30

1K 116 13
                                        

Przez chwilę trwałem w bezruchu, starając się ogarnąć co się właśnie stało. Byłem umówiony z Sheri. Zdążyłem już wydać w tej kwestii odpowiednie dyspozycje komu trzeba, tymczasem mój ojciec... ojciec, którego każdy rozkaz wypełniałem, rezygnując ze swojego komfortu, wyzbywając się wszelkich zahamowań i czyniąc zło, którego ode mnie wymagał, wchodził mi w paradę właśnie wtedy, gdy planowałem zrobić coś całkowicie dla siebie.

– Kurwa! – krzyknąłem waląc w kierownicę z wściekłością. W tej chwili mógłbym kogoś rozwalić. Dosłownie.

– Wszystko okej? – zapytał Arsen podchodząc do mnie.

– Nie. Nic nie jest okej – warknąłem.

– Burmistrz znów szaleje – bardziej stwierdził niż zapytał.

– Nadejdzie dzień, gdy nie wytrzymam – odpowiedziałem gniewnie.

– Powinieneś mu się postawić. Nie jesteś już dzieckiem, które zastraszał – skomentował.

Zagryzłem nerwowo wargi.

– On wie, że ma nade mną władzę – stwierdziłem gorzko.

– Król Miasta może być tylko jeden – oznajmił Arsen. – A ja mam wrażenie, że ty jesteś nim tylko z nazwy...

Te słowa zadziałały na mnie niczym płacha tan byka. Już byłem wściekły przez zachowanie burmistrza, ale teraz wpadłem w prawdziwą furię. Poderwałem się z motoru i rzuciłem na podwładnego. Co prawda był moim najwierniejszym druhem i zwykle pozwalałem mu na większą poufałość niż pozostałym, ale tym razem nie mogłem wybaczyć mu podobnej impertynencji.

Pchnąłem Arsena na pień pobliskiej palmy i docisnąłem go do niej, zakleszczając w żelaznym uścisku swoich ramion.

– Powtórz to... Powtórz co powiedziałeś – zasyczałem.

Przyjaciel pewnie spojrzał mi w oczy.

– Rządzisz na ulicach Tucson, ale we własnym domu nie znaczysz nic – wydyszał z trudem, bo przypierałem go z taką mocą, że ciężko było mu oddychać. – I wiesz o tym doskonale. Nie usłyszałeś ode mnie niczego, czego sam byś nie wiedział. Burmistrz traktuje cię podle, jak śmiecia, nie syna. Jakbyś nie był jego jedynym synem, a popychadłem. Masz władzę i posłuch wśród jego żołnierzy. Czemu mu się nie przeciwstawisz? Czemu się nie zbuntujesz? Wielu poszłoby za tobą. Co cię jeszcze trzyma u boku tego... potwora...?

– Ty... – Wzniosłem pięść nad jego twarzą.

Powinienem go uderzyć. Ukarać. Powinien odpowiedzieć śmiercią za słowa, które wypowiedziały jego usta. Tego oczekiwałby mój ojciec. Przejawu bezkrytycznej lojalności. Ale dziś nie byłem w stanie mu jej okazać. Zbyt wielki żal do niego czułem. Poza tym czy mogłem karać za prawdę, z którą się zgadzałem?

Opuściłem dłoń, po czym odsunąłem się od Arsena, wypuszczając go z ramion.

– To mój ojciec – stwierdziłem cicho, stając tyłem do towarzysza i patrząc na rozciągającą się przede mną kilkupasmową ulicę, na której panował wzmożony ruch o tej porze.

– Zachowuje się tak, jakby nim nie był – oświadczył przyjaciel.

– Ale nim jest. Mam tylko jego. Matka nie żyje przeze mnie. Nie byłbym w stanie go skrzywdzić. Mam względem niego dług. Kochał ją. Nie umie mi wybaczyć, że...

– Naprawdę jeszcze wierzysz w te pierdoły? – przerwał mi Arsen stanowczo, obchodząc mnie i stając naprzeciwko, bym spojrzał mu w oczy.

Nie odpowiedziałem, bo usłyszałby wahanie w moim głosie.

Król Miasta - PREMIERA 18.06.2025 r.Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz