28. James

2.3K 46 0
                                        

Wróciłem wkurwiony do domu, była pierdolona czwarta w nocy a ja dopiero wróciłem z firmy. Mam sześćdziesiąt jeden lat, od dwóch miesięcy nie ja jestem prezesem, a kurwa dalej ja robie wszystko co powinien robić właściciel.
Aaron nie umie nawet utrzymać samego siebie, a co dopiero firmę.

-Sprowadzisz firmę na dno! Kurwa, nie po to 39 lat byłem prezesem, wyczerpałem wszystkie nerwy na tę firmę, a teraz mój syn nie umiem nawet kurwa rozliczyć podatku. - warknąłem.- Myślałem że wychowaliśmy cię dobrze, Aaron.
-Jeżeli tak bardzo jesteś mną rozczarowany, trzeba było wrzucić moją siostrę na to stanowisko.- prychnął.
-Uwierz mi, że kurwa trzeba było.- wkurwiony rozłączyłem się i rzuciłem telefon na kanapę.

Ja pierdole. Wychowałem syna najlepiej jak tylko mogłem, ale odkąd dziewięć lat temu poznał jakąś lampucere, i zaczął brać narkotyki, odciąłem mu wszystkie pieniądze a on stoczył się na dno.
Jebana narkomanka zniszczyła mi syna.

***
Szykowaliśmy się na obiad z naszymi dziećmi. Isa włożyła czarną, obcisłą sukienkę do połowy uda z dekoltem, i dwunastocentymetrowe szpilki. Kurwa. Ma pięćdziesiąt siedem lat a nadal ma figurę jak gwiazda porno. Gdy ktoś na nią spojrzy, i nie wie ile ma tak naprawdę lat, to bierze ją za max trzydziestolatkę. Nadal jest modelką i nadal jest najbardziej pożądaną kobietą, co mnie niemiłosiernie wkurwia. Nie raz jakiś szczeniak próbował się do niej dobrać.

Założyłem czarną koszule która idealnie opinała moje mięśnie na klacie i rękach. Od lat moja budowa się nie zmieniła, tak naprawdę jedyne co się we mnie zmieniło to kolor włosów na lekki siwy. Nadal jestem w zajebistej formie i to nie tylko z zewnątrz.
Czarne garniturowe spodnie szyte na miarę, idealnie pasowały do marynarki i koszuli. Do tego wszystkiego dobrałem srebrne spinki od mankietu i czarny krawat. Pierdolony szef, La Cosa Nostra.

                                         ***

- I jak ci się pracuje jako kryminolog? - Isa upiła łyk wina.
-Oh, to był najlepszy wybór w moim życiu, mamo.- Katerina posłała matce ciepły uśmiech. -Nie licząc rozwodu z Willem...- przewróciła oczami i wykrzywiła usta w grymas.
-Był chujem, zasługujesz na kogoś lepszego.- położyłem dłoń na udzie Isy i wjechałem pod  czarny materiał.
-Wiem tato, problem w tym, że naprawdę go kochałam...
-Nie przeżywaj, ja nadal nie mam żony a jestem szczęśliwy.- wtrącił Aaron.
-Jesteś dziwkarzem jak dziadek.- Katerina zmierzyła go wzrokiem.
-Przynajmniej się kurwa dobrze bawię.- warknął.

Zacisnęłam dłoń na udzie żony aż zasyczała, byłem tak wkurwiony że nie kontrolowałem tego. Uderzyłem dłonią o stół, a wszystkie oczy skierowały się na nas.

-A może zajmiesz się firmą?! - warknąłem.- Doprowadzisz IFCIN do bankructwa! Oddałem ci firmę dwa miesiące temu, a moje dziedzictwo już spada w pieprzonym rankingu! - wstałem.- Przez tyle lat byłem na prowadzeniu jeżeli chodzi o firmę, a ty to rujnujesz! - wytknąłem w niego palec.- Nigdy nie będziesz taki jak ja, miałem dwadzieścia trzy lata jak zostałem miliarderem, a ty masz kurwa trzydzieści trzy i ledwo masz kilka milionów, i to jeszcze ode mnie. - złapałem Isabelle za rękę i pociągnąłem do wyjścia.

Kobieta nie protestowała tylko westchnęła, oboje byliśmy pochłonięci pracą, aby zapewnić dzieciom jak najlepsze życie, od małego wychowywaliśmy ich na twardych ludzi i pokazywaliśmy jak wygląda nasze życie. Jak widać Aaron się niczego nie nauczył.

