Oczami Jay'a
- Gdzie teraz? - spytał mnie nindroid. - Nie wiem na jak długo dziewczyny będą w stanie przytrzymać Cindera i resztę.
- Jeszcze tylko w prawo i po schodach do góry. - odparłem łapczywie łapiąc powietrze. Czułem jak słabnę. Ale nie mogłem zawieźć. Nie teraz. - Zaraz dotrzemy do centrum...
Zbliżaliśmy się do ostatniego zakrętu. Bałem się, że spotkamy Nokta albo Rasa, a z drugiej strony wydawało mi się to mało prawdopodobne. Skoro nie pilnowali młodych... Na pewno mieli inne ważne sprawy do roboty. Tylko pytanie jakie.
- Chyba dotarliśmy pod świątynię. - zauważył Zane gwałtownie się zatrzymując.
Podniosłem delikatnie głowę i uniosłem w górę powieki spoglądając na dosyć wysoki, kamienny sufit. Mój zmęczony wzrok napotkał nic innego jak:
- Smocze Rogi. - przełknąłem ślinę.
Nad nami znajdowały się trzy gigantyczne pary rogów. Jeden z nich na pewno należał do matki Riyu. Wyglądały majestatycznie, jednak były równie niebezpieczne i potężne. Emanował on nich jakiś taki nieznany mi blask. Był dziwnie hipnotyzujący.
- Chodźmy stąd. - zaproponował, a ja przytaknąłem lekko się krzywiąc.
- Schody są tam. - wskazałem na przejście znajdujące się za ścianą. - Powinniśmy trafić do piwnic świątyni. Wtedy będziemy bezpieczni. - wydukałem kaszląc.
Nie tracąc już więcej czasu rozpoczęliśmy wędrówkę ku górze. Na całe szczęście na razie nikogo nie spotkaliśmy. Oby pozostało tak aż do końca drogi. Stawiałem kroki dość wolno. Każdy ruch był dla mnie coraz cięższy. Widziałem wszystko jak przez mgłę. Nie wiedziałem nawet czy mistrz lodu coś do mnie mówi, czy nie. Szedłem tą ścieżką wiele razy, a i tak nie mogłem się przyzwyczaić do panującej tutaj atmosfery. Gęste, zimne powietrze i ta czerwona poświata. Nigdy jeszcze nie zastanawiałem się nad jej pochodzeniem, jednak i tak byłaby tylko kolejną zagadką. Prawe ramie zaczynało mnie już piec przez ciągłe ocieranie o blaszaną, chropowatą strukturę nindroida.
- Już prawie. - do mojej głowy dotarła wiadomość. Momentalnie otrzeźwiałem przyspieszając trochę kroku.
W końcu znaleźliśmy się przed drzwiami do w miarę bezpiecznej przestrzeni. Blaszak pchnął przedmiot. Nic.
- Nigdy nie były zamykane. - zdziwiłem się. - Spróbujmy na pchnąć je na trzy. Raz. - odszedłem od ramienia Zane'a zaparłem się o własnych siłach. Chwiejnym krokiem udało mi się utrzymać postawę. - Dwa. - nabrałem powietrza w płuca. - I trzy!
Z impetem i niewiarygodną siłą uderzyliśmy w drewniany przedmiot. Zamki zaskrzypiały, klamka się urwała, a my polecieliśmy razem z drzwiami prosto na coś. Lub na kogoś.
- Ała! Zejdźcie ze mnie wszyscy!!! - wszędzie rozpoznałbym ten skrzeczący dziewczęcy głos.
- Moje nogi! - bez problemu udało mi się też zidentyfikować Kaia.
- K-kai? Wyldfire? - powiedziałem resztkami sił opierając się rękoma o ziemię.
- Mój Boże to wy!? - obraz miałem zamazany, wszędzie pojawiło się wiele czarnych plam. Ktoś złapał mnie z rękę i podniósł, jednak zaraz po tym od razu odpłynąłem.
Oczami Lloyda
Chwyciłem ledwo oddychającego mistrza błyskawic i przyciągnąłem delikatnie do siebie. Ten opadł tylko na moje ramiona uderzając głową o lewe ramię. Nie zastanawiając się dłużej wziąłem go w pozycję "panny młodej" i wybiegłem na korytarz. Momentalnie uderzyła mnie fala światła. Była może szósta rano, więc nikogo na korytarzu nie spotkałem. Wbiegłem szybko po schodach ma drugie piętro.
CZYTASZ
Source Tournament || Ninjago
Fiksi PenggemarKontynuacja książki "Come back || Ninjago". Radzę przeczytać najpierw część pierwszą. Po wykonanej misji ninja nie mają czasu na odpoczynek. Wizje Lloyda się nasilają cały czas wskazując na pewne turniejowe miasto. Nie czekając, ninja wyruszają na...
