Gdy miałem jechać już na lotnisko, ojciec w ostatniej chwili mnie wyśmiał, i powiedział że polecimy jego prywatnym odrzutowcem.
Wszyscy w mgnieniu oka wsiedliśmy do aut, i pojechaliśmy na lotnisko. Lot od początku wydawał się nie być najlepszym, ale miałem to kurwa w dupie. Moja Isabella czeka.
-Spieprzyłeś.- Harry poklepał mnie po plecach. - Jeżeli moja córka ci nie wybaczy, to ja też. - posłał mi wrogie spojrzenie i rozsiadł się wygodnie w fotelu.
-Naprawie to.- nerwowo uderzałem stopą o podłogę.
-Mam nadzieje, ta biedna dziewczyna już wystarczająco przeżyła. - matka zabiła mnie prawie swoimi niebieskimi jak ocean oczami. - Jeżeli ją skrzywdzisz jeszcze bardziej...
-Nie.- przerwałem jej. -Kocham ją, mamo.
Wpatrywałem się chwile w miasto które było już widać, a następnie w matkę, która nie odrywała ode mnie wściekłego wzroku.
Gdy wylądowaliśmy i odzyskaliśmy zasięg, od razu wszystkim telefony zbombardowały powiadomienia.
Co do kurwy.
-O rzesz w dupe.- ojciec jebnął ręką o stół.
-James...- matka zasłoniła ręką usta. -Cały świat myśli że nie żyjesz.
-Isabella...- teściowa otworzyła szerzej oczy i wybrała numer do córki. - Nie odbiera.
-Zadzwonię do prasy, trzeba to jak najszybciej odkręcić! - ojciec złapał jedną ręką za telefon a drugą za żonę, i wybiegł z samolotu. - Kurwa!- usłyszałem jego ostatnie wrzaśnięcie zanim wsiadł z matką do czarnego Bentleya.
Siedziałem jak wryty, przez kolejne dobre piętnaście minut. Cały internet mówił tylko o kryzysie giełdowym, i o mojej śmierci. Wściekły chwyciłem za telefon, i zadzwoniłem do najpopularniejszej stacji telewizyjnej, która jak się okazuje, mówi największe kłamstwa.
-Odbierz, mała odbierz...- wsiadłem do podstawionego auta, i nakazałem kierowcy zawieść mnie prosto pod dom. - Isa błagam... - nie odebrała.
Moją kolejną myślą była Elena, ale ona też nie odbierała. Michael? Nie, on nie będzie nic wiedział.
Moim ostatnim ratunkiem była rudowłosa dziwka, z którą przyjaźniła się Isabella.
-James?!- wrzasnęła do słuchawki. -Boże, ty...
-Wyjaśnię wszystko później, chcę tylko wiedzieć co z Isabellą. - przerwałem jej szybko.
-Jest w okropnym stanie, właśnie usnęła...- zamilkła.- James, jest źle. Jest z nią bardzo źle, przez te dwanaście godzin próbowała popełnić samobójstwo trzy razy. - zamarłem gdy usłyszałem jak głos jej drży. Z Isą nie było dobrze, zniszczyłem ją.
James, jesteś popierdoleńcem. Prawie straciłeś swoją miłość życia.
***
Biegłem do mieszkania tak szybko, jak tylko nogi mi pozwalały. Wbiegając do mieszkania prawie rozpierdoliłem drzwi wejściowe. El i Sofii podniosły się z kanapy i do mnie podbiegły.
Elena która cała chodziła ze złości w końcu nie wytrzymała i dała mi z całej siły w twarz.
-Sprawdzałam czy aby napewno żyjesz. - zaśmiała się gorzko i poszła do sypialni.
- Zasłużyłem.- wymamrotałem do Sofii.
-Zdecydowanie.- złapała się za czoło i wypuściła powoli powietrze nosem. -Wiesz co ona przeżywała? James, ona chciała się zabić. Ona cię kocha, zrobiłaby dla ciebie wszystko, a ty? Ty zachowujesz się jak dziewięćdziesiąt procent ludzi, takich jak ty, zadufanych w sobie biznesmenów, którzy myślą że mogą wszystko. - spojrzała ostatni raz w stronę sypialni i wyszła.
Wszedłem do sypialni i pierwsze co rzuciło mi się w oczy to bałagan. Pomieszczenie wyglądało jakby przeszło po nim niejedno tornado. Porozrzucane ciuchy, zdjęcia, potłuczone z luster szkło i wiele więcej.
-Możesz zostać, jeśli chcesz.- usiadłem obok El.
-Nie. Ja wrócę do domu, a ty zajmiesz się swoją żoną, i ją kurwa przeprosisz.- ostatni raz ścisnęła dłoń przyjaciółki i wyszła z sypialni.
-Odwieść cię? - podniosłem lekko głos.
-Czy mnie odwieść? - zaśmiała się gorzko.- Chyba jesteś naprawdę niemoralny, jeżeli chcesz ją teraz zostawić, James. - nabrała powietrza i skierowała się do wyjścia.- Dobranoc!
-Dobranoc, El.
Dobranoc i dziękuje za wszystko, El.
***
Obudziło mnie trzęsące się drobne ciałko, które obejmowałem. Gdy otworzyłem oczy uspokoiłem się trochę, że Isabella nadal śpi.
Cała się trzęsła i szeptała czyjeś imię, po chwili obudziła się niespodziewanie i odsunęła.
-James...- zdezorientowana przetarła oczy. -Jak to możliwe, wczoraj...- wybuchła płaczem i zaczęła łapać szybko powietrze.
Przeciągnąłem ją mocno do swojego torsu, tak aby czuła bicie mojego serca. Objęła mnie mocno i popatrzyła tymi swoimi cudownymi oczami w moje.
Moje ciemnookie kochanie.
-Zaraz wrócę, pójdę zrobić nam śniadanie.- chciałem wstać ale mała dłoń owinęła się w okoł mojego nadgarstka.
-Zostań, proszę...- błagała.
-Pójdę tylko do kuchni, zaraz wrócę. - pocałowałem ją delikatnie w usta. -Musicie jeść, jeżeli mają być to bliźniaki, to potrzebujesz trochę siły. - zaśmiałem się i przyłożyłem ucho do jej brzucha.
-Nie powiedziałam że będziemy mieć dwójkę.- uniosła brew do góry i zmierzyła mnie wzrokiem.
-Ty nie, ale Elena tak.- zaśmiałem się jeszcze raz i ułożyłem się obok pani Prezes.
***
-Kochanie, zostały jeszcze cztery miesiące, nie musimy już wszystkiego kupować. - wciągnąłem ją na swoje kolana.
-Ohh, a ty jak zwykle masz problem.- przewróciła oczami. - Robisz wszystko, aby zrobić mi na złość.- wbiła palec w mój tors.
-Ah tak? - oblizałem usta.- Wydałem dwadzieścia milionów, abyś miała dom jak z marzeń!- zaśmiałem się i pokręciłem głową.
-Przynajmniej mamy nowy i ładny dom.- uśmiechnęła się kokieteryjnie. - A dla pana prezesa, to przecież nic. Takie pieniądze...- położyła dłoń na moim karku i przyciągnęła do pocałunku. - Zarabiasz to w dziesięć minut. - liznęła mój dwudniowy zarost.
-Możemy zagospodarować ten czas, pani Prezes. - przycisnąłem ją mocniej do swojej erekcji. - Zapewniam, że nie pożałujesz, pani. - wychrypiałem i wbiłem się w jej usta językiem.
-Sypialnia?- spytała szukając na oślep mojego rozporka.
-Jacuzzi.- wyszeptałem całując jej obojczyk.
Wstałem i podniosłem ją jednym pewnym ruchem, kobieta oplotła nogi w okół mojego pasa, i ocierała się niebezpiecznie kobiecością o moje krocze. Warknąłem gdy jej twarde sutki dotykały mojego torsu, nie odrywając od niej wzroku, wszedłem z nią do jacuzzi w ubraniach.
Jebać to, nie ma czasu na ściąganie ubrań. Kurwa, byłem tak bardzo nią podniecony, że przed zbliżeniem z nią musiałem się spuścić, aby nie trysnąć po kilku sekundach jak nastolatek.
Pisnęła gdy bąbelki zaczęły łaskotać ją w plecy, popatrzyłem w jej słodką twarzyczkę, i nie wiele myśląc zerwałem z siebie spodnie z bokserkami.
-Bokserki w kaczuszki? Serio? - Zachichotała.- Pan prezes nosi coś innego niż Calvin klein?
-Pan prezes poza pracą nosi dużo fajnych rzeczy, albo...
-Nic. - dokończyła.- Tę drugą wersje wole zdecydowanie bardziej. - jęknęła gdy zassałem jej skórę na szyi.
Powędrowałem językiem do czułego punktu za jej uchem, Isabella zadrżała gdy wykonałem pierwsze pchnięcie.
-Nie zamykaj oczu.- jęknąłem prosto do jej ucha.- Nie przestawaj na mnie patrzeć, kochanie.- przygryzłem delikatnie płatek jej ucha.
Pchnięcia moich bioder stały się szybsze i bardziej stanowcze, dziewczyna drżała pod każdym moim dotykiem. Nacisnąłem lekko na dół jej brzucha a wtedy eksplodowała.
Isa wygięła plecy w idealny łuk, dreszcz przeszedł jej po całym kręgosłupie, krzyczała moje imię, recytowała pieprzony wierszyk złożony tylko z mojego imienia.
Poczułem jak zaraz wytrysnę więc ten ostatni raz pchnąłem mocniej.
CZYTASZ
Lover
RomansaDwoje ludzi, którzy nienawidzili się od lat, muszą się teraz pobrać. Dwudziestoletnia Isabella, musi wyjść za cztery lata starszego od niej mężczyznę, cholernie przystojnego biznesmena, ale też najzimniejszego człowieka w całym imperium... James Sol...
