Astrid siedziała w swojej sypialni, pochylona nisko nad książką, opisującą stare zasady Mrocznego Bractwa. Jej brązowe oczy przeskakiwały po zapisanych czarnym atramentem opowieściach. "Słuchacz." Słowo powtarzało się wiele razy, niosąc ze sobą respekt i władzę, wszystko, czego Astrid pragnęła. Wszystko, czego posiadanie było dla niej rzeczą naturalną, zostało jej wyrwane z dłoni przez nową dziewczyną. Nieznajomą, którą właśnie ona przedstawiła reszcie rodziny. Astrid zaczęła żałować, że wyciągnęła wtedy dłoń z kluczem do Redgardki. Żałowała, że nie przebiła jej gardło ostrzem sztyletu, który teraz spoczywał na stole przed nią. Oszczędziłoby jej to zdecydowanie więcej energii, niż plan, który zamierzała wprowadzić w życie, przy najbliższej okazji. Astrid wiedziała, ile ryzykuje, a jednak utrata pozycji, którą pielęgnowała od samego początku, bolałaby bardziej, niż gniew Sithisa.
- Chciałaś mnie widzieć po kolacji.
Mahogany stała w wejściu do sypialni, oparta ramieniem o framugę drzwi. Jej ręce pozostawały splecione na piersi, odgradzając ją od otoczenia, lub przynajmniej zapewniając iluzję bezpieczeństwa. Wydarzenia sprzed kilku godzin wciąż nie opuszczały jej umysłu. Świszczący głos zostawił po sobie odcisk niczym dłoń odbita w cemencie. Dziewczyna czuła się zbezczeszczona, jej jedyne schronienie, jakim był jej umysł, zostało zajęte przez nowego okupanta. I chociaż teraz głos Nocnej Matki pozostawał tylko wspomnieniem, Mahogany czuła ciągłe napięcie, związane z jego nieuchronnym powrotem. Cyceron powiedział jej, że Mroczna Matka odezwie się do niej, zapewne w niedługim czasie. Mimo szczerych chęci błazna, by poprawić humor dziewczyny, w jej uszach słowa mężczyzny zabrzmiały bliżej groźby. Na domiar złego, Mahogany czuła, że straciła zaufanie, jakim darzyła ją Astrid. Tytuł Słuchacza zawisł między nimi jak żelazna kurtyna. Dlatego teraz, stojąc na chudych nogach, dziewczyna czuła ukłucia wstydu i szczerego żalu. Chciała w jakikolwiek sposób sprawić, żeby Astrid widziała konflikt, jaki rozpętał się w Redgardce. W głębi duszy czuła jednak, że cokolwiek zrobi, nie uda jej się przekroczyć przepaści, powstałej między nimi.
- Tak - głos Astrid był zachrypnięty i cichy, ledwo ponad szept - Mam dla ciebie prezent.
Mahogany odważyła się podnieść wzrok z podłogi. Astrid sięgnęła pod łóżko i wyciągnęła związany czarną wstęgą zwój pergaminu, po czym skinęła, aby dziewczyna podeszła bliżej.
- To zaklęcie, przywołujące ducha legendarnego zabójcy Mrocznego Bractwa - powiedziała kobieta, gdy Mahogany przycupnęła na łóżku koło niej - Pomyślałam, że skoro zostałaś wybrana przez Mroczną Matkę, należy ci się coś w dowód mojego uznania twojego stanowiska.
Dziewczyna chwyciła delikatny pergamin w dłonie, bojąc się, że zwój rozsypie się przy najlżejszym dotyku. Runy, biegnące wzdłuż krawędzi arkusza mieniły się jasnym, niebieskawym światłem, migającym jak gwiazdy na niebie. Aksamitna, czarna wstążka była przyjemna w dotyku, gdy Mahogany pociągnęła za materiał, rozwiązując kokardę.
- Dziękuję ci Astrid. - powiedziała dziewczyna, siląc się na uśmiech.
Astrid machnęła dłonią, po czym wstała na równe nogi. Mahogany podążyła za nią.
Dziewczynę zalało nagłe uczucie chłodu, jakby zimny wiatr wdarł się przez okno. Tylko że w jaskini nie było okien, a mróz nie pochodził z zewnątrz. Wylewał się falami z sylwetki opartej o framugę, w tym samym miejscu, gdzie niedawno stała Mahogany. Mężczyzna, o orlim nosie i oczach czarnych jakby odbijały Pustkę we własnej osobie, nosił na ustach wiedzący, okrutny uśmiech. Był ubrany w obszerne szaty, przypominające ubranie Gabrielli, jednak wydawały się bogatsze, jakby odzież Mrocznej Elfki należała do biedaka, podczas gdy zjawa nosiła strój szlachecki.
CZYTASZ
Skyrim: Kalopsia
FanfictionKalopsia - stan, w którym wszystko wydaje się piękniejsze, niż jest w rzeczywistości. Wiele osób chce mieć Smocze Dziecię pod swoją kontrolą. Gromowładni i Cesarscy marzą, by położyć łapy na mocy, jaką daje Smocza Krew. Jednak, podczas gdy Skyrim j...
