Rozdział 9

176 24 5
                                    


Paulina

Dies levat luctum – Czas łagodzi smutek

Wychodzę wcześniej z domu i czekam na Alberta. Mamy wybrać się na zjazd miłośników motorów. To wielkie wydarzenie i wszyscy znajomi tam będą. To tez dzień moich urodzin. Podjeżdża swoim autem i otwiera drzwi, które zawsze ma zablokowane. Wsiadam i od razu pogłaśniam muzykę. On się śmieje, ale nic nie mówi. Jedziemy w milczeniu, ale gdy słyszę swój ulubiony kawałek ,,Melody'' zaczynam śpiewać z Jamesem Bluntem. Nie jestem wybredna, jeśli chodzi o muzykę. Słucham wszystkiego, co wpadnie mi w ucho szczególnie melodią.

Kiedy dojeżdżamy na miejsce, wysiadam przed nim i od razu biegnę do pierwszego ścigacza, który wpadł mi w oko. Albert podchodzi i pyta, czy naprawdę neonowa zieleń, aż tak mi się podoba. Śmieję się, że tak i pytam, czy zamierza mi kupić. Mrugam do niego i idę się przejść po straganach z częściami. Moje zainteresowanie motorami pojawiło się w sumie znikąd. Nie stać mnie było na samochód, więc kupiłam motor. I od tamtej pory czułam wiatr we włosach. Gdy odpalam swoją maszynę, czuję się wolna, nieustraszona i niezwyciężona. To miłe odstępstwo.

Niestety nie jest mi dany odpoczynek. W tłumie dostrzegam wzrok Olka. Patrzy na mnie i wygląda na wkurzonego. Czuję, że będzie dym. Odchodzę na bok i próbuję wtopić się w tłum, ale widzę, że idzie za mną. Nie wiem, jak mam się go pozbyć. W końcu decyduje się z nim pogadać. Wtedy każę mu się odczepić. Stoi z rękami w kieszeni pod budynkiem i patrzy w moją stronę. Wtapia się w tłum w swojej skórzanej kurtce i ciemnych spodniach. Biorę głęboki wdech i mówię Albertowi, że zaraz wrócę. Idę w stronę Olka, aż w końcu staję przed nim.

- Czego chcesz? – pytam zdenerwowana. Nie chcę, żeby ktoś psuł mi dzisiejszy dzień.

- Musimy pogadać. – mówi ostro.

- O nie! Nic nie musimy. Nie znam cię i nie podoba mi się, że za mną łazisz. – szturcham go w pierś wskazującym palcem. Teraz to ja jestem zła na jego ton. Niech się lepiej odczepi.

- A mnie się nie podoba, że sypiałaś z moim najlepszym przyjacielem! Rozbiłabyś jego związek, gdyby żył?– podnosi głos. Dobrze, że stoimy na uboczu, bo inaczej ktoś by go usłyszał. Wkurzam się i uderzam go z liścia w twarz. Nie ma prawa nazywać mnie dziwką. Nie zna mnie.

- Nie waż się tak mówić. – mówię zdenerwowana. Ręce same zaciskają mi się w pięści.

- Tak? A co może się mylę? – prowokuje mnie dalej.

- Tak mylisz się! Ale wiesz co? Nie zamierzam ci tego tłumaczyć. Właśnie zepsułeś moje urodziny. Gratuluję! – odchodzę od niego zdenerwowana i proszę Alberta, żeby zabrał mnie do najbliższego stoiska z piwem. Stawia mi napój i składa życzenia urodzinowe. Całuje mnie w policzek i uśmiecha się słodko. Ja jednak prawie wcale nie zwracam na niego uwagi. Wypijam duszkiem jedno i proszę o drugie.

- Ej mała. Zwolnij. Nie będę cię pijanej ciągnął za sobą. – zabiera mi trunek i patrzy na mnie podejrzliwie.

- Muszę się napić. – mówię, ale po chwili zdaje sobie sprawę z tego, co wyprawiam. Przez jakiegoś idiotę będę pić? Kiwam głową i obiecuję mu, że zwolnię. Sączę piwo przez różową słomkę i rozglądam się po stoiskach. Kupuję sobie ładną bransoletkę na sznurku i zakładam na nadgarstek. Obchodzimy razem z Albertem wszystkie miejsca i w końcu decydujemy się wracać. Staję przy jego samochodzie, a on idzie na chwilę do łazienki. Przyglądam się masce i zauważam zadrapanie obok światła. Może w coś walnął? Nagle podchodzi do mnie Olek i przerywa moje rozmyślania. Czego on jeszcze ode mnie chce? Ma spokojny wyraz twarzy jak nigdy wcześniej podczas rozmowy ze mną. Chyba sumienie go ruszyło.

- Przesadziłem co? – opiera się obok mnie. Patrzę na niego i zauważam, że ma ciemne oczy. Piękne, ciemne oczy.

- No raczej. – mówię z wyrzutem. Ma bardzo ładne perfumy. Taki męski, niesamowity zapach. O kurde chyba trochę wypiłam. Zaraz zacznę gadać głupoty.

- Posłuchaj, ja tylko chcę pogadać. Wyjaśnić to wszystko. – mówi szybko, gdy widzi, że się odsuwam. Nie robię tego z powodu rozmowy, ale myśli krążących po głowie.

- To mogłeś poprosić, a nie wmawiać mi, że jestem, dupodajką. – mówię cicho. Naprawdę dotknęły mnie jego słowa.

- Wiem. Przepraszam. – wyczuwam szczerość w jego głosie. - Proszę, porozmawiajmy. Daj mi kilka minut. Przyjdź jutro do baru tego naprzeciwko sklepu rowerowego Analan o szesnastej. Porozmawiamy w spokoju.

- Nic nie obiecuję. – mówię i wsiadam po chwili do auta. Muszę uciec od niego, bo bliskość powoduje, że wypite piwa się odzywają. Olek przez chwilę wpatruje się we mnie, a później odchodzi. Patrzę na jego plecy i zastanawiam się, jak wygląda nago. Boże, nigdy więcej alkoholu. Moje myśli są wtedy bardzo... rozchwiane.

Po chwili zjawia się Albert i z uśmiechem opowiada o tym, co widział w łazience. Jakaś para obmacywała się, nie zważając, że ktoś wszedł do środka. Średnio mnie to obchodzi, a jemu to nie umyka. Spuszcza głowę i zapina szybko pas. Odwozi mnie do domu, a ja gdy tylko moja głowa styka się z poduszką, zasypiam.


Coraz więcej z was zaczyna czytać ,,Jesteś dla mnie wszystkim'', ale nawet nie dochodzi do nowych rozdziałów. Nie podoba się? Jest nudne? Proszę o jakiekolwiek komentarze. 

- mysteriousgirl2424

Tom 1 ,,Jesteś dla mnie wszystkim''Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz