25.

2.4K 218 50
                                        

Nie wiem czemu, ale tak się nie mogę doczekać porodu 🙈

Sytuacja trochę stabilniejsza, więc wracam do pisania...






Louis zupełnie nie miał ostatnio humoru i tylko czas spędzany z Harrym i Kruszynką sprawiał, że jeszcze nie wyszedł z siebie. Kobieta, którą ostatnio przez kilka godzin ratował na stole operacyjnym, praktycznie od razu, kiedy tylko odzyskała świadomość, zaczęła oskarżać go o stratę dziecka i grozić mu sądem, i na nic było tłumaczenie, że on naprawdę nie mógł nic zrobić. Ale cóż, taki miał zawód i nie raz musiał znosić takie sytuacje. Oczywiście po dyżurze pojechał na chwilę do siebie, po czym wrócił do Harry’ego i nie obchodziło go, co pomyśli sobie jego nowy współlokator, miał zamiar zostać na noc, bo potrzebował bliskości tego chłopaka i ich dziecka. 

O dziwo, kiedy wszedł do sali, Harry rozmawiał z tym nowym Niallem, chociaż akurat z charakteru było mu do Nialla naprawdę daleko, ale jak widać, wreszcie zaczął się trochę odzywać. Uśmiechnął się na widok szerokiego uśmiechu Stylesa i właśnie w tym momencie dotarło do niego, jak bardzo go potrzebował. Oczywiście Harry jeszcze nie wiedział, nie chciał go martwić i straszyć, ale szpitalne plotki pewnie i tak w końcu do niego dotrą. 

– Hej – przywitał się, po czym od razu podszedł do łóżka i pocałował młodszego. – Znajdzie się dla mnie jakieś miejsce?

– Oczywiście – potwierdził zaraz Harry i przyjrzał mu się uważnie, jednak Louis starał się nie dać nic po sobie poznać. Usiadł na łóżku i spojrzał na tego drugiego chłopaka, który uważnie go obserwował. – Clive, tak? – zapytał. – Mam nadzieję, że nie przeszkadza ci, że trochę z wami posiedzę.

– Nie – odpowiedział tamten. – Harry wspominał…

– Że się spotykamy – dokończył za niego szatyn.

– Tak – przytaknął jeszcze Clive, po czym wstał z łóżka. – Skoczę do toalety – oznajmił i wyszedł, a Louis ponownie spojrzał na Harry’ego.

– Co się dzieje? – zapytał. 

– Nic – odpowiedział szatyn, na co Styles westchnął od razu. Nie wierzył mu.

– Przecież widzę, od kilku dni jesteś poirytowany.

Louis uśmiechnął się lekko. Jak widać, przed Harrym nic się nie dało ukryć.

– Po prostu mam zły dzień – powiedział. – Nic ważnego. A ty? Jak się czujesz?

Chyba nie spodziewał się, że kiedy tylko zada to pytanie, Harry rozpłacze się od razu. Do tego przez chwilę był tym całkowicie zaskoczony i nie miał pojęcia jak zareagować, bo przecież brunet jeszcze przed sekundą się uśmiechał i nagle co? Skąd w ogóle mu się wziął ten nagły płacz? Powiedział coś nie tak czy o co chodziło? Nawet przeanalizował ostatnie wypowiedziane przez siebie zdania, ale nie widział w nich niczego złego.

– Co się stało? – zapytał, kładąc dłoń na dłoni chłopaka. – Zrobiłem coś nie tak?

– Nie, po prostu… – Harry zawahał się, ocierając łzy z oczu. – Po prostu jestem już zmęczony i nie wytrzymam dłużej. 

Louis zająknął się przez chwilę, nadal nie orientując się w wahaniach nastroju młodszego, ale ostatecznie wstał i przeszedł na drugą stronę łóżka, żeby położyć się obok i przytulić go mocno. 

– Wiem, że jest ci naprawdę ciężko, ale wytrzymaj chociaż jeszcze ze trzy tygodnie, dla Kruszynki to ważne.

– Wiem o tym – odpowiedział Harry, rozklejając się jeszcze bardziej. – Wiem, ale naprawdę mam już tego dość, wszystko mnie boli i czuję się taki… Bezsilny – oznajmił, jednak właśnie tak się czuł, jakby był bezużyteczny i nawet nie był w stanie pomóc własnemu dziecku. 

A piece of you Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz