XIV

299 17 12
                                        

Oczami Arina

Całe przedstawienie oglądałem z trybun. Było to dla mnie ciężkie. Reszta obrywała, trudziła się, a ja tylko siedziałem. Czułem się po prostu nie w porządku. Przeklinałem się za to, że nie posiadam mocy żywiołu. Za to, że nie mogę im pomóc.

Muszę jednak przyznać. Organizacja turnieju jest genialna. Jako kibic widzę wszystko i wiem wszystko, a to rzadko się zdarza.

Kiedy ostatnia osoba przekroczyła linię mety zdecydowałem się opuścić siedzenia.

- Riyu, Wyldfire. - wydałem polecenie reszcie. Tak na marginesie, mistrzyni żaru też nie była sobą. Poświecając się dla Sory straciła możliwość uczestnictwa w turnieju. Chociaż bardzo jej na tym zależało. - Chodźmy do ekipy.

Nie szedłem jednak z zapałem. Coś mnie przygaszało. Innymi słowy nie było to zbyt przyjemne uczucie. Mój smoczy towarzysz chyba też to wyczuł, bo cały czas starał się mnie wspierać. Na tyle ile mógł.

Dawno nie rozmawiałem tak po prostu z członkami drużyny, oprócz Wyldfire, ale z nią trudno się gada. Po konkurencjach byli tak wyczerpani, że nawet nie mieli siły na rozmowy. Poniekąd to rozumiałem, ale z drugiej strony chciałem się wygadać. Potrzebowałem wyżalenia. Najłatwiej byłoby Lloydowi, ale z nim nie było ostatnio za dobrze. W dodatku jeszcze te dzisiejsze wydarzenia. To najzwyczajniej w świecie może człowieka przytłoczyć, nie oszukujmy się.

W końcu dotarliśmy do miejsca zbiórki, które wcześniej naturalnie razem ustaliliśmy. Stali tam już wszyscy. Sora podpierała barierkę niemal przysypiając ze zmęczenia. Nya miała pod ramieniem Lloyda, a Cole Kai'a. Wszyscy wyglądali fatalnie i na bardzo wyczerpanych. Jedynie Jay stał sobie z boku. Tak jakby z dala od reszty, ale jednak z nami. Też sprawiał wrażenie wyczerpanego. W dodatku miał podkrążone oczy. To nie wskazywało na nic dobrego. Nie było z nimi jedynie ninja lodu. Lekko się zaniepokoiłem.

- Hej. - cicho się przywitałem na co mistrzyni technologii podniosła głowę do góry.

- Arin! - odkrzyknęła mocno mnie przytulając. - Nienawidzę skalnych półek! - wyrzalała się - Nigdy więcej! Przenigdy...

- Kai! - podbiegła do ninja Wyldfire. - Jak się trzymasz?

- Gdyby nie Lloyd... Już by mnie tu nie było. - chrypnął delikatnie uśmiechając się do zielonego.

- Nie przesadzaj... - odparł mistrz energii zalewając się rumieńcem.

- Taka prawda. - przyznała Nya. - Jesteś bohaterem. A Kai'owi nic poważnego się nie stało. No może pomijając odnowienie złamanego żebra i lekko skręcony nos, ale żyje. To się liczy.

- A gdzie jest Zane? - spytałem w końcu.

- On... - zaczęła Sora.

- On się poświęcił. - dokończył za nią Cole. - Muszą go wyciągnąć z siatki ochronnej. Dołączy do nas później.

Nagle usłyszałem kaszlenie. Automatycznie zerknąłem w stronę Jay'a. Tak. To był on. Nya podała mi Lloyda pod ramię. Ten trochę się spierał, ale widząc gromkie spojrzenie mistrzyni wody od razu odpuścił.

Dziewczyna podeszła do chłopaka. Rano wyglądał jakoś inaczej. Teraz był jakby wydrenowany z energii. Nya ostrożnie go przytuliła, a ten delikatnie zrobił to samo.

- Pójdę się położyć. - powiedział cicho.

- Ja też. - westchnął Kai. - Raczej nie mam ochoty już nic dzisiaj jeść.

- Idę z tobą. - dołączył się Lloyd.

- Oj nie, ja nie przepuszczę okazji na obiad. - wypalił Cole przez co wszystkie spojrzenia zostały skierowane w jego stronę.

Source Tournament || NinjagoOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz