podejrzane. Nie chciałem już nawet myśleć o tym co pokazywały mi wizje. To było coś innego... Ale jak?

- Nie jesteś głodny? - spytał mnie nagle Zane.

- Ja, nie... Znaczy zaraz zjem. Po prostu za dużo myślę. - przyznałem w końcu.

- Rozumiem. To może być trochę przytłaczające.

- W dodatku jest tutaj Cinder i ta jakaś dziewczyna. - wtrącił się Kai.

- No właśnie jak ona to miała? - dopytała nagle Sora.

- Chyba Jordana. - odpowiedział Arin.

- No, chyba tak. - przypieczętowała jeszcze Nya.

Koniec końców nałożyłem sobie kilka rolek sushi. Nie za bardzo miałem na nie ochotę, ale czego się nie robi dla chwili spokoju w głowie.

- Hej! Wyldfire! To była moja zupa! - krzyknął nagle Kai, którego i tak nie było zbytnio słychać przez gwar panujący w pomieszczeniu. Rozmawiali wszyscy oprócz tej podejrzanej dwójki. Co jest ze mną nie tak!? Lloyd przestań w końcu myśleć...

- To teraz jest moja! - wyrwała talerz dziewczyna omal nie wylewając dania na stół.

- Ale ty swoją zjadłaś, a ja jestem głodny! - upierał się ninja ognia.

- I co teraz zrobisz? Nic nie zrobisz! Moje i kropka. - uderzyła dłonią w stół.

- I kropka!? Ooo nie! Tak ze mną nie pogrywaj bo...

- Możecie już przestać! - wtrąciła się Nya. - To się robi żenujące.

- Zgadzam się. - dodałem. - Zachowujecie się jak dzieci.

- Dobra, dobra... - odpowiedział Kai, a na jego policzkach dojrzałem lekkie rumieńce. Posłusznie odłożył zupę, a mistrzyni żaru zaczęła się zajadać.

Po pewnym czasie wszyscy skończyli jeść i zaczęli rozchodzić się do swoich pokoi. Tak też zrobiliśmy. Zane i Jay poprowadzili nas do miejsca zakwaterowania. Pomieszczenie było spore, ale jako, że miało w nim mieszkać dziewięć osób i smok, to wszystko zmieniało postać rzeczy. Łóżka były ułożone mniej więcej obok siebie i miały pościele kolorów naszych żywiołów. Dziewczyny od razu poleciały do swoich łóżek na których znajdowały się już nasze torby i jakieś stroje. To pewnie te turniejowe, o których mówił nam Robby. Trochę niepokoiło mnie to, że wszyscy będziemy spać razem. A co jak dopadnie mnie wizja?

- Ufff, na szczęście są dwie łazienki! - krzyknęła nagle Sora. - Nya, my zajmujemy tą z wanną!

- Oj tak! - opowiedziała dziewczyna puszczając tym samym dłoń Jay'a i ruszając w stronę mistrzyni technologii.

Ja udałem się do swojego łóżka. Usiadłem na nie, było wbrew pozorom bardzo miękkie. Oczy praktycznie mi się już zamykały. Nie miałem na nic siły, ale z drugiej strony nie chciałem spać. Martwiłem się o kolejne wizje, o cały ten turniej i o zachowanie Robby'ego wobec Cindera i Jordany. To wszystko było takie dziwne...

I tak myślałem i myślałem, aż w końcu zasnąłem.

Szkoda tylko, że ta noc była pełna wizji.

Wreszcie skończyłam ten rozdział!

Muszę wam powiedzieć, że tragicznie mi się go pisało i nie wiem czy wam się podobał. W każdym razie czekam już aż wstawię następny bo będzie duuużo walki. I takie pytanko. Chcecie perspektywę trzecioosobową czy na przykład każdego po kolei? W tej drugiej opcji prawdopodobnie podzieliłabym ten rozdział na dwie części bo byłoby tego więcej <3. Dawajcie znać!

To do następnego i trzymajcie się!

~ Wasza Lidka

Source Tournament || NinjagoOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz