7.

1.4K 30 3
                                        

Laura.

Otworzyłam oczy, spocona i zdrętwiała. Serce waliło mi jak oszalałe, a oddech rwał się w krótkich, urywanych porcjach powietrza. W uszach wciąż dudnił odgłos ciężkich kroków, przerywany chrapliwym oddechem, który w moim śnie zbliżał się coraz bardziej. Wydawało mi się, że czuję w powietrzu zapach stęchlizny i wilgoci – tak realny, że przez chwilę bałam się poruszyć.

Obraz koszmaru nadal stał mi przed oczami. Czułam ten sam paraliż, który ścisnął mnie tam, w mroku snu. Ręce drżały mi tak mocno, że gdy podparłam się nimi, by usiąść, palce niemal odmówiły posłuszeństwa.

Łzy napłynęły mi do oczu. Gardło zacisnęło się boleśnie. To uczucie bezsilności… to było najgorsze. W śnie uwięziło mnie w miejscu. Teraz wyszło ze mną do rzeczywistości.

- Mam dość. - wyszeptałam, chowając twarz w dłoniach.

Chciałam, żeby ktoś po prostu powiedział, że wszystko się ułoży. Że będzie dobrze. Ale sama już w to nie wierzyłam. Nie wiedziałam, jak długo jeszcze dam radę nosić w sobie ten ciężar. Strach. Lęk.

Za oknem było już jasno. Zerknęłam na zegarek – dziewiąta. Zbyt późno, żeby jeszcze leżeć. Wstałam gwałtownie, jakby szybki ruch miał przepędzić koszmar. Chwyciłam ubrania przygotowane dzień wcześniej i weszłam pod prysznic.

Gdy wyszłam, gotowa do wyjścia, zatrzymałam się przed lustrem. Wpatrywałam się w swoje odbicie – blada twarz, trochę podkrążone oczy.

- Wszystko się jeszcze ułoży, Laura. - szepnęłam, zmuszając usta do uśmiechu. - Wszystko będzie dobrze.

Ale ten uśmiech był pusty. Wiedziałam, że to tylko słowa.

***********

W drodze do studia kilkanaście razy próbowałam dodzwonić się do Kai i Olgi. Bez skutku. W końcu weszłam do środka, czując rosnącą nerwowość.

- Cześć. - przywitałam się z chłopakami siedzącymi na kanapie. - Jest już Olga?

- Nie, ale zaraz powinna być. Potrzebujesz czegoś? - zapytał Adam.

Pokręciłam głową.

- Wszystko w porządku? - dopytał, patrząc na mnie z lekkim niepokojem.

- Tak, po prostu… - zaczęłam, ale przerwały mi kroki Olgi.

- Przepraszam, że nie odbierałam. - powiedziała od razu. Skinęła głową w stronę drugiego pokoju, a ja poszłam za nią. - Odwoziłam twoją siostrę do szkoły. Wszystko jest w porządku.

- Dziękuję. - szepnęłam, spuszczając wzrok. - Nie wiem, jak ci się odwdzięczę.

- Przestań. Najważniejsze, że nic jej się nie stało. I to dzięki tobie. - odpowiedziała spokojnie.

Przytaknęłam lekko i wróciłam do głównego pomieszczenia. Chłopaki patrzyli na mnie uważnie, ale udawałam, że tego nie widzę. Uśmiech na twarzy miał być tarczą. W duchu liczyłam, że Olga nic im nie powie.

**********

Miesiąc później.

- No chodź z nami, będzie fajnie. - Olga od rana wierciła mi dziurę w brzuchu. - Mateusz robi imprezę. Zakończyliśmy trasę, byłaś jej częścią. Musisz iść.

- Przekonałaś mnie. - zaśmiałam się.

Jej twarz od razu się rozpromieniła.

- Adres znasz. Dwudziesta. I nie kombinuj z wymówkami. - dodała z uśmiechem, wysyłając mi w powietrzu buziaka.

IMPERFECT LOVE || SZPAKUOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz