- Kim jesteś?! - warknął wściekle nieznajomy.
Archer usiłował coś powiedzieć, ale ten zbyt mocno ściskał mu szyję.
Po chwili, zamaskowany pociągnął go do dołu i puścił kiedy upadł na ziemię. Spróbował wstać, ale ten kopnął go w bok
- Książę Archer, prawda? - burknął nieznajomy.
- Już tylko sam Archer, król mnie wygnał - wycharczał chłopak.
- To ty odpowiadasz za śmierć Iris?
- Chciałem ją uratować, niestety mi się nie udało.
- Czyżby?
Niespodziewanie, obcy uderzył go mocno w głowę. Zrobiło mu się czarno przed oczami a powieki opadły mu w dół.
Kiedy otworzył oczy, na moment oślepiło go białe, niezwykle rażące światło. Kiedy trochę oprzytomniał, ujrzał znajdujący się tuż nad nim sufit, na którym wisiała zawieszona na haku, bijąca mocnym światłem żarówka. Sufit ten był betonowy i czarny, tak samo jak ściany i podłoga dookoła niego. Siedział przed żelaznymi drzwiami, przykuty do metalowego krzesła, za pomocą otwieranych na klucz kajdan.
Przez chwilę się szarpał, a potem zrezygnowany siedział w bezruchu zaciskając oczy ze spuszczoną głową.
Z każdą chwilą, światło coraz bardziej dawało mu się we znaki. Nie próbował krzyczeć, bo i tak nikt, by go nie usłyszał. Skoro żył, ten kto go tu zabrał, musiał czegoś od niego chcieć, o ile nie chciał go torturować, by patrzeć jak umiera w męczarniach.
Po pewnym czasie, intensywność żarówki znacznie zmalała. Może powoli traciła moc? Nie wiedział co byłoby gorsze, siedzenie w tym miejscu w ciemnościach, czy ciągle tak jak na początku, w rażącym świetle.
Niedługo potem, drzwi otwarły się z hukiem, odsłaniając długi korytarz z kolejnymi drzwiami na samym końcu i stojącego w progu Jacksona.
Ledwo było czuć wodę w jego ciele, nie tak jak wcześniej, kiedy po raz pierwszy spotkał go w zamku, jakby straciła swoją siłę. Mijał go wtedy prowadzonego korytarzem do lochu przez strażników. Najwyraźniej ich role się odwróciły, on stał się więźniem w jego celi.
- Czego ode mnie chcesz? - spytał Archer?
- Wiem, że słyszałeś moją rozmowę z sekretarką - powiedział Jackson.
- Iris żyje?
- Czyli jednak nie wiedziałeś? A twój król sądzi, że nie żyje?
- Tak, inaczej by jej szukał.
- Skąd pewność, że jej nie szuka?
- Wtedy, by mnie nie wygnał, w końcu mógłbym ją znaleźć i wykorzystać przeciwko niemu.
Wtem, drzwi na końcu korytarza się otworzyły, dokładnie nie widział co było za nimi, prawdopodobnie kolejny korytarz. Wyszła zza nich niosąca tacę z jedzeniem dziewczyna.
Kiedy wkroczyła do jego celi, uważnie się jej przyjrzał. Była bardzo podobna do Jacksona, jakby byli rodzeństwem, raczej była parę lat od niego starsza.
Jej energia była delikatnie silniejsza.
Co najważniejsze, do paska jej spodni był przywiązany pęk kluczy.
- Smacznego - mruknęła kładąc tacę na podłodze obok w koncie i ruszyła do wyjścia.
Jackson udał się za nią, on zaś wyraźnie się na nim skupił, na osłabionej sile tkwiącej w jego ciele.
- Mam zdechnąć z głodu?! - krzyknął nim ten całkiem wyszedł.
- Byłoby miło - stwierdził Jackson zatrzymując się w progu i odwracając głowę przez ramię.
CZYTASZ
Esencja łez
FantasyŻyjąca w częściowej izolacji Iris, usiłuje rozwikłać tajemnice własnego pochodzenia. Wszystko staje się bardziej zawikłane, kiedy na sklepowych półkach w mieście, w którym mieszka, za sprawą nieznanych sprawców pojawiają się butelki z wyglądającą zu...
