Camila p.o.v.
Święta minęły niespodziewanie szybko i był to najwyższy czas, żeby wrócić do Miami. Moje serce było ponownie rozdarte, kiedy pożegnałam się z moją rodziną i wsiadłam do samolotu. Otarłam samotną łzę spływającą po mojej twarzy, musiałam być silna. Obiecałam Dinah, że wrócę do domu przed nowym rokiem i razem spędzimy Sylwestra. Przyjaciółka miała się wszystkim zająć, więc ja nie musiałam zawracać sobie głowy planowaniem.
- Wróciłam! – krzyknęłam, wchodząc do mieszkania z walizką.
- Jesteś! Tak się za tobą stęskniłam – przywitałam mnie przyjaciółka mocno ściskając.
- Tylko mnie nie uduś, bo nie będziesz miała kompana na Sylwestra – zażartowałam. – Właśnie, co zorganizowałaś?
- Właściwie to ja nic nie zrobiłam – odparła, uśmiechając się do mnie.
- Jak to? – zdziwiłam się.
- Lauren organizuje Sylwestra w swoim apartamencie i zaprosiła oczywiście Normani, a ja idę razem z nią, więc ty idziesz z nami – wytłumaczyła.
- Co? Jak to?! Nie chcę spędzać Sylwestra w towarzystwie swojej szefowej. Myślałam, że zaplanujemy coś w małym gronie – narzekałam niezadowolona z tego pomysłu.
- Zobaczysz, że będzie fajnie. Lauren kazała przekazać, że możesz zabrać ze sobą kogo chcesz.
- Nie mam ochoty. Dlaczego nie uprzedziłaś mnie wcześniej?
- Nie gniewaj się, myślałam, że to nie problem. W końcu ostatnio chyba jesteś z Lauren w lepszych stosunkach.
- Tak, ale to jeszcze nie powód, żeby spędzać u niej Sylwestra.
- Zobaczysz, że będzie fajnie – zapewniła mnie Dinah.
- Czyli mówisz, że mogę zaprosić kogo chce? – zapytałam, mając pewien pomysł.
- Pewnie, im więcej nas tym lepiej.
- Świetnie – ucieszyłam się.
***
Następnego dnia wieczorem, byłam już wyszykowana i gotowa na Sylwestra, Dinah wyszła z domu wcześniej, ponieważ obiecała pomóc Normani i Lauren w przygotowaniach, natomiast ja czekałam aż podjedzie pode mnie Isabelle, którą postanowiłam zaprosić. Właściwie gdy jej to zaproponowałam nie miałam pojęcia, że się zgodzi, ponieważ było już dosyć późno i byłam przekonana, że dziewczyna może mieć inne plany, ale ona od razu się zgodziła i zaproponowała, że pojedziemy tam jej autem.
Gdy podjechałyśmy pod właściwy adres i zaparkowałyśmy na parkingu pod apartamentowcem, wsiadłyśmy do windy i wjechałyśmy na ostanie piętro.
- Nie mogę uwierzyć, że poznam Lauren Jauregui i zobaczę jak mieszka – odezwała się Isabelle, kiedy jechałyśmy do góry windą.
- Cóż ja też nie widziałam jeszcze jak mieszka, jestem równie ciekawa – przyznałam.
Gdy weszłyśmy do środka moim oczom ukazała się ogromna jasna przestrzeń, urządzona bardzo nowocześnie, ale i minimalistycznie. Z salonu rozciągał się piękny widok na miasto, ukazany przez ogromne okna.
W środku było już pełno ludzi, a w tle grała muzyka, zdecydowanie to nie było małe przyjęcia, natomiast jak na razie atmosfera była dosyć sztywna.
Rozejrzałam się dookoła szukając znajomych twarzy. Pierwszą dostrzegłam gospodynię, która jak zwykle prezentowała się znakomicie. Stała właśnie z lampką wina w ręku między salonem a otwartą kuchnią i żywo dyskutowała z jakąś kobietą, której nie znałam. Podeszłam do niej, aby się przywitać.
CZYTASZ
Ocean eyes - Camren ff
FanfictionGdy Camila szukała dobrego prawnika, który pomoże jej w przejęciu opieki nad młodszą siostrą nie sądziła, że jej znajomość z jedną z najlepszych prawniczek w Miami zacznie się w tak nieprzewidywalny sposób... Lauren, piękna i tajemnicza, jej twarz n...
