15

1.4K 140 6
                                        


Sheri

– O? Jesteś już? – zdumiała się Mia, bo z reguły to ona przychodziła do kawiarni pierwsza i rozgrzewała piekarniki pod śniadaniowe wypieki. Dziś jednak to ja byłam przed nią, a większość porannych obowiązków była już odhaczona.

– Nie mogłam spać – bąknęłam, wkładając do pieca ostatnią blachę babeczek.

– Czytałaś – bardziej stwierdziła niż spytała moja przyjaciółka.

– Dlaczego tak sądzisz? – spytałam zaskoczona.

– Bo tak zachowujesz się za każdym razem, gdy w twoim życiu pojawia się kolejny książkowy mąż – odparła. – Chodzisz wtedy jak w transie. Ewentualnie jak kotka w rui.

Parsknęłam.

– Nie śmiej się – powiedziała. – Za dobrze cię znam, by nie rozpoznać tego stanu. No? Na którego tym razem padło? Mafijny Książę? Czy jakiś inny gangus?

– W zasadzie to nie książę, a sam król – burknęłam ruszając koślawo w stronę blatu, na którym leżały składniki pod dzisiejsze ciasto dnia – bezę z sosem malinowo – truskawkowym, jednak Mia powstrzymała mnie chwytając z mocą mój nadgarstek.

– Król? – zapytała zaglądając mi prosto w oczy.

Cholera. Nieopacznie się wygadałam. To wszystko przez niego! Przez Tristana Stillera, który zamącił mi w głowie. To przez niego chodziłam teraz jak zombie. W nocy nie zmrużyłam oka, a stres przygnał mnie do kawiarni przed czasem, bo chciałam zająć umysł czymś innym prócz niego. Wciąż o nim myślałam. W kółko i w kółko odtwarzałam sobie zajście z księgarni i wciąż nie pojmowałam, dlatego on mnie wybrał. Wciąż też miałam wrażenie, że jest w pobliżu i przygląda mi się tymi swoimi węgielnymi oczami. Dziwne uczucie. Napawające nieznanym mnie lękiem, ale też podnieceniem, którego nie pojmowałam, a które kazało mi coś ze sobą zrobić, bo nie byłam w stanie usiedzieć spokojnie w jednym miejscu.

Byłam kaleką.

Ofiarą.

Zaprzeczeniem kobiecości.

A jednak on mnie chciał dla siebie!

Tylko dlaczego i po co?!

Nie mogłam znieść spojrzenia Mii, bo pod jego wpływem moja głowa znów pracowała na najwyższych obrotach, tworząc obrazy scen, które nigdy nie nastąpią. I może dobrze, bo od szemranych typów wolałam trzymać się z daleka, chyba, że byli fikcyjnymi postaciami. Opuściłam więc wzrok i powiedziałam cicho:

– Muszę zrobić bezę. Ty zajmij się sosem.

– Zajmę się sosem, a ty zrobisz bezę, ale dopiero wtedy, gdy powiesz mi jakiego króla ma pani na myśli, lady Brooks.

Spiekłam raka.

– Zapomnij, przejęzyczyłam się – próbowałem się bronić, ale ona nie dawała za wygraną. Wiedziałam, że nie mam szans z jej wścibstwem.

– Rumienisz się! O ja cię! – krzyknęła klaszcząc z entuzjazmem w dłonie. – Czyżby ktoś ci się spodobał i zakręcił w głowie? No, już! Mów! Co to za facet? Nie dam ci żyć, jeśli mi nie powiesz!

– To głupota, naprawdę nic z tego, o czym teraz myślisz – żachnęłam się.

Ona za szybko wyciągała wnioski. Nie miała pojęcia z czym się wczoraj mierzyłam, nie wiedziała i dla własnego dobra wiedzieć nie powinna, jak bardzo było to niebezpieczne oraz że to niebezpieczeństwo wciąż nie przeminęło, a nade wszystko, że... mi się podobało!

Król Miasta - PREMIERA 18.06.2025 r.Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz