III

342 20 4
                                        

Usłyszałem jakieś krzyki. Odłożyłem talerze, które właśnie rozkładałem i pobiegłem w stronę korytarza. Na środku leżał Lloyd. Przewracał się z jednego boku na drugi cały czas ściskając się za głowę. Zanim do niego podbiegłem, wparowałem do łazienki po ręcznik. Nalałem do randomowego kubka wody z kranu i ruszyłem w stronę przyjaciela.

Usiadłem i nie wiedziałem co chciałem robić. Sam złapałem się w panice za włosy niszcząc moją piękną fryzurę. Na całe szczęście zielony ninja po chwili otworzył oczy. Podałem mu wodę i ręcznik.

- Masz... - powiedziałem lekko drżącym głosem i podałem młodemu wodę. - Napij się trochę.

Zrobił co powiedziałem.

- Co tam zobaczyłeś? - zdołałem wydusić nadal będąc w szoku.

- Nic dobrego... - odpowiedział mi i przetarł twarz ręcznikiem.

Pomogłem mu się podnieść i poszliśmy razem do jego pokoju. Tam opadł bezwładnie na łóżko kompletnie wyczerpany. Ja usiadłem tylko na krześle. Chwilę później do pokoju weszła Nya.

- Idziecie na kolację czy raczej nas olewa... - przerwała widząc nasz stan.

Powoli weszła do pokoju i usiadła obok mistrza energii. Z resztą aktualnie Lloyd był trochę nieobecny. Chyba nawet nie doszło do niego, że w pokoju jest nas teraz trójka.

- Hej młody... - zacząłem lekko speszonym głosem. - Opowiesz nam tą wizję?

Spojrzałem delikatnie w stronę wyprutego blondyna. Podniósł się do pozycji siedzącej i przetarł oczy. Odwrócił głowę i widząc Nyę lekko podskoczył. Moja siostra zaśmiała się cicho, w porównaniu do mojej przesadnej reakcji. Zielony ninja lekko się speszył i zaczął opowiadać.

- Czyli mówisz, że to się już wydarzyło... - dodała nagle mistrzyni wody.

- Dokładnie. - odpowiedział i znów się położył. - Dlatego to jest takie przerażające.

- Inna możliwość jest taka, że ta wizja miała nas ostrzec. - dodałem swoją cegiełkę i uniosłem wzrok.

- Możliwe. - zgodził się mistrz energii.

- Dobra, Kai, chodź na kolację. Niech Lloyd trochę sobie odpocznie. - odparła moja siostra i spojrzała na mnie wymownym wzrokiem.

Nie miałem nic do gadania, więc po prostu opuściłem pokój zostawiając delikatnie uchylone drzwi. Ruszyłem za Nyą w stronę kuchni i zarazem jadalni. Nie pierwszy raz widziałem reakcję Lloyda na wizję, ale ta rzeczywiście była jakaś inna. Trochę tak jakby chłopak dostał ataku paniki czy czegoś w ten deseń. Zamyślony przestałem na chwilę reagować. To był niestety błąd bo przydzwoniłem głową w drzwi, które nie zostały do końca otworzone przez mistrzynię wody.

- Ała! - krzyknąłem i zacząłem masować bolące miejsce w tym samym czasie odsuwając bardziej drzwi.

- Wszystko w porządku? - spytał się Cole prawie dusząc się ze śmiechu.

Obok niego swój makaron jadł Arin, który starał chyba powstrzymać się od emocji. Wyldfire za to skończyła już jeść i również powstrzymywała się od wybuchnięcia. Pixal z nami nie było. Pewnie pilnowała sterów.

- W jak najlepszym. - odpowiedziałem przez zęby z sarkazmem w głosie.

- No pewnie, że tak! W końcu fryzura w jak najlepszym porządku! - zaśmiała się Sora.

Kąciki moich ust również lekko się uniosły. Odsunąłem krzesło i usiadłem przy stole. Mistrz ziemi podał mi talerz z makaronem. Nie miałem jednak apetytu. Grzebałem tylko w daniu pałeczkami cały czas zastanawiając się nad Turniejem Źródeł. Nie miałem do końca pewności co do tego, że całe to wydarzenie odbędzie się w Królestwie Chmur. Co jak się myliłem, co jeśli właśnie tracimy czas a Ras realizuje swoje plany?

Source Tournament || NinjagoOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz