47

1.6K 93 5
                                        

Tristan

Pędziłem znanymi sobie ulicami Tucson w stronę drogi wyjazdowej z miasta. Słońce powoli zachodziło za skaliste wzgórza, które były moim celem. Spieszyłem się. Nie chciałem zwabić na siebie uwagi ludzi ojca. Pragnąłem jak najszybciej znaleźć się na miejscu.

Sheri dawała radę. Początkowo chyba się bała, bo trzymała mnie tak mocno, że aż momentami brakowało mi tchu. Po pewnym czasie jednak poluzowała uścisk. Chyba pojęła, że nic złego jej się przy mnie nie stanie. Byłem idealnym jeźdźcem.

Przed samą granicą miasta zboczyłem z głównej autostrady i wjechałam na drogę wiodącą w góry. Po kwadrancie karkołomnej jazdy nad skalistą przepaścią zatrzymałem motor na skalnej półce.

– Dotarliśmy – skomentowałem patrząc przez moment na wieczorną panoramę Tucson rozciągającą się u naszych stóp. Miasto zdawało się nie mieć końca. Przywodziło na myśl morze, którego odmęty ginęły na horyzoncie. Powoli rozpalało się światłem ulicznych latarni i blaskiem neonów.

– Och... To już? – zapytała dziewczyna. W jej głosie dało się dosłyszeć zawód. Wciąż obejmowała mnie w piersiach, jakby bała się wypuścić mnie z objęć, bo wówczas stanie się z nią coś złego.

– Spodobało ci się? – zapytałem uśmiechając się do siebie z zadowoleniem, bo ona nie mogła tego dojrzeć.

– Było całkiem... znośnie – odparła markując obojętny ton. – Chyba... chyba byłabym w stanie się do tego przyzwyczaić.

Uśmiechnąłem się szerzej.

– Ja to uwielbiam. Podczas jazdy choć przez chwilę jestem wolny – skomentowałem. – I nikt nie ma prawa mną rządzić.

– To jest ktoś taki, kto byłby w stanie? – zdumiała się.

Przez moment zastanawiałem się czy powinienem odpowiadać na to pytanie, bo albo będę musiał skłamać, czego nie chciałem, albo wyjawię jej prawdę, która może drogo kosztować każdego, kto ją pozna. W niej bowiem ukryty był sekret mojej rodziny i obrazu, jaki zbudowali jej PR- owcy. Od zawsze zgrywałem idealnego syna, a moja relacja z burmistrzem była dla obcych nierozerwalną więzią wynikającą z miłości, wsparcia i szacunku. Prócz Arsena z nikim nie rozmawiałem o tym, co działo się za zamkniętymi drzwiami rezydencji Stillerów. Byłem zamknięty w sobie. Tajemnice trzymałem dla siebie, zwłaszcza, gdy wiązały się z zagrożeniem, jednak w tym wypadku sam nie wiem dlaczego poczułem ogromną potrzebę rozmowy z Sheri.

Może to przez fakt, że była schorowana? Wiedziała co to ból. Co znaczy cierpienie? A może dlatego, że chciałem jej udowodnić, że nie jestem tak zły, jak mnie malują, a w każdym razie nie dla niej?

Gnany dziwnym sentymentem zeskoczyłem z motoru i pomogłem zsiąść z niego dziewczynie. Gdy stanęła obok mnie, wziąłem ją za dłoń i podprowadziłem na skraj przepaści.

– Lubię tu przyjeżdżać – powiedziałem patrząc znów na Tucson. – Tu faktycznie jestem Królem Miasta. Tu i tylko tu, reszta to fikcja.

– O czym ty mówisz, Tristanie? – Sheri odwróciła do mnie oblicze i patrzyła na mnie zaskoczona. Przeniosłem wzrok na nią. Jej oczy migotały światłami Tucson. Przywodziły na myśl gwiazdy. Byłem gotowy się w nich zatracić.

– Mówię o pozorach, Sheri – powiedziałem. – Jedynym i niepodzielnym Królem Miasta jest mój ojciec. Innych nie ma i nie było.

– Ale przecież ludzie mówią o tobie i burmistrzu – skomentowała zapalczywie. – Że rządzicie razem, siejąc terror w mieście i wykorzystując do tego waszą pozycję.

Uśmiechnąłem się z przekąsem.

– Sieję terror w mieście, ale nie z własnej woli – odpowiedziałem.

– Jak to?! – wykrzyknęła wzburzona.

– Od urodzenia byłem szkolony do roli obrońcy i sługi ojca – wyjaśniłem. – Nie miałem normalnego dzieciństwa. Mama zmarła zaraz po porodzie, zostałem więc sam, pozbawiony kogoś, kto by się mną należycie opiekował. Wychowali mnie ludzie burmistrza, którzy obchodzili się ze mną jak z dorosłym, bo ona sam nie miał dla mnie czasu i czuł niechęć, oskarżając o śmierć żony.

– Twój ojciec uważa, że zabiłeś swoją mamę? – przerwała mi zdumiona Sheri.

– Owszem – przytaknąłem. – W dodatku nigdy mi tego nie wybaczył, bo była jedyną kobietą, którą naprawdę kochał. Ponoć rozerwałem ją od środka w czasie porodu. Byłem zbyt wielki.

– Jak można oskarżać niewinne niemowlę o coś takiego?! – wykrzyknęła wzburzona. – Przecież to nie wina dziecka, a okoliczności, być może błędu medycznego i opieszałych działań lekarzy. Który ojciec tak robi?

– Niestety, mój – odpowiedziałem. – Od zawsze traktował mnie jak wroga, nie syna. Wysyłał mnie do najbardziej niebezpiecznych misji. Dla niego jestem mięsem armatnim. Nie ma dla mnie litości. Moje życie ma być pokutą za zabicie jego ukochanej, dlatego już od małego kazał uczyć mnie walczyć. Byłem małym chłopcem, gdy zaczęto zabierać mnie na regularne akcje. Nie oszczędzano mnie, bo ojciec był zdania, że najlepszym zahartowaniem dla mnie będzie zimny wychów i od razu skok na głęboką wodę. Moją edukację nastawiono głównie na służbę jego szemranym interesom. Gdy inni uczyli się tabliczki mnożenia, ja obsługiwałem broń niczym strzelec wyborowy...

To już koniec opublikowanych części.

⏰ Ostatnio Aktualizowane: May 28, 2025 ⏰

Dodaj to dzieło do Biblioteki, aby dostawać powiadomienia o nowych częściach!

Król Miasta - PREMIERA 18.06.2025 r.Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz