Boże! Tristan odwiedził kawiarnię. A jednak! Zrobił to, co obiecał i to jak szybko! Może teraz dowiem się dlaczego tak bardzo go interesowałam?
Byłam bliska hiperwentylacji.
– Jak... Jak wyglądam? – bąknęłam przeczesując palcami włosy, które nagle wydały mi się być w strasznym nieładzie.
Nie wiem dlaczego w tej chwili pomyślałam właśnie o wyglądzie. To było irracjonalne i infantylne, zwłaszcza, że doskonale znałam swoje mankamenty, ale mimowolnie nasunęło mi się to jako pierwsze, gdy tylko usłyszałam o jego przybyciu.
– Uroczo – skomentowała przyjaciółka. – Dobrze, że zrobiłam ci makijaż. Wiedziałam, że dziś się przyda.
Makijaż był dla mnie abstrakcją. Nigdy się nie malowałam. Wydawało mi się, że coś takiego nie przystoi kalece, bo tylko podkreśla moją niepełnosprawność i jest komiczne, dlatego nawet nie umiałam tego robić, w przeciwieństwie do Mii, która była w tym mistrzynią. Dlatego wyjątkowo zgodziłam się, by się mną zajęła. Twierdziła, że od teraz to nieodzowne, skoro miałam zostać dziewczyną gangstera.
Przygładziłam spódnicę. Ach, gdybym tylko była zdrowa założyłabym na spotkanie z Tristanem coś bardziej wyzywającego niż te szaty, które miały za zadanie choć trochę maskować mankamenty mojego ciała.
Rany, o czym ja znowu myślałam? Przecież to był syn burmistrza. Postrach Tucson. Tymczasem ja chciałam się dla niego stroić.
Ja.
Pokraka...
– Nie każ mu czekać, chyba, że chcesz, bym sama się nim zajęła? – pogoniła mnie Mia, która kompletnie zapomniała o tym, że dopiero co wzywała mnie na zaplecze do starego Paula, po czym zniknęła za drzwiami.
– Widzę, że jesteś zapracowana – oświadczył staruszek, bo mimowolnie zrobiłam kilka kroków w stronę drzwi, również, choć było to niegrzeczne z mojej strony, zapominając o jego obecności.
Ale przecież Tristan tu był!
Tristan!
TEN Tristan!
Jakże więc mogłabym teraz myśleć o kimkolwiek innym, skoro ten, który zaprzątał mi myśli od wczoraj, nagle zmaterializował się w mojej kawiarni? Mógł mieć złe intencje, jak wczoraj względem Abbottów, a jednak czułam, że tak nie jest. On czegoś ode mnie chciał. Czegoś innego niż pieniądze i w tej chwili, wiedziona romantyzmem, zbyt zaszczepionym w mojej duszy przez ukochane romanse, pragnęłam wierzyć, że nie kieruje nim jednak chęć naigrywania się z mojej ułomności czy odebrania mi lokalu. Przecież gdyby chciał, śmiałby się ze mnie wczoraj. Miał ku temu rewelacyjną okazję, zwłaszcza, że w księgarni byli jego towarzysze. Mój majątek także mógłby przejąć bez problemu. Wszyscy jego ludzie mieli broń, byli w przewadze, policja współdziałała z nimi, a ja nie stawiłabym im oporu, a jednak dał mi spokój.
O co więc mu chodziło? Musiałam się dowiedzieć. I choć serce biło mi w tym momencie jak szalone, wyrywałam się do niego, gnana ciekawością. Z drugiej strony przecież nie mogłam od tak sobie wyjść i zostawić Paula, który wyraźnie czegoś ode mnie chciał. To byłoby niegrzeczne. Byłam rozbita.
– Zobaczę, czego chce syn burmistrza i wrócę – stwierdziłam, dochodząc do wniosku, że to najlepsze rozwiązanie w tej chwili.
– Syn burmistrza? – Twarz staruszka pobladła, a jego ciałem wstrząsnął wyraźny dreszcz.
On się go bał?
W sumie nie powinnam mnie dziwić ta reakcja. Tristan był prawą ręką ojca. Wykonywał za niego brudną robotę i trzymał całe miasto w szachu. Opowiadano o nim straszne rzeczy, a wczoraj byłam świadkiem tego, że faktycznie był bezlitosny względem innych. Ale nie względem mnie. I tego wciąż nie pojmowałam!
– Tak – odpowiedziałam. – Nie wiem po co przyszedł. Muszę to zweryfikować. Zaraz dokończymy naszą rozmowę.
Już chciałam odejść, ale staruszek bardzo zwinnie jak na swój wiek doskoczył do mnie i chwycił mnie z mocą za rękę.
– To ostatnia szansa drugiej nie będę mieć, Almo – stwierdził zapalczywie. – Zwłaszcza, jeśli ludzie burmistrza już tu są.
– Almo? – powtórzyłam wypowiedziane przez niego imię. Jednak był szalony, przebiegło mi przez myśl. – Myli mnie pan z kimś.
– Nie mylę. Doskonale wiem kim jesteś – odparł z emfazą. – Czas byś poznała swoją prawdziwą tożsamość i rodzinę. Myślałem, że ci w tym pomogę, ale burmistrz jest już na moim tropie. Osacza mnie. Do jutra pewnie będę już martwy...
Poczułam zimny dreszcz przebiegający wzdłuż kręgosłupa. Jego słowa przerażały. Nigdy nikt nie mówił mi, że jestem adoptowana. Byłam córką Brooksów i nikt tego nie podważał, dlaczego zatem ten starzec ubzdurał sobie coś takiego. I dlaczego mówił to z takim przekonaniem? Był aż tak chory? Ale dlaczego upatrzył sobie mnie? W dodatku straszył mnie swoją śmiercią. Ta rozmowa zrobiła się niekomfortowa.
Wyszarpnęłam dłoń z jego uścisku.
– Myślę, że nie czuje się pan najlepiej. Powinien pan wrócić do domu – zawyrokowałam, cofając się. – Wróci pan jutro do mnie, gdy poczuje się pan lepiej... Albo... Albo jeśli pan chce, podam panu wodę lub coś mocniejszego i...
Nieświadomie weszłam na szafkę kuchenną, która odcięła mi drogę ucieczki. Jęknęłam z bólu nabijając się na krawędź jej blatu.
– Jutro już dla mnie nie będzie – stwierdził staruszek znów się do mnie zbliżając. – Dlatego weź to. – Wcisnął mi w dłonie pudełko.
– Ależ to należy do pana. Nie mogę tego przyjąć – zaprotestowałam, starając mu się oddać skrzyknę, jednak on jej nie przyjął.
– Nie! – Tym razem to on odsunął się ode mnie gwałtownie. Jego przekrwione oczy błyszczały szaleńczym blaskiem. – To nie należy do mnie, a do ciebie i wielu innych osób, których los jest ukryty w tym pudełku. Masz w rękach los nie tylko swój, ale i całego Tucson. To sekret, który wstrząśnie posadami miasta, jeśli zechcecie go ujawnić, ale decyzja co do tego nie należy do mnie, a do was...
– Zechcemy go ujawnić? My? Jacy znowu my? – jęknęłam przestraszona.
– Ty i syn burmistrza. Tylko on ma klucz do skrzynki i tylko on może pomóc ci odzyskać to, co utraciłaś i co jemu również odebrano – powiedział. – Znacie się. Jest blisko. Przeznaczenie kieruje was na siebie. Może więc wszystko jeszcze się ułoży i sprawiedliwości stanie się za dość dzięki wam, bo ja już nie zdążę jej dopełnić, dlatego teraz przekazuję ci tę skrzyknę. Jest twoja, ale musisz jej strzec. To twoja scheda i scheda Tristana.
Ależ to były jakieś brednie.
Syn burmistrza?
Klucz?
Przeznaczenie?
SPRAWIEDLIWOŚĆ?!
– Proszę pana. Musi pan już iść – powiedziałam, siląc się na stanowczość, choć głos drżał mi z nerwów. Bałam się, że ten szalony człowiek coś mi zrobi. Najwyraźniej był niepoczytalny. – Jest pan chory. Nie może pan tu dłużej zostać. To, co pan mówi, brzmi nonsensownie i... I boję się pana...
Mężczyzna nie zdążył odpowiedzieć, bo w tym momencie do pomieszczenia zajrzała ponownie Mia.
– Sheri? Idziesz czy randka życia ma ci przejść obok nosa? – zganiła mnie.
CZYTASZ
Król Miasta - PREMIERA 18.06.2025 r.
عاطفيةOna jest kaleką. On gangsterem, który ją skrzywdził. Ona walczy o swój maleńki biznes. On reprezentuje tego, który ściąga od niej haracz. Ona kocha książki. On ma zakaz czytania. Łączy ich tajemnicze pudełko, w którym ukryta jest tajemnica miasta, k...
