Udało się!
Iwka omal nie pisnęła z radości, gdy po chwili koncentracji na atramentowej tafli zaczął pojawiać się obraz. Ten moment rozkojarzenia niemal kosztował je utratę połączenia, co odczuła poprzez silniejszy uścisk dłoni Surui, która bez popadania w euforię sprowadziła Wieszczkę na ziemię, nie przerywając swej pieśni, aż do całkowitego ustabilizowania wizji.
Pogrążone w absolutnej ciszy skupiły się na wywabionym obrazie. Patrzyły z góry na drobną postać, która pozostawała w kuriozalnej sytuacji - stojąc na ślicznej ukwieconej polance, z rzeczką, czymś na kształt wąwozu i rozłożystym drzewem, początkowo szarpała klamkę wyrastających z trawy (pośród niczego) drzwi, potem je nerwowo obchodziła, zupełnie, jakby nie po raz pierwszy podejmowała się próby otwarcia tych wrót donikąd. A potem...
Iwka poczuła jakby ktoś ją wciągał w sam środek rozgrywającego obrazu, nie wiedziała, czy to normalne, zamierzała się nawet poddać temu zaskakującemu i zwodniczo przyjemnemu odczuciu, gdyby nie pełna paniki reakcja Surui. Kapłanka próbowała gwałtowanie oderwać dłonie ich obu od misy, jednak wydawało się to niemożliwe do wykonania, były przyrośnięte do rozgrzanego ciepłem ich skóry naczynia. Paraliż postępował od dłoni, obejmując je błyskawicznie w posiadanie.
Poczuły, jakby ich odrętwiałe ciała zostały zasysane przez rurę ogromnego odkurzacza, by za mgnienie oka zmaterializować się... gdzieś...
To było dobre określenie, zamroczone, nadal trzymając się za dłonie, były gdzieś. W "gdzieś" było szaro, pochmurnie, wilgotno i co by nie mówić - wietrznie. Plusem sytuacji było to, że po tej niespodziewanej podróży nie były specjalnie zamroczone, świat nie wirował, jak w kalejdoskopie - wręcz przeciwnie, wszystko wokół nich było wyraźne i rzeczywiste. W dodatku nie były tu same i po pierwszych obserwacjach warunków atmosferycznych, doszły do wniosku, że zasadniczo są w całkiem ludnym miejscu, otoczone kręgiem równie zaskoczonych ich widokiem kobiet.
- Miała być tylko jedna - powiedziała piskliwym głosem jedna z młodszych kobiet, tworzących otaczający je krąg.
- Ta, którą przyzywałyśmy, też jest - odpowiedziała inna, w średnim wieku, spoglądająca chłodnym wzrokiem na Asię, która w sposób wybitnie nieporadny i nieskoordynowany próbowała podnieść się do pozycji stojącej. Wyglądała, jakby spodziewała się bardziej "zrównoważonej" osoby.
- Nie traćmy czasu, naszymi niespodziewanymi gośćmi zajmiemy się później - z kręgu, ku jego środkowi wystąpiła przywódczyni grupy. Starsza pani o wyglądzie mądrej sowy, popatrzyła zamglonym zaćmą wzrokiem na Iwkę i Surui, które odzyskując rezon, szykowały się już do utarczki słownej - Jeżogłówka,Rzęśla, pomóżcie naszym gapowiczkom, Salwinia, Przęstka zajmijcie się dziewczyną.
Nim Surui i Iwka zdążyły zaprotestować, wskazane przez nieznajomą dziewczyny podbiegły do nich, sprawnie je pochwyciły i odciągnęły ze środka kręgu do swoich wcześniej zajmowanych miejsc, zapełniając chwilowo powstałe luki. Nie było sensu się wyrywać, ich "porywaczki" miały niezwykle silny chwyt, który sprawiał dodatkowy ból, przy najmniejszej próbie szamotania się. Poza unieruchomieniem ich, nic nie wskazywało na razie na wrogie zamiary, dodatkowo, nikt nie zabrał ich z tego miejsca, przez co miały nadzieję, być świadkiem dalszych wypadków i gdy tamte będą chciały zrobić krzywdę Asi, to jednak uda im się wyrwać.
