Sheri
On żartował?
Obrzuciłam go nieufnym spojrzeniem.
– Podobam ci się, bo walnęłam cię w kroczę? – zapytałam. – Chyba kpisz!
Tristan uśmiechnął się jeszcze szerzej.
– Lubię ostre laski – stwierdził, po czym wykonał gest w stronę regałów zawalonych książkami. – I oczytane. Masz coś w głowie. To rzadkość w Tucson.
Opadła mi szczęka.
Syn burmistrza właśnie przyznał, że mu się podobam! I nie zrobił tego jedynie w mojej wyobraźni, a w realnym świecie, w mojej kawiarni!!!
– Ale nie wyglądam jak dziewczyny, które widziałam u twojego boku w sieci – wypaliłam, ale zaraz sobie zdałam sprawę, że chyba przegięłam. Jeszcze pomyśli, że mam o to pretensje, albo że roszczę sobie jakieś prawa do niego. Tymczasem po prostu wymsknęło mi się to, co myślałam naprawdę. Nie byłam partnerką dla kogoś takiego jak on. Piękno powinno obcować wśród piękna i otaczać się nim. Ja byłam dziwadłem, freakiem, pośmiewiskiem. Może mydlił mi oczy czułymi słowami, które zawsze chciałam usłyszeć od mężczyzny, bo chciał mnie wykorzystać?
Mafioso! Gangster! Nie zapominaj o tym, Sheri, podpowiadał mi zrozum.
Ideał, przystojniak nad przystojniakami rodem z romansów, krzyczało serce.
Nic na to nie poradziłam, ale Tristan budził we mnie strach zmieszany z pociąganiem. Byłam totalnie niedoświadczona w relacjach damsko-męskich, a kontakty z mężczyznami ograniczałam wyłącznie do tych wynikających z prowadzonej działalności. Dotyczyły one gości kawiarni i jej dostawców, Andego – właściciela pobliskiej piekarni, z którym kręciła ostatnio Mia oraz kilku lokalnych staruszków, jak pan Abbott. Więcej przedstawicieli płci przeciwnej nie znałam i po negatywnych wspomnieniach ze szkoły, gdzie tamtejsze chłopaki bezlitośnie dokuczały mi ze względu na moją ułomność, trzymałam się od nich z daleka. Nie mogłam więc mieć pewności czego naprawdę chce Tristan. Mimo to pragnęłam go lepiej poznać. Rozum walczył w jego wypadku z uczuciami.
– Dziewczyny, które widziałaś u mojego boku to hostessy. Na jeden event lub noc. Nic ponadto. No i absolutnie żadna nie jest i nie będzie materiałem do konwersacji. Żadnej nie zaprosiłem też na obiad z własnej woli. Jesteś pierwsza – stwierdził rozbrajająco.
– Jak to? – zadziwiłam się. – Jesteś bogaty, masz świat u stóp. Masz pieniądze. Możesz robić co chcesz.
– W granicach, jakie wyznaczy mi ojciec – odparł kwaśno.
Drugi raz wspomniał o burmistrzu i to wcale nie w superlatywach. I choć niby nie powiedział za wiele, obraz, który wyłaniał się z tych kilku zdań, był zatrważający. Ojciec zakazywał mu czytać, rozwijać się, ale też najwyraźniej dobierał mu towarzystwo. Nie mieściło mi się to w głowie.
– Myślałam, że jesteś najbardziej wolną istotą w Tucson – powiedziałam. – I że tej wolności można ci zazdrościć.
– Widać nie ma czego – prychnął. – Są chwilę, gdy wyrwałbym się stąd i już na zawsze opuścił to przeklęte miejsce, do którego jestem uwiązany jak pies.
Co za słowa. Co za wyznanie. Teraz patrzyłam na niego inaczej. Myślałam, że to rozwydrzony paniczyk, przestępca, tymczasem jego zachowanie wynikało z faktu, w jakiej rodzinie przyszedł na świat, było mu narzucone. Zdumiewające odkrycie.
