XXIV

355 17 18
                                        

- Teraz. - szepnął do mnie Kai kiedy siłowaliśmy się na miecze.

Zadaniem naszej walki było zepchnięcie przeciwnika z platformy na której się znajdowaliśmy. Co jakiś czas do dyspozycji dostawaliśmy bronie. Naturalnie żaden z nas nie chciał skrzywdzić tego drugiego więc nasz pojedynek nie wyglądał jakoś fascynująco, ale przynajmniej nie był też wyczerpujący.

Po słowach ninja ognia dokładnie wiedziałem co mam zrobić. Tamten zaczął się cofać, a ja udawałem, że napieram coraz mocniej. W końcu znalazł się na krawędzi. Wtedy delikatnie podcinając mu nogi spowodowałem upadek chłopaka na ziemię.

- I mamy zwycięzcę! - krzyknął od razu Robby. - Lloyd przechodzi do rundy półfinałowej, która odbędzie się już dzisiaj o godzinie szesnastej. W swoim pojedynku zmierzy się z Neuro. Znów przypominam, że zaraz przed nimi nastąpi jeszcze jeden półfinał: Jordana konta Yuri, mistrzyni grawitacji. Ich przeciwnicy nie stawili się na swoje walki, więc mimowolnie oddali je walkowerem. Co za emocjonujący poranek!

Zszedłem szybko z platformy sprawdzić czy przypadkiem nie uszkodziłem Kai'a.

- Musiałeś tak mocno? - spytał masując głowę.

- W cale nie było mocno. - zaprzeczyłem lekko się śmiejąc. - To ty ustawiłeś się idealnie tak, żebym mógł trafić.

- Chciałem ci ułatwić! - oburzył się tym samym szczerząc zęby. - Ale ty i tak musiałeś swoje...

- No już nie lamentuj mi tu tak, tylko chodź. - wziąłem go za rękę czując tym samym jak palę się ze wstydu lub czegoś innego... - Gło-Głodny jestem. - zacząłem się jąkać.

- Na Pierwszego Mistrza Spijitzu! Lloyd Montgomery Garmadon jest głodny! No zapiszę sobie tą datę w kalendarzu chyba. Na czerwono. Ooo! I jeszcze podkreślę zakreślaczem.

- Ale ty nie masz kalendarza. - wypaliłem skutecznie ucinając wywód czerwonego ninja. - Chociaż może lepiej sprawdźmy co u Jay'a i Cole'a.

Na moje słowa przytaknął i ruszyliśmy w stronę pokoju mistrza ziemi.

***

Oczami Sory

Stanęliśmy przed wywarzonymi przez chłopaków wcześniej drzwiami. Teraz były już naprawione.

- Dobra, chodźcie. - zawołałam Nyę i Wyldfire. Zdecydowałyśmy, że Riyu zostanie w pokoju. Mógłby narobić tylko więcej zamieszania. Ściągnęłam torbę z pleców i cicho wysypałam jej zawartość. - To cały złom jaki udało mi się znaleźć.

- Dasz radę coś z tego zrobić? - dopytała mnie mistrzyni wody siadając obok.

- Zaraz się okaże. - odparłam aktywując moją moc technologii.

Obracałam w powietrzu kawałkami metalu, kabli i innych urządzeń. Chciałam to zrobić jak najszybciej jednak napięcie jakie powodowała elektronika trochę mi to uniemożliwiało. Po dłuższej chwili jednak urządzenie było gotowe.

- Czemu wygląda jak przerośnięty motyl? - spytała mnie mistrzyni żaru dokładnie oglądając powstałą budowlę.

- Nie wiedziałam jak go zakamuflować, dobra! - westchnęłam. - To jest coś w rodzaju dronu z podsłuchem w dodatku być może uda mu się ściągnąć albo przynajmniej jakoś naruszyć smocze rogi. Jednak nie mam co do tego pewności.

- Zawsze warto spróbować. - dodała jeszcze Nya podając mi pilota do sterowania.

Wcisnęłam przycisk start, a nazwany wcześniej przez Wyldfire motylek wzleciał traktując uchylone drzwi jak bramę do niewiadomego świata. Na ekraniku widziałam każdy jego ruch. Leciałam schodami w dół uważając przy tym aby w nic przypadkiem nie uderzyć. W końcu trafiłam do centrum. Na nikogo nie zważając podleciałam maszyną wyżej w stronę Smoczych Rogów.

Source Tournament || NinjagoOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz