3. cz2 W pogoni za psem

5K 181 137
                                        

- Tae łap ją! - darłam się na całą dzielnice.

- Łatwo ci mówić! - odpowiada oburzony.

Czemu to kończy się zawsze tak samo?! Czemu nigdy nie mogę wyjść z Chimi i Tae na normalny spacer po parku? Czemu pies musi zawsze zerwać się ze smyczy?

Tak jak w planie poszłam z Taesiem i Chimi na spacer. W tym czasie ciocia i chłopcy szykowali niespodziankę. Tylko że ten debil chyba nigdy nie nauczy się wiązać dobrze smyczy! Czasami naprawdę zastanawiam się czy on w tej głowie co ma. Nigdy się chyba tego nie dowiem... Przynajmniej jest wesoło! Tylko fajnie b było jakby było troszku cieplej. Już od dobrych dwudziestu minut biegamy za tym porąbanym psem... Stara, ale krzepę ma. W końcu! Jestem już blisko, jeszcze trochę!

- Tae! Spierdalaj! - ahhhh... Czemu on musi wszystko psuć!

- Emi wybacz... - i ten śmiech.

Ten gamoń właśnie biegnie przede mną a psem. Kiedy już miałam ją złapać ten zagrodził mi drogę. Teraz ścigaliśmy się kto pierwszy złapie psa. Oczywiście on ma lepszą kondycje niż ja więc był szybszy. Plus do tego ja miałam długie włosy które zasłaniały mi cały obraz. Głupi wiatr! Tae oczywiście to wykorzystał i już miał Chimi w rękach... Oj nie ja mu tego nie odpuszczę. Ten głupek biegł nadaj przed siebie z psem na rękach, a ja go goniłam z śnieżkami. A że cela mam dobrego już za trzecim razem trafiłam w tą jego brązową czuprynę.

Niestety moje szczęście nigdy nie trwa długo

Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.

Niestety moje szczęście nigdy nie trwa długo. Nie zauważyłam na przeciwko siebie zamarzniętej kałuży i poślizgnęłam się. W wyniku którym straciłam równowagę i wywróciłam się prosto na mojego kuzyna. Oby dwoje wylądowaliśmy w wielkiej zaspie śniegu. Powoli wygramoliłam się  z zaspy śniegu. Po czym pomogłam to zrobić Tae. Ten bardziej na tym ucierpiał. Wstaliśmy na proste nogi i spojrzeliśmy na siebie poważnie. Lecz po chwili podbiegła do nas Chimi i zaszczekała. Jak na zawołanie obydwoje wybuchliśmy głośnym śmiechem. Nawet nie wiem kiedy a znalazłam się na plecach chłopaka i szliśmy do domu. Po drodze nie obyło się oczywiście bez oberwaniem śniegiem w twarz czy dziwnego śpiewania Tae. Ogółem to ślicznie śpiewa, ale jak mu odbija to jest bliżej niezidentyfikowany dźwięk. Byliśmy już niedaleko domu, było mi tak strasznie zimno. W końcu doszliśmy, chłopak zapukał od drzwi. Nic. Nacisnął klamkę i weszliśmy do środka. Chmi od razu wbiegła i otrzepała się z śniegu brudząc wszystko dookoła. Tae chciał już chyba mnie zrzucić ze swoich pleców, ale ja zakryłam mu oczy rękami.

- Emi puść mnie! Chce się przebrać, zimno mi. - oburzył się.

Ja tylko nachyliłam się nad jego uchem i szepnęłam ciche "Wszystkiego najlepszego". W tedy jak na zawołanie wszyscy wyskoczyli przed nami i zaczęli śpiewać. Kooki niósł w naszą stronę duży tort urodzinowy. Zeskoczyłam z pleców Tae i stanęłam obok niego. W oczach miał dobrze widoczne łzy.

- Pomyśl życzenie. - powiedziałam.

Ten zamkną oczy i zdmuchnął świeczki. Wszyscy zaczęli bić brawa. Ciocia podeszłą do Taesia i mocno go przytuliła. Ja na żywioł wzięłam szampana i otworzyłam go. Jak hukło! Wszyscy odwrócili się w moją stronę.

Saranghae.| JungkookOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz