37

696 91 3
                                        


Odwróciłem się gwałtownie. Przede mną stał Ptasznik. Ogromny, cały w bliznach, z paskudnym tatuażem pająka na twarzy. Był ubrany w kamizelkę kuloodporną i nosił karabin maszynowy przewieszony przez ramię.

Kurwa!

Nienawidziłem go całym sercem za to, co mi zrobił w przeszłości, ale teraz nie byłem już małym chłopcem, by się go bać. Jednak nie podobało mi się, że pojawił się akurat w tym momencie.

– To nagła akcja. Nie muszę ci się spowiadać. Wystarczy, że ojciec wie – warknąłem.

Potwór błysnął zębami. Niektóre z nich były złote. Co za obciach!

– Owszem, wie. I dlatego wysyła mnie wraz z tobą. Jesteś teraz dla niego cenniejszy niż kiedykolwiek wcześniej. Pan młody ma cały i zdrowy dotrzeć do ołtarza i już moje zadanie w tym, by tak się stało.

Że co?! Tego się nie spodziewałem!

– Niańka mi zbędna – syknąłem. – Poradzę sobie sam!

– Zwłaszcza w tym stroju i bez broni – stwierdził Ptasznik, mrużąc przenikliwie oczy.

– Nigdy nie rozstaję się z gnatem – warknąłem.

– Gnat to chyba mało, jak na wielką akcję – odparł patrząc na mnie podejrzliwie.

Cholera, zaraz się zorientuje, że kłamię.

– Spieszę się – odpowiedziałem wytrzymując napór jego spojrzenia. – Moi ludzie są w niebezpieczeństwie, a ty mnie wstrzymujesz. Ostatnie o czym myślę teraz, to ubranie. A broń dostanę na miejscu lub zwinę po drodze z jednego z naszych magazynów lub moich kryjówek. Masz jeszcze jakiś uwagi, czy mogę już jechać... nianiu?

Oczy mężczyzny stały się jeszcze węższymi szparkami. Nienawiść była obustronna, nie wiedziałem tylko dlaczego do tylu lat ten śmieć traktował mnie w ten sposób. Zupełnie jak ojciec, ale przecież moim ojcem nie był. Nie miał więc prawa patrzeć na mnie z góry. Cholerny pies burmistrza!

– Nie, ale jadę z tobą. Z chęcią obejrzę sobie te twoje kryjówki. Dawno też nie brałem udziału w walce. Przypomnę sobie, jak to jest – mruknął, podążając w stronę innej, ogromnej maszyny.

– Uważaj. Bo jeszcze cię to przerośnie. Nieco się zestarzałeś odkąd rządziłeś na ulicach – stwierdziłem złośliwe, zaciskają dłonie w pięści. Aż mnie świerzbiło, by sięgnąć do skrytej pod marynarką kabury i wyciągnąć broń. Zastrzeliłbym go z wielką chęcią, mszcząc się przy tym za przeszłość, niestety nie było to realne. W garażu było mnóstwo kamer, a ochrona ojca pilnowała rezydencji. Ale nadjedzie ten dzień. Oj nadejdzie, gdy pieprzony Ptasznik zapłaci mi za wszystko...

Wskoczyłem na motor i nie czekając na niego ruszyłem z piskiem opon przez otwartą wcześniej bramę budynku.

Muszę się go pozbyć. To był mój cel. Cholerny ogon. Moje plany go nie uwzględniały!

Gdy opuściłem teren rozległej rezydencji, wypadłem na ulicę jak szalony.

– Nie masz ze mną szans, dziadku – mruknąłem do siebie, widząc w lusterku wstecznym, jak Ptasznik wyjeżdża przez bramę za mną.

Dodałem gazu.

To był mój teren. Moje ulice. To ja byłem królem Tucson. Może w rezydencji rządził ojciec i jego przydupasy, jak ten jadący za mną, ale poza nią teren należał do mnie. Znałem tu każdy zaułek, każdą przecznicę i każdy zakamarek. Nikt nie mógł mi w tym dorównać. Ze względu na brak miłości w domu, wychowało mnie miasto. Byłem jego dzieckiem, godnym jego dziedzicem. Najlepiej czułem się przemierzając je na swojej maszynie. Ptasznik mnie nie dosięgnie. Nie tym razem...

Zrobiłem gwałtowny skręt w prawo w niezwykle wąską uliczkę. Goniący mnie olbrzym pojechał prosto.

I po kłopocie, zaśmiałem się do siebie. Niech mnie szuka. Durny staruch.

Wyjechałem przeciwną stroną przesmyku i jakież było moje zdumienie, gdy przy krawężniku biegnącej do niego prostopadle ulicy zobaczyłem siedzącego na motorze Ptasznika.

– Kurwa! – zakląłem.

Dobry był. Nie wziąłem pod uwagę jak bardzo i nie doceniłem go. To był najlepszy człowiek mojego ojca, jego najbliższy współtowarzysz. To zobowiązywało. Teraz przekonałem się, że nic mi po bucie i wierze w przewagę. Mój przeciwnik był mocarny, co znaczyło, że nie będzie łatwo go pokonać. Ale nie miałem wyjścia. Musiałem jakoś się go pozbyć. Zostało tak mało czasu, a Sheri na pewno już na mnie czekała. Nie chciałem, by się denerwowała.

Zdesperowany przyspieszyłem znowu, rozpaczliwie szukając w głowie pomysłu na to, którędy wymknąć się upierdliwemu ochroniarzowi.

Król Miasta - PREMIERA 18.06.2025 r.Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz