27

1K 127 6
                                        


Tristan

Co się ze mną działo?!

Zwariowałem, czy co?

Naprawdę nie wiem co we mnie wstąpiło, że reagowałem jak nie ja. Jakby ktoś przejął kontrolę nad moim ciałem i jego zachowaniem... W sumie nie ktoś, a ona – niewielka, pogarbiona dziewczyna, siedząca teraz obok mnie na wyłożonej patchworkowymi poduszkami sofie.

Jak ona to zrobiła?!

Zmrużyłem oczy i przyjrzałem jej się kolejny raz.

Przecież była inwalidką, a jednak w tej chwili ciężko mi było zwracać uwagę na jej ułomność. Żadna przed nią nie wzbudzała we mnie tak dziwnych relacji. Jakby była magnesem. Fascynowała mnie i przyciągała, a dodatkowym atutem był fakt, że nie była zepsuta jak inne. Nie miała nikogo przede mną, nie umiała uwodzić, a jednak zaczarowała mnie lepiej niż kochanki, które w sztuce flirtu miały nie lada doświadczenie.

Czarodziejka...

Musiałem jednak jakoś otrząsnąć się spod zaklęcia, które na mnie rzuciła, bo przecież nie byliśmy tu sami.

– Lód się przyda. Złagodzi obrzęk – powiedziałem, podnosząc się z miejsca, bo faktycznie miałem wrażenie, jakbym siedział na rozżarzonych węglach. Podszedłem do Mii, która podała mi worek z kostkami lodu i wróciłem do Sheri. Klęknąłem u jej stóp i przyłożyłem okład na zranione miejsce, nie mogąc pozbyć się myśli, że jej nogi, jak na osobę tak zniekształconą były całkiem niezłe – długie, o pięknych palcach. Gdyby nie choroba, która wykrzywiała zwłaszcza lewą stopę, rzekłabym, że są idealne. Aż chciałoby się je pieścić i nimi bawić...

– Tristanie!

Głos rozsądku przyszedł w porę, bo byłem bliski zatracenia...

– Tristanie!

I brzmiał całkiem znajomo...?

Podobnie jak Sheri i Mia odwróciłem głowę w stronę wejścia i dostrzegłem Arsena stojącego na progu.

Skrzywiłem się z niechęcią. Co za wyczucie czasu. Nie chciałem go tutaj. Ani jego ani nikogo kto kojarzył mi się z burmistrzem.

– Jestem zajęty! – warknąłem wskazując na dziewczynę, której nogę okładałem lodem.

– Czas się zwijać – odparł wyraźnie pobudzony.

– Nigdzie nie idę – mruknąłem. – Już powiedziałem jestem zajęty. Jak chcesz wracaj do domu sam. Ja przyjadę dopiero wtedy, gdy...

– Wykonałem zlecenie. Nic tu po nas – przerwał mi, a do mnie dotarło, o czym mówi.

Zabił.

Ech. Akurat teraz...

W sumie sam mu na to pozwoliłem, ale jakoś zupełnie mnie to nie obchodziło. Podszedłem do tego bezrefleksyjnie, a wręcz zapomniałem o tym rozkazie, kompletnie pochłonięty Sheri, a przecież mieliśmy nie zwracać na siebie uwagi. Nikt miał nas z tym nie łączyć. Ojciec by mnie zabił, gdybym spieprzył sprawę. Nie miałem wyjścia. Musiałem szybko oddalić się z tej okolicy, bez względu na to, jak bardzo chciałbym zostać w Kawowej rozkoszy.

Podniosłem się podając z powrotem lód Mii.

– Przykładajcie jeszcze kwadrans. Potem powinno być już lepiej.

Niezadowolony tak nagłą zmianą planów, ruszyłem w stronę drzwi, gdy zatrzymał mnie głos Sheri. Był słaby. Lekko drżał, a mimo to od razu zmusił mnie od odwrócenia się w jej stronę.

– Tristanie...

– Tak?

Nasz wzrok się skrzyżował.

– Dziękuję za dzisiaj – powiedziała z lekkim uśmiechem. Pasował do niej i do rumieńców, które zdobiły jej twarz.

Zrobiło mi się ciepło na sercu, a moje marsowe oblicze momentalnie się rozpogodziło. Ona miała na mnie dobry wpływ. Zbawienny wręcz. Zamiast więc wyjść za towarzyszem, który czekał już na mnie na zewnątrz, zawróciłem ku niej, po czym pochyliłem się i pocałowałem ją w czoło.

– To ja dziękuję. Już wiem, że jednak polubię kawę. O ile ty będziesz mi ją robiła... z miłością, jak dziś – powiedziałem puszczając do niej oko, po czym znów podążyłem do wyjścia, zostawiając ją na sofie jeszcze bardziej czerwoną i uroczo zawstydzoną niż wcześniej. Jednak będąc na progu coś sobie jeszcze przypomniałem, dlatego powiedziałem jeszcze:

– I jutro wieczorem jak po ciebie przyjadę koniecznie odsłoń nogi. Są bardzo ładne!

Po tych słowach opuściłem kawiarnię, choć zrobiłem to z ciężkim sercem.

Król Miasta - PREMIERA 18.06.2025 r.Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz