Wróciłem wkurwiony do domu, była pierdolona czwarta w nocy a ja dopiero wróciłem z firmy. Mam sześćdziesiąt jeden lat, od dwóch miesięcy nie ja jestem prezesem, a kurwa dalej ja robie wszystko co powinien robić właściciel.
Aaron nie umie nawet utrzymać samego siebie, a co dopiero firmę.
-Sprowadzisz firmę na dno! Kurwa, nie po to 39 lat byłem prezesem, wyczerpałem wszystkie nerwy na tę firmę, a teraz mój syn nie umiem nawet kurwa rozliczyć podatku. - warknąłem.- Myślałem że wychowaliśmy cię dobrze, Aaron.
-Jeżeli tak bardzo jesteś mną rozczarowany, trzeba było wrzucić moją siostrę na to stanowisko.- prychnął.
-Uwierz mi, że kurwa trzeba było.- wkurwiony rozłączyłem się i rzuciłem telefon na kanapę.
Ja pierdole. Wychowałem syna najlepiej jak tylko mogłem, ale odkąd dziewięć lat temu poznał jakąś lampucere, i zaczął brać narkotyki, odciąłem mu wszystkie pieniądze a on stoczył się na dno.
Jebana narkomanka zniszczyła mi syna.
***
Szykowaliśmy się na obiad z naszymi dziećmi. Isa włożyła czarną, obcisłą sukienkę do połowy uda z dekoltem, i dwunastocentymetrowe szpilki. Kurwa. Ma pięćdziesiąt siedem lat a nadal ma figurę jak gwiazda porno. Gdy ktoś na nią spojrzy, i nie wie ile ma tak naprawdę lat, to bierze ją za max trzydziestolatkę. Nadal jest modelką i nadal jest najbardziej pożądaną kobietą, co mnie niemiłosiernie wkurwia. Nie raz jakiś szczeniak próbował się do niej dobrać.
Założyłem czarną koszule która idealnie opinała moje mięśnie na klacie i rękach. Od lat moja budowa się nie zmieniła, tak naprawdę jedyne co się we mnie zmieniło to kolor włosów na lekki siwy. Nadal jestem w zajebistej formie i to nie tylko z zewnątrz.
Czarne garniturowe spodnie szyte na miarę, idealnie pasowały do marynarki i koszuli. Do tego wszystkiego dobrałem srebrne spinki od mankietu i czarny krawat. Pierdolony szef, La Cosa Nostra.
***
- I jak ci się pracuje jako kryminolog? - Isa upiła łyk wina.
-Oh, to był najlepszy wybór w moim życiu, mamo.- Katerina posłała matce ciepły uśmiech. -Nie licząc rozwodu z Willem...- przewróciła oczami i wykrzywiła usta w grymas.
-Był chujem, zasługujesz na kogoś lepszego.- położyłem dłoń na udzie Isy i wjechałem pod czarny materiał.
-Wiem tato, problem w tym, że naprawdę go kochałam...
-Nie przeżywaj, ja nadal nie mam żony a jestem szczęśliwy.- wtrącił Aaron.
-Jesteś dziwkarzem jak dziadek.- Katerina zmierzyła go wzrokiem.
-Przynajmniej się kurwa dobrze bawię.- warknął.
Zacisnęłam dłoń na udzie żony aż zasyczała, byłem tak wkurwiony że nie kontrolowałem tego. Uderzyłem dłonią o stół, a wszystkie oczy skierowały się na nas.
-A może zajmiesz się firmą?! - warknąłem.- Doprowadzisz IFCIN do bankructwa! Oddałem ci firmę dwa miesiące temu, a moje dziedzictwo już spada w pieprzonym rankingu! - wstałem.- Przez tyle lat byłem na prowadzeniu jeżeli chodzi o firmę, a ty to rujnujesz! - wytknąłem w niego palec.- Nigdy nie będziesz taki jak ja, miałem dwadzieścia trzy lata jak zostałem miliarderem, a ty masz kurwa trzydzieści trzy i ledwo masz kilka milionów, i to jeszcze ode mnie. - złapałem Isabelle za rękę i pociągnąłem do wyjścia.
Kobieta nie protestowała tylko westchnęła, oboje byliśmy pochłonięci pracą, aby zapewnić dzieciom jak najlepsze życie, od małego wychowywaliśmy ich na twardych ludzi i pokazywaliśmy jak wygląda nasze życie. Jak widać Aaron się niczego nie nauczył.
***
-Nie wiem czy da sobie radę...- westchnęła gdy weszliśmy do domu.
-Czuje że to był błąd, Isabello.- przeciągnąłem ją do siebie i przygryzłem płatek jej ucha.
-Ta...tak...- jęknęła.- nie myślmy o tym, nie teraz. - przegryzła dolną wargę i wpiła się w moje usta.
Złapałem ją za kark uniemożliwiając najmniejszy ruch głową, i wdarłem językiem do środka jej słodkich ust.
Smakowała kurewsko dobrze, winem, wiśnią i miętą.
Podnosząc złapałem ją za uda, i poszedłem w stronę schodów aby pójść do sypialni.
-Sypialnia? A może...- popatrzyła się w stronę kuchni. -Stół czy blat? - uśmiechnęła się kokieteryjnie i zerwała ze mnie koszule. Syknąłem z delikatnego bólu, rozrywającej się koszuli na moim ciele.
Posadziłem Isabelle delikatnie na wyspie kuchennej i uklęknąłem, aby zjeść ją żywcem.
-Co powiesz maleńka, na trochę rozmaicenia naszej zabawy?- zadrżała przez tembr mojego głosu.
W odpowiedzi pokiwała głową, i zachichotała gdy zimną ręką złapałem za jej łydki.
-Nie ruszaj się, chyba że chcesz abym był zły.
-Nie mam zamiaru uciekać, prezesie.- podniecenie zabłysnęło w jej oczach.
Podszedłem do lodówki i wyciągnąłem z zamrażalnika kilka kostek lodu, i z barku tequilę.
Zerwałem z żony sukienkę jednym ruchem a jej sutki stanęły na baczność. Jezu Chryste, nie miała stanika. Popchnąłem ją aby się położyła, złapałem za butelkę z alkoholem i nalałem trochę do jej pępka.
Przełknęła głośno ślinę gdy jedna zimna kropelka, spłynęła jej po biodrze.
-Jesteś moja?- złapałem ją za szyje. Zamknęła oczy i pokiwała głową. - Isa, pytam czy jesteś moja?- zacisnąłem rękę na jej szyi.
-Tak...- przygryzła wargę. - Zawsze byłam i będę.
Przejechałem ręką wzdłuż jej ciała aż dotarłem do rozgrzanego miejsca między nogami. Była tak cholernie mokra...
Zatopiłem w niej język a kciukiem pieściłem łechtaczkę, jej jęki to miód dla moich uszu. I ktoś mi powie że nie miałem szczęścia.
Gdy czułem że jest już bliska spełnieniu, przestałem i sięgnąłem po wcześniej przygotowaną kostkę lodu. Włożyłem ją do ust i nachyliłem się nad Isabellą, podając ją do jej ust.
-Ssij maleńka.- liznąłem zarys jej szczęki.
Kobieta posłusznie wykonała moje polecenie i po chwili wypluła kostkę na rękę. Złapałem ją w dwa palce i powoli włożyłem do rozgrzanej pochwy.
Solares cała zadrżała i chciała zacisnąć nogi na co jej nie pozwoliłem.
-Nie maleńka. - zlizywałem z niej topniejącą wodę. - Cholera, tak dobrze smakujesz...- poczułem jak mój fiut coraz bardziej pulsuje w spodniach.
Jeszcze chwile się z nią pobawiłem, i wypuściłem przyjaciela.
Isa pociągnęła mnie za włosy abym popatrzył na nią i uklękła. Złapała moją męskość w dłonie i włożyła do ust. Warknąłem gdy lekko go przygryzła i ścisnęła, gdy czułem że jestem już bliski wytrysku, podciągałem ją do góry i rzuciłem na stół, aby wypięła tyłek w moją stronę. Rozprowadziłem trochę śliny po jej tyłku i wbiłem się mocno i głęboko.
-James!- krzyknęła z rozkoszy.- Ja pierdole...- zatrzęsły się jej nogi więc ją przytrzymałem.
Obróciłem jej głowę w swoją stronę aby na nią patrzeć, patrzeć jak rozpływa się pod moimi ruchami i dotykiem. Oczy zniknęły jej gdzieś z tylu głowy, a oddech zrobił się krótki i przerywany.
Złapałem ją mocniej za biodra i przydusiłem do siebie, aby wejść jeszcze głębiej. Hałas uderzających się od siebie ciał, roznosił się po całej willi. Nasze jęki mieszały się w jedność i tworzyły pierdoloną całość.
Mogę już umierać, bo przez te 52 lata pokazałem mojej Isabelli wszystko. Dałem jej idealne życie i miłość na którą zasługuje. Dom, ciepło, szczęście, podróże...
Spędziliśmy ze sobą całe życie, i nie wyobrażam sobie aby było inaczej.
CZYTASZ
Lover
RomanceDwoje ludzi, którzy nienawidzili się od lat, muszą się teraz pobrać. Dwudziestoletnia Isabella, musi wyjść za cztery lata starszego od niej mężczyznę, cholernie przystojnego biznesmena, ale też najzimniejszego człowieka w całym imperium... James Sol...