Spojrzałam na jego dłoń, w której trzymał moją. Była wielka. Moja zdawała się w niej ginąć. Nie wysilając się mógłby ją zmiażdżyć. Zauważyłam coś jeszcze.
Blizny!
Jakby poparzenie?
Instynktownie przejechałam po nich palcami wolnej ręki.
Tak, nie ulegało wątpliwości, że to ślady kontaktu z ogniem.
– Nie tylko ty jesteś „inna" – powiedział cicho, a ja wzniosłam na niego zaskoczone spojrzenie, ale on już nie podjął tematu, tylko stwierdził znów przywracając na usta utracony na wspomnienie o ojcu uśmiech: – Zorganizuję kolację. Zaufaj mi. Nikt nam nie przeszkodzi, bo będziemy sami. Nie musisz się obawiać. Zadbam o twój komfort. O której zamykacie kawiarnię?
– O dwudziestej – bąknęłam, bo ciężko mi było jakoś skomentować jego słowa. Wzbudził we mnie tyle skrajnych emocji, że byłam nimi dosłownie rozgromiona w tej chwili.
– Świetnie. To jutro podjadę tu po ciebie o tej porze – oświadczył. – Bądź gotowa.
Gotowa? Na kolację? Z nim? Sam na sam?
Moje serce było bliskie zawału.
Czy ja sobie tego jednak nie uroiłam? Czy to nie wyobraźnia? Może jednak śniłam bardzo realistyczny sen o spotkanym wczoraj gangsterze, który okazał się bardziej ludzki niż jego znany powszechnie obraz?
– Czy to... randka? – wypowiedziały moje krnąbrne usta.
Cholera, Sheri! Jak mogłaś o to zapytać tak bezpośrednio?!, ganiłam się w duchu.
Z drugiej strony nie chciałam robić sobie nadziei, tam gdzie ich nie było. Niech to sprostuje i tyle. Powie, że to kumpelskie wyjście i że nie ma względem mnie intencji, których tak pragnęłoby moje stęsknione bliskości z mężczyzną serce.
– A to nie oczywiste? – odparł pytaniem, a ja miałam wrażenie, że w tej chwili mój mózg zawiesił na chwilę swój system.
Oczywiste?
Randka z nim?!
Boże...
– No... Ja... Ja nigdy nie byłam na randce – wybełkotałam.
– Zawsze musi być ten pierwszy raz. Miło mi, że ja będę twoim – odparł uśmiechając się lekko.
Pierwszy raz... Jak to zabrzmiało!
Łóżko!
Od razu usłyszałam w głowie sugestie Mii. Spalę się ze wstydu przez niego i przez nią!
– Skoro jesteśmy umówieni, czas dokończyć jedzenie. Ta kawa wygląda tak, że aż żal ją pić – stwierdził jak gdyby nigdy nic wskazując na napój z ogromnym piankowym sercem.
Nie byłam w stanie mu odpowiedzieć. Byłam wstrząśnięta. Musiałam coś zrobić. Nie mogłam tak siedzieć jakbym połknęła kij. Poderwałam się więc gwałtownie z miejsca.
– Hej, dokąd idziesz? – zdumiał się łapiąc mnie za nadgarstek. – Nie zostaniesz tu ze mną?
Dotknął mnie!
Znowu...
Pożar w moim ciele narastał, gromadząc się głównie w podbrzuszu. Zaraz zamienię się w popiół!
– Po serwetki – bąknęłam. – Zapomniałam o serwetkach!
I nie czekając na to czy ma jeszcze coś do powiedzenia, rzuciłam się w stronę zaplecza, choć na ladzie leżał stos naszykowanych dla gości serwetek.
CZYTASZ
Król Miasta - PREMIERA 18.06.2025 r.
RomanceOna jest kaleką. On gangsterem, który ją skrzywdził. Ona walczy o swój maleńki biznes. On reprezentuje tego, który ściąga od niej haracz. Ona kocha książki. On ma zakaz czytania. Łączy ich tajemnicze pudełko, w którym ukryta jest tajemnica miasta, k...