Dwie kolejne podbiegły do Asi i gwałtownie ją podniosły do pionu. Blondynka ponownie omal nie upadła, podtrzymały ją więc przez chwilkę, póki nie były pewne, iż da radę sama utrzymać się na nogach. Po czym zaczęły ją do siebie popychać, odbijając dziewczynę między sobą, jak szmacianą piłkę.
W tym czasie krąg się zacieśnił, zaczął obracać w kierunku przeciwnym , do ruchu wskazówek zegara, a jego uczestniczki zaś, zaczęły wyklaskiwać dłońmi rytm, w takt którego na kilka głosów rozbrzmiała pieśń:
Marzanna się nam rozgościła,
Zimą i śmiercią świat wypełniła.
Wyrodna córka Mokoszy,
Czas nam ją już przepłoszyć.
Marzannę przepędzić nam czas,
Niech umiera jak wcześniej las!
By powstało życie,
Złamać nocny czas.
Marzannę, Marzannę...
Utopić nam czas!
Dziewczęta tak skupiły się na pieśni, oczarowane zawodzącymi głosami śpiewaczek, że ocknęły się w momencie, gdy ogołoconą z odzieży Asię jej dręczycielki podpaliły i lekko podrzucając, jak kukłę, przy zawodzącym akompaniamencie, bezceremonialnie wrzuciły do jeziora, nad którego brzegiem okrąg się rozpadł, pozwalając na otwarcie się w stronę otulonej gęstą mgłą wody.
- Nieeee! - krzyk Iwki rozdarł martwą ciszę, a ona sama została zamknięta w żelaznym uścisku, który pozbawił ją resztek powietrza z płuc. Jej drobna twarz spływała potokiem łez bezsilności.
-------------------------------------------------------------------------------
Zmrok zapadł godzinę wcześniej. Wracali po dniu bezowocnych poszukiwań. Poza obolałymi stopami, niezliczoną ilością zadrapań i wysłuchaniem niekończących się w trakcie powrotu utyskiwań Marty, nie osiągnęli nic. Byli zmarznięci i głodni. Mieli nadzieję, że Iwka pomyślała o tym, by wraz z Tomkiem przygotować kolację dla całej ekspedycji poszukiwawczej.
Byli już niedaleko dworu, gdy dobiegły ich nawoływania:
- Iwka! Iwka! Nie wygłupiaj się! - głos Tomka był już porządnie schrypnięty i nerwowy.
- Tomek? - opanowany głos chlebodawczyni przywrócił go do rzeczywistości. - Gdzie Iwka? Mieliście czekać w posiadłości...
- Nie ma... wyszedłem nakarmić tego jej potwora, ona był wtedy u siebie, medytowała, czy coś tam, a ja tylko na chwilę wyszedłem... - chłopak na powrót stawał się roztrzęsiony.
- I przepadły nam obie... - westchnęła ciężko Czapska, uznając przy tym, że nie jest to najlepszy moment na przesłuchanie młodego pracownika - wracamy do dworu. Jutro zastanowimy się nad dalszymi poszukiwaniami, tymczasem wypadałoby się ogrzać i wypocząć. To był długi dzień, kolejny zapowiada się nie mniej pracowicie.
Nikt nie protestował, zasadniczo ponure milczenie tylko się pogłębiło. W zastanej sytuacji nawet Marcie odechciało się dalszych utyskiwań, ograniczyła się do niewyraźnych pomruków, wyrzucanych z siebie z rzadka.
Po przekroczeniu bramy Gniazda, zwarta do tej pory grupa, rozpadła się i bez zbędnych komentarzy, każdy poszedł w swoją stronę. Do dworu Izabella dotarła w asyście Tomka i Maćka.
- Zjedzcie beze mnie. Jestem tak zmęczona, że i tak niczego nie przełknę - powiedziała hrabina, gdy tylko przekroczyli próg jasno oświetlonego dworu i ruszyła w stronę schodów, zanim którykolwiek z nich zdążył zaprotestować.
CZYTASZ
Córka Jagi
FantasyW erze Legend, przed czasem Człowieka, na Ziemi żyły w zgodzie Istoty i Ludzie. O Istotach wiedzieli tylko Ludzie Magii, chroniąc Niewtajemniczonych przed zagrożeniem ze strony nieprzestrzegających Paktu, który zaprzysięgła dla równowagi i bezpiecze...
