Chyba każdy zgodzi się ze mną, że nie ma boleśniejszej tęsknoty niż ta, którą odczuwamy po utracie ukochanej osoby. W jednej sekundzie nasz świat wali nam się na głowę, a serce rozpada się na miliard drobnych kawałeczków. Pustka, którą odczuwamy w sobie staje się nie do zniesienia. Natomiast wszyscy dookoła wciąż powtarzają „będzie dobrze", „życie toczy się dalej" jakby to było przecież takie super łatwe. Toczy. Ale co to za życie bez osoby z którą pragnęło się spędzić resztę tego życia?
Od wypadku i mojego wybudzenia się ze śpiączki minęło pół roku. Siedziałam właśnie w gabinecie mojego psychiatry. Czekając na niego patrzyłam przez ogromne okno na parę zakochanych ludzi, siedzących na ławce przed budynkiem. Ich szczęście strasznie kuło mnie w serce. Czy zazdrościłam im? Bez wątpienia. W momencie w którym poczułam zbliżające się łzy do moich oczu do pokoju wszedł doktor Roguz.
— Witaj Liliano. — Uśmiechnął się do mnie siadając na fotelu. — Wybacz, że musiałaś tyle czekać ale czekałem na papiery dotyczące końca Twojej terapii. — Dodał otwierając teczkę.
— W porządku, nie czekałam aż tak długo.
Patrzyłam na mężczyznę, który wypełniał potrzebne papiery. Czułam jak przez moją głowę przechodzi tornado. Nie byłam pewna czy byłam gotowa na koniec terapii. Jednak skoro doktor i rodzice tak twierdzą, to być może mieli rację, a ja musiałam im zaufać.
— Proszę podpisz tutaj. — Wskazał palcem i podsunął mi długopis. — I powiedz mi jak Twoje samopoczucie? Gotowa na powrót do szkoły?
— Zawsze mogło być lepiej. — Zaśmiałam się delikatnie sięgając po długopis. — Wolałabym tam nigdy nie wracać. — Westchnęłam.
To prawda. Wolałabym nigdy nie wracać ani do szkoły, ani do mojego domu ani do każdego innego miejsca, które przypominało mi o Nim. Co prawda były to same piękne wspomnienia, jednak równie bardzo bolesne.
Po podpisaniu dokumentów przez kilka minut porozmawiałam z doktorem, a następnie pożegnałam się z nim i wyszłam. Wychodząc z budynku wzięłam głęboki oddech. Lilka jesteś gotowa. Pomyślałam i pchnęłam masywne drzwi. Na zewnątrz czekała na mnie mama. Stała oparta o samochód i przeglądała coś w telefonie. Widząc mnie podniosła się i uśmiechnęła delikatnie otwierając drzwi od strony pasażera.
— Chodź kochanie, tata z Justinem zrobili obiad.
Wsiadłam i zapięłam pas. Mama okrążyła samochód, wsiadła, również zapięła pas i ruszyliśmy w kierunku naszego domu.
— Jak się czujesz? — Spytała.
— Mamo... — Przewróciłam oczami. — Doskonale wiesz, że już mam dosyć tych ciągłych pytań o jedno i to samo.
— Przepraszam, po prostu się martwię.
Zauważyłam, że posmutniała. Nie chciałam być dla niej niemiła, ale naprawdę męczyły mnie już te pytania. Obchodzenie się ze mną jak z jajkiem. Było mi ciężko, to prawda. Doceniałam także troskę najbliższych. Aczkolwiek musiałam przejść przez to sama, w taki sposób w jaki ja chcę.
Czterdzieści minut później całą rodziną siedzieliśmy już przy stole. Ciężko wchodziło mi jedzenie. Nic nowego. Jednak musiałam się zmusić do zjedzenia czegokolwiek. Inaczej znów musiałabym siedzieć i wysłuchiwać. Wszyscy siedzieli i w ciszy zajmowali się swoimi talerzami. Denerwowało mnie to. Zupełnie nie było to podobne do naszej rodziny. W naszym domu od zawsze było pełno radości, śmiechu, miłości, rozmów. Męczyły mnie ciągle pytania o moje samopoczucie, ale ta cisza jeszcze bardziej. Mimo tego, że już nic nie miało być takie samo, to chciałam żeby chociaż w domu wszyscy się zachowywali się jak dawniej.
— Co powiecie na spacer po obiedzie? Może pojechalibyśmy do parku? — Zapytałam przerywając ciszę a oczy wszystkich zwróciły się w moim kierunku.
— Ja jestem za. Myślę, że mama zarówno jak i Justin też się skuszą. — Uśmiechnął się do mnie tata co podniosło mnie na duchu. — Swoją drogą dawno nigdzie nie byliśmy razem.
— Gdybyś tyle nie pracował kochanie mielibyśmy na to więcej czasu. — Powiedziała mama łapiąc tatę za rękę.
To prawda. Tata wciąż pracował, miał dla nas coraz mniej czasu. Od mojego wybudzenia się ze śpiączki trochę zwolnił. Częściej zaczął bywać w domu, pomagał we wszystkim mamie. Zawsze byli zgodnym małżeństwem. Pomagali sobie, wspierali się wzajemnie. Miłość od tej dwójki buchała na kilometr. Zupełnie jak jeszcze niedawno ode mnie i Kaspra...
Po zjedzonym obiedzie posprzątaliśmy po sobie, ubraliśmy się i wyszliśmy z domu.
— Liliana może poprowadzisz? — Zapytał tata.
Czułam rosnącą gulę w gardle patrząc na kluczyki od samochodu. Niepewnie spojrzałam na tatę. Nie musiałam nic mówić, zrozumiał, że nie jestem jeszcze na to gotowa. Zdecydowanie nie byłam.
Zauważyłam, że mama karci go wzrokiem.— Mamo przestań. — Zwróciłam jej uwagę i wsiadłam do auta.
Godzinę później spacerowałam z bratem pod rękę a za nami rodzice. Zajadaliśmy się właśnie lodami, gdy mijała nas grupa nastolatków.
— O cześć Lilka. — Usłyszałam zza pleców.
Odwróciłam się i zobaczyłam, rodziców stojących razem z moimi znajomymi z klasy.
— Cześć, cześć. — Rzuciłam uśmiechając się delikatnie w ich kierunku.
Stojąc z nimi po tak długim czasie czułam się lekko zakłopotana. Nie umknęło to uwadze mojemu bratu. Pociągnął tatę za rękaw i kiwnął głową abyśmy ruszali dalej. W tamtej chwili byłam mu za to niezmiernie wdzięczna. Pożegnaliśmy się i ruszyliśmy w innym kierunku.
— Wiesz, że jutro już nie będę mógł Cię tak od nich zabrać prawda mała? — Usłyszałam głos brata.
— Wiem. Niestety wiem. — Westchnęłam. — Ale dzisiaj nie chcę o tym myśleć. Dzisiaj, tutaj mam was i to jest dla mnie najważniejsze.
Pocałował mnie w czubek głowy i objął ramieniem. Przez resztę spaceru czułam się choć w małym stopniu jak kiedyś. To był bardzo dobry pomysł, patrząc na to co czekało na mnie od następnego dnia.

CZYTASZ
Forever in my heart.
Teen FictionCzy istnieje jakiś sprawdzony sposób by podnieść się z kolan, gdy życie zabiera nam cały nasz świat?