***

-Nie wiem czy da sobie radę...- westchnęła gdy weszliśmy do domu.
-Czuje że to był błąd, Isabello.- przeciągnąłem ją do siebie i przygryzłem płatek jej ucha.
-Ta...tak...- jęknęła.- nie myślmy o tym, nie teraz. - przegryzła dolną wargę i wpiła się w moje usta.
Złapałem ją za kark uniemożliwiając najmniejszy ruch głową, i wdarłem językiem do środka jej słodkich ust.
Smakowała kurewsko dobrze, winem, wiśnią i miętą.
Podnosząc złapałem ją za uda, i poszedłem w stronę schodów aby pójść do sypialni.
-Sypialnia? A może...- popatrzyła się w stronę kuchni. -Stół czy blat? - uśmiechnęła się kokieteryjnie i zerwała ze mnie koszule. Syknąłem z delikatnego bólu, rozrywającej się koszuli na moim ciele.

Posadziłem Isabelle delikatnie na wyspie kuchennej i uklęknąłem, aby zjeść ją żywcem.

-Co powiesz maleńka, na trochę rozmaicenia naszej zabawy?- zadrżała przez tembr mojego głosu.
W odpowiedzi pokiwała głową, i zachichotała gdy zimną ręką złapałem za jej łydki.
-Nie ruszaj się, chyba że chcesz abym był zły.
-Nie mam zamiaru uciekać, prezesie.- podniecenie zabłysnęło w jej oczach.

Podszedłem do lodówki i wyciągnąłem z zamrażalnika kilka kostek lodu, i z barku tequilę.
Zerwałem z żony sukienkę jednym ruchem a jej sutki stanęły na baczność. Jezu Chryste, nie miała stanika. Popchnąłem ją aby się położyła, złapałem za butelkę z alkoholem i nalałem trochę do jej pępka.
Przełknęła głośno ślinę gdy jedna zimna kropelka, spłynęła jej po biodrze.

-Jesteś moja?- złapałem ją za szyje. Zamknęła oczy i pokiwała głową. - Isa, pytam czy jesteś moja?- zacisnąłem rękę na jej szyi.
-Tak...- przygryzła wargę. - Zawsze byłam i będę.
Przejechałem ręką wzdłuż jej ciała aż dotarłem do rozgrzanego miejsca między nogami. Była tak cholernie mokra...
Zatopiłem w niej język a kciukiem pieściłem łechtaczkę, jej jęki to miód dla moich uszu. I ktoś mi powie że nie miałem szczęścia.
Gdy czułem że jest już bliska spełnieniu, przestałem i sięgnąłem po wcześniej przygotowaną kostkę lodu. Włożyłem ją do ust i nachyliłem się nad Isabellą, podając ją do jej ust.
-Ssij maleńka.- liznąłem zarys jej szczęki.
Kobieta posłusznie wykonała moje polecenie i po chwili wypluła kostkę na rękę. Złapałem ją w dwa palce i powoli włożyłem do rozgrzanej pochwy.
Solares cała zadrżała i chciała zacisnąć nogi na co jej nie pozwoliłem.

-Nie maleńka. - zlizywałem z niej topniejącą wodę. - Cholera, tak dobrze smakujesz...- poczułem jak mój fiut coraz bardziej pulsuje w spodniach.

Jeszcze chwile się z nią pobawiłem, i wypuściłem przyjaciela.

Isa pociągnęła mnie za włosy abym popatrzył na nią i uklękła. Złapała moją męskość w dłonie i włożyła do ust. Warknąłem gdy lekko go przygryzła i ścisnęła, gdy czułem że jestem już bliski wytrysku, podciągałem ją do góry i rzuciłem na stół, aby wypięła tyłek w moją stronę. Rozprowadziłem trochę śliny po jej tyłku i wbiłem się mocno i głęboko.

-James!-  krzyknęła z rozkoszy.- Ja pierdole...- zatrzęsły się jej nogi więc ją przytrzymałem.
Obróciłem jej głowę w swoją stronę aby na nią patrzeć, patrzeć jak rozpływa się pod moimi ruchami i dotykiem. Oczy zniknęły jej gdzieś z tylu głowy, a oddech zrobił się krótki i przerywany.

Złapałem ją mocniej za biodra i przydusiłem do siebie, aby wejść jeszcze głębiej. Hałas uderzających się od siebie ciał, roznosił się po całej willi. Nasze jęki mieszały się w jedność i tworzyły pierdoloną całość.

Mogę już umierać, bo przez te 52 lata pokazałem mojej Isabelli wszystko. Dałem jej idealne życie i miłość na którą zasługuje. Dom, ciepło, szczęście, podróże...
Spędziliśmy ze sobą całe życie, i nie wyobrażam sobie aby było inaczej.

LoverOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz