23

917 126 4
                                        

Tristan

Zatrzymałem widelec w pół drogi po kolejną porcję deseru, który tak mi smakował.

– Co powiedziałaś? – zapytałem zdumiony.

Dziewczyna zrobiła się purpurowa. Nie patrzyła na mnie.

– Ja... Ja nie pasuję do restauracji – powtórzyła cicho.

Zmrużyłem wzrok.

– Dlaczego?

– Bo... Bo jestem inna i nie chcę, byś miał przez to kłopoty – wyszeptała prawie bezgłośnie. Jej opuszczone oczy zaszkliły się podejrzanie.

Płakała?

I w tym momencie pojąłem, że jej chodzi o jej ułomność. Ona się jej wstydziła. Nie chciała pokazywać się publicznie. Jej światem była ta kawiarnia i dom. Tu czuła się bezpiecznie. Nie chciała stać się obiektem wścibstwa ani mi szkodzić swoim towarzystwem, co w istocie mogłoby nastąpić, gdyby fakt naszego spotkania wypłynął dalej. Ludzie zaczęliby gadać, a to z kolei zwróciłoby uwagę mojego ojca na nią i mogło uderzyć w Sheri i jej biznes. Zagalopowałem się w swoich planach, ale przy niej czułem się wyjątkowo swobodnie i naprawdę chciałem jej sprawić przyjemność tym zaproszeniem.

W tej chwili znów zrobiło mi się jej żal. Była taka ładna, a tak ograniczało ją kalectwo, podobnie jak mnie ograniczała przynależność do rodziny burmistrza, która w pewnym sensie też takim kalectwem była. Tak nie powinno być. To było niesprawiedliwe.

Sięgnąłem po jej dłoń, która zaciskała pod stołem na materiale spódnicy i ścisnąłem w swojej.

– Hej. Dla mnie faktycznie jesteś inna, bo jesteś interesująca. Podobasz mi się. W końcu żadna babka nie przygrzmociła mi jeszcze w krocze przed tobą. – Uśmiechnąłem się szeroko, gdy zdumiona moją wypowiedzią, podniosła wreszcie na mnie oczy.


Król Miasta - PREMIERA 18.06.2025 r.Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz