Po ścianach spływała krew, maskując się z identycznym kolorem farby. Na drewnianej podłodze leżało dziesięć zmasakrowanych ciał. Ludzie tkwili w nienaturalnych pozach z powyginanymi kończynami i dziurami od kul w ciele, z których sączył się ciemnokrwisty płyn.
Demetria wskazała dwoma palcami, w którą stronę idzie, nie chcąc wydawać żadnego hałasu, który mógłby zaalarmować nieprzyjaciela. Omijała zwinnie ciała i kałuże krwi. Skierowała się w stronę schodów i przeskakiwała schodki jeden po drugim na palcach, aż znalazła się na trzecim piętrze. Uchyliła drzwi i przez małą szparkę rozejrzała się po pustym korytarzu. Z dala mogła słyszeć jakieś krzyki i szamotaninę, która nie wróżyła nic dobrego. Nie przejmowała się tym, ponieważ teraz najważniejszym dla niej celem był naukowiec, który musiał przeżyć. Szła przy ścianie po miękkim, wyłożonym na podłodze dywanie. Jej ręka zaciskała się na broni, którą miała skierowaną przed siebie, aby w pełni być gotową na to, co zastanie. Stanęła przed pokojem z numerem trzysta cztery. Wciągnęła głęboko powietrze, pozwalając sobie na chwilę rozjaśnienia umysłu. Po chwili weszła powoli do środka.
W sypialni słyszała czyjąś rosyjską paplaninę. Skierowała się za ścianę i wystawiła głowę, aby ocenić sytuację. Przy wielkim łóżku z baldachimem klęczał jej cel z rękoma podniesionymi ku górze. Na jego twarzy widniał kilkudniowy zarost, ciemne okulary zerówki i włosy przefarbowane na kolor czarny jak węgiel, ale nawet przy takim kamuflażu była w stanie go rozpoznać. W pomieszczeniu znajdowało się trzech przeciętnie uzbrojonych napastników. Jeden stał przy oknie i spoglądał przez bordową zasłonę na ulicę, zaciskając w dłoni pistolet i muskając jego spust kciukiem. Drugi celował bronią w głowę drżącego ze strachu naukowca, natomiast trzeci stał oparty o ścianę, jakby nie przejęty całą sytuacją. Wiedziała, że najpierw musi wyeliminować tego, który stanowił największe zagrożenie dla naukowca. Bezszelestnie wyłoniła się zza ściany i posłała mu kulkę prosto w czoło, która bezceremonialnie posłała go na drugą stronę. Dwójka pozostałych od razu zerwała się, kierując broń w stronę kobiety. Stała teraz przy naukowcu, osłaniając go własnym ciałem i szacując ruchy przeciwników.
- Zatańczymy? - Uśmiechnęła się zadziornie, mówiąc te słowa.
Ruszyła na jednego z napastników i uderzyła go kolanem w klatkę piersiową, kierując jego ciało na przeciwległą ścianę. Wyjęła nóż bojowy, który wbiła w ramię drugiego. Wydał z siebie okrzyk bólu, jaki odbił się echem po w jej głowie. Poczuła czyjeś silne ręce zaciskające się na ramionach, które próbowały powalić ją na ziemię. Uderzyła go tyłem głowy w twarz, sprawiając, że zachwiał się lekko. Nie odwracając się, wymierzyła mu cios łokciem prosto w to samo miejsce. Upadł nieprzytomny na ziemię. Uśmiechnęła się triumfalnie do siebie i skierowała swój wzrok na naukowca. Jej oczy rozszerzyły się, widząc, że wcześniej zaatakowany przez nią mężczyzna, przykłada mu pistolet do skronia.
- Kopnij broń w moją stronę - rzucił agresywnie, wpatrując się w nią z furią wymalowaną na twarzy.
Wyciągnęła powoli dwa gnaty i pchnęła je po ziemi wprost pod jego nogi. Podniosła ręce do góry w geście poddania i czekała na następny ruch napastnika. Wiedziała, co się zaraz stanie, więc uśmiechnęła się lekko pod nosem i szepnęła cicho teraz. W mgnieniu oka nabój przeszył okno, trafiając napastnika prosto w tył głowy. Jego krew rozbryznęła się po twarzy naukowca, który z przerażeniem upadł na ziemię, układając się w pozycji obronnej i zakrywając głowę swoimi rękoma.
- Dzięki Em – rzuciła szybko do słuchawki umieszczonej w uchu.
Podeszła do Peter'a i pomogła mu wstać z podłogi. Jego ręce drżały z przerażenia, a po czole spływał zimny pot. Rozglądał się nerwowo po pokoju, jakby szukając kolejnego zagrożenia, które mogło nadejść z każdej strony.
YOU ARE READING
Disharmony
FanfictionDemetria Vasilieva operuje jednym z wielu oddziałów organizacji S.H.I.E.L.D. Na co dzień mierzy się z przeciwnościami losu i potworami, jakie kryją się głęboko zakorzenione w ludziach. Nie wierzyła, że ktoś może wybiegać poza skalę okrucieństwa, ja...
