19

1.3K 134 4
                                        


Randka życia... Nie wiem czy po tym czego doświadczyłam przed chwilą miałam jeszcze ochotę na kolejne stresy, a te niewątpliwie wiązały się ze spotkaniem się z Tristanem. Jednocześnie wyjście do niego oznaczało uwolnienie się od szaleńca. Czy mogłam się wahać?

– Już idę. Przepraszam. Zagadaliśmy się – bąknęłam, rzucając staruszkowi pełne wyrzutu spojrzenie, po czym odstawiłam pudełko na blat i ruszyłam kulejąc bardziej niż zwykle w stronę przyjaciółki. Stres wzmagał moje ułomności.

Na progu odwróciłam się jeszcze, by pożegnać mężczyznę, ale ku mojemu zdumieniu ten już sobie poszedł. Dosłownie zniknął, jakby był magikiem. I dobrze. Mogłam odetchnąć i skupić się na kolejnych emocjach, oby tym razem pozytywniejszych.

Nazwał mnie Almą...

Też mi coś!

– Czego chciał? – rzuciła Mia gdy wąskim korytarzykiem szłyśmy w stronę głównego pomieszczenia kawiarni.

– Poinformować mnie, że ode mnie zależy los Tucson – prychnęłam.

– Że co?! – wybuchnęła przystając gwałtownie.

– Bzdury. Nic istotnego – skomentowałam również się zatrzymując. – Chyba miał atak choroby lub był pijany. Nieważne.

– Gdybym wiedziała, że to jakiś zjeb, nie pozwoliłabym mu przebywać na terenie kawiarni i rozmawiać z tobą – powiedziała niezadowolona.

– Myślę, że to była jednorazowa akcja – odpowiedziałam, licząc na to, że mam rację.

– Jeśli się powtórzy, wezwiemy policję – stwierdziła bojowniczo, ruszając dalej.

– Grunt, że już go nie ma... – Podążyłam za nią.

– I możesz skupić się na zdecydowanie ważniejszej kwestii – mruknęła z rozbawieniem Mia, popychając przede mną drzwi. W kawiarni przebywało kilku gości, jednak było tu zadziwiająco cicho. Zawsze panował tu przyjemny uchu gwar, a teraz słychać było głównie muzykę sączącą się z naszego radia. To było dziwne, jednak zaraz dotarło do mnie, co wywołało tę anomalię. Wszyscy goście gapili się bowiem na mężczyznę w czarnym kombinezonie motocyklisty, który jak gdyby nigdy nic przeglądał książki na regałach zajmujących całą jedną ścianę pomieszczenia.

Tristan...

Boże, on naprawdę tu był.

To nie był sen, nie przywidzenie. Syn burmistrza naprawdę odwiedził mój lokal i w dodatku zainteresował się... książkami!!!

– Idź do niego – syknęła Mia, gdy stałam jak cielę patrząc na niego zahipnotyzowana. Ponieważ to nie zadziałało, pchnęła mnie lekko, abym wykonała jej polecenie.

Ruszyłam w jego stronę nie spuszczając go z oczu. Skupiony przeglądał trzymany w rękach tom, a na jego przystojnym obliczu malowało się skupienie i fascynacja. W takim wydaniu podobał mi się nawet bardziej niż w moich wyobrażeniach, ale przecież nie mogłam zapominać, że był zły. On nie był materiałem na kumpla, przyjaciela, a już w żadnej mierze kogoś bliższego. Reprezentował burmistrza, nie miał dobrych intencji, krzywdził ludzi. I co ja mu powiem? O czym będziemy rozmawiać? Przecież gangster i kaleka nie pasowali do siebie, Pochodziliśmy z różnych światów, reprezentowaliśmy różne wartości. Nic nas nie łączyło. Miałam mętlik w głowie.

Stanęłam u jego boku. Jakże był wielki, a ja maleńka. Wydawał mi się być prawdziwym olbrzymem. Chciałabym mieć takiego ochroniarza. Mając kogoś takiego u boku czułabym się bezpieczna i wszystko wydawałoby mi się łatwiejsze, pomyślałam. Zaraz jednak skarciłam się za podobne pomysły. Co ja sobie wyobrażałam? To jakaś głupota. No i nie mogłam tak trwać w milczeniu. Musiałam przecież jakoś zagaić rozmowę, podczas gdy on był pochłonięty lekturą, a osoby obecne w pomieszczeniu zdawały się wypalać nam dziury w plecach ciekawskim wzrokiem.

– Lubisz... czytać? – bąknęłam.

Powinnam raczej dowiedzieć się dlaczego mnie wezwał i czego chciał. Nie wiem skąd to pytanie, ale w tej chwili wydało mi się ono kluczowe.

Król Miasta - PREMIERA 18.06.2025 r.Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz