24. James

2.8K 64 0
                                        

Gdy miałem jechać już na lotnisko, ojciec w ostatniej chwili mnie wyśmiał, i powiedział że polecimy jego prywatnym odrzutowcem.
Wszyscy w mgnieniu oka wsiedliśmy do aut, i pojechaliśmy na lotnisko. Lot od początku wydawał się nie być najlepszym, ale miałem to kurwa w dupie. Moja Isabella czeka.

-Spieprzyłeś.- Harry poklepał mnie po plecach. - Jeżeli moja córka ci nie wybaczy, to ja też. - posłał mi wrogie spojrzenie i rozsiadł się wygodnie w fotelu.
-Naprawie to.- nerwowo uderzałem stopą o podłogę.
-Mam nadzieje, ta biedna dziewczyna już wystarczająco przeżyła. - matka zabiła mnie prawie swoimi niebieskimi jak ocean oczami. - Jeżeli ją skrzywdzisz jeszcze bardziej...
-Nie.- przerwałem jej. -Kocham ją, mamo.
Wpatrywałem się chwile w miasto które było już widać, a następnie w matkę, która nie odrywała ode mnie wściekłego wzroku.

Gdy wylądowaliśmy i odzyskaliśmy zasięg, od razu wszystkim telefony zbombardowały powiadomienia.
Co do kurwy.

-O rzesz w dupe.- ojciec jebnął ręką o stół.
-James...- matka zasłoniła ręką usta. -Cały świat myśli że nie żyjesz.
-Isabella...- teściowa otworzyła szerzej oczy i wybrała numer do córki. - Nie odbiera.
-Zadzwonię do prasy, trzeba to jak najszybciej odkręcić! - ojciec złapał jedną ręką za telefon a drugą za żonę, i wybiegł z samolotu. - Kurwa!- usłyszałem jego ostatnie wrzaśnięcie zanim wsiadł z matką do czarnego Bentleya.

Siedziałem jak wryty, przez kolejne dobre piętnaście minut. Cały internet mówił tylko o kryzysie giełdowym, i o mojej śmierci. Wściekły chwyciłem za telefon, i zadzwoniłem do najpopularniejszej stacji telewizyjnej, która jak się okazuje, mówi największe kłamstwa.

-Odbierz, mała odbierz...- wsiadłem do podstawionego auta, i nakazałem kierowcy zawieść mnie prosto pod dom. - Isa błagam... - nie odebrała.
Moją kolejną myślą była Elena, ale ona też nie odbierała. Michael? Nie, on nie będzie nic wiedział.
Moim ostatnim ratunkiem była rudowłosa dziwka, z którą przyjaźniła się Isabella.

-James?!- wrzasnęła do słuchawki. -Boże, ty...
-Wyjaśnię wszystko później, chcę tylko wiedzieć co z Isabellą. - przerwałem jej szybko.
-Jest w okropnym stanie, właśnie usnęła...- zamilkła.- James, jest źle. Jest z nią bardzo źle, przez te dwanaście godzin próbowała popełnić samobójstwo trzy razy. - zamarłem gdy usłyszałem jak głos jej drży. Z Isą nie było dobrze, zniszczyłem ją.
James, jesteś popierdoleńcem. Prawie straciłeś swoją miłość życia.

***

Biegłem do mieszkania tak szybko, jak tylko nogi mi pozwalały. Wbiegając do mieszkania prawie rozpierdoliłem drzwi wejściowe. El i Sofii podniosły się z kanapy i do mnie podbiegły.

Elena która cała chodziła ze złości w końcu nie wytrzymała i dała mi z całej siły w twarz.
-Sprawdzałam czy aby napewno żyjesz. - zaśmiała się gorzko i poszła do sypialni.
- Zasłużyłem.- wymamrotałem do Sofii.
-Zdecydowanie.- złapała się za czoło i wypuściła powoli powietrze nosem. -Wiesz co ona przeżywała? James, ona chciała się zabić. Ona cię kocha, zrobiłaby dla ciebie wszystko, a ty? Ty zachowujesz się jak dziewięćdziesiąt procent ludzi, takich jak ty, zadufanych w sobie biznesmenów, którzy myślą że mogą wszystko. - spojrzała ostatni raz w stronę sypialni i wyszła.

Wszedłem do sypialni i pierwsze co rzuciło mi się w oczy to bałagan. Pomieszczenie wyglądało jakby przeszło po nim niejedno tornado. Porozrzucane ciuchy, zdjęcia, potłuczone z luster szkło i wiele więcej.
-Możesz zostać, jeśli chcesz.- usiadłem obok El.
-Nie. Ja wrócę do domu, a ty zajmiesz się swoją żoną, i ją kurwa przeprosisz.- ostatni raz ścisnęła dłoń przyjaciółki i wyszła z sypialni.
-Odwieść cię? - podniosłem lekko głos.
-Czy mnie odwieść? - zaśmiała się gorzko.- Chyba jesteś naprawdę niemoralny, jeżeli chcesz ją teraz zostawić, James. - nabrała powietrza i skierowała się do wyjścia.- Dobranoc!
-Dobranoc, El.
Dobranoc i dziękuje za wszystko, El.

***

Obudziło mnie trzęsące się drobne ciałko, które obejmowałem. Gdy otworzyłem oczy uspokoiłem się trochę, że Isabella nadal śpi.
Cała się trzęsła i szeptała czyjeś imię, po chwili obudziła się niespodziewanie i odsunęła.
-James...- zdezorientowana przetarła oczy. -Jak to możliwe, wczoraj...- wybuchła płaczem i zaczęła łapać szybko powietrze.
Przeciągnąłem ją mocno do swojego torsu, tak aby czuła bicie mojego serca. Objęła mnie mocno i popatrzyła tymi swoimi cudownymi oczami w moje.
Moje ciemnookie kochanie.

-Zaraz wrócę, pójdę zrobić nam śniadanie.- chciałem wstać ale mała dłoń owinęła się w okoł mojego nadgarstka.
-Zostań, proszę...- błagała.
-Pójdę tylko do kuchni, zaraz wrócę. - pocałowałem ją delikatnie w usta. -Musicie jeść, jeżeli mają być to bliźniaki, to potrzebujesz trochę siły. - zaśmiałem się i przyłożyłem ucho do jej brzucha.
-Nie powiedziałam że będziemy mieć dwójkę.- uniosła brew do góry i zmierzyła mnie wzrokiem.
-Ty nie, ale Elena tak.- zaśmiałem się jeszcze raz i ułożyłem się obok pani Prezes.

***

-Kochanie, zostały jeszcze cztery miesiące, nie musimy już wszystkiego kupować. - wciągnąłem ją na swoje kolana.
-Ohh, a ty jak zwykle masz problem.- przewróciła oczami. - Robisz wszystko, aby zrobić mi na złość.- wbiła palec w mój tors.
-Ah tak? - oblizałem usta.- Wydałem dwadzieścia milionów, abyś miała dom jak z marzeń!- zaśmiałem się i pokręciłem głową.
-Przynajmniej mamy nowy i ładny dom.- uśmiechnęła się kokieteryjnie. - A dla pana prezesa, to przecież nic. Takie pieniądze...- położyła dłoń na moim karku i przyciągnęła do pocałunku. - Zarabiasz to w dziesięć minut. - liznęła mój dwudniowy zarost.
-Możemy zagospodarować ten czas, pani Prezes. - przycisnąłem ją mocniej do swojej erekcji. - Zapewniam, że nie pożałujesz, pani. - wychrypiałem i wbiłem się w jej usta językiem.
-Sypialnia?- spytała szukając na oślep mojego rozporka.
-Jacuzzi.- wyszeptałem całując jej obojczyk.
Wstałem i podniosłem ją jednym pewnym ruchem, kobieta oplotła nogi w okół mojego pasa, i ocierała się niebezpiecznie kobiecością o moje krocze. Warknąłem gdy jej twarde sutki dotykały mojego torsu, nie odrywając od niej wzroku, wszedłem z nią do jacuzzi w ubraniach.
Jebać to, nie ma czasu na ściąganie ubrań. Kurwa, byłem tak bardzo nią podniecony, że przed zbliżeniem z nią musiałem się spuścić, aby nie trysnąć po kilku sekundach jak nastolatek.

Pisnęła gdy bąbelki zaczęły łaskotać ją w plecy, popatrzyłem w jej słodką twarzyczkę, i nie wiele myśląc zerwałem z siebie spodnie z bokserkami.

-Bokserki w kaczuszki? Serio? - Zachichotała.- Pan prezes nosi coś innego niż Calvin klein?
-Pan prezes poza pracą nosi dużo fajnych rzeczy, albo...
-Nic. - dokończyła.- Tę drugą wersje wole zdecydowanie bardziej. - jęknęła gdy zassałem jej skórę na szyi.
Powędrowałem językiem do czułego punktu za jej uchem, Isabella zadrżała gdy wykonałem pierwsze pchnięcie.
-Nie zamykaj oczu.- jęknąłem prosto do jej ucha.- Nie przestawaj na mnie patrzeć, kochanie.- przygryzłem delikatnie płatek jej ucha.

Pchnięcia moich bioder stały się szybsze i bardziej stanowcze, dziewczyna drżała pod każdym moim dotykiem. Nacisnąłem lekko na dół jej brzucha a wtedy eksplodowała.

Isa wygięła plecy w idealny łuk, dreszcz przeszedł jej po całym kręgosłupie, krzyczała moje imię, recytowała pieprzony wierszyk złożony tylko z mojego imienia.

Poczułem jak zaraz wytrysnę więc ten ostatni raz pchnąłem mocniej.

LoverOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz