Iza – Ten sam dzień
Dzień, w którym ma się spełnić twoje największe marzenie, pragniesz uczcić, uhonorować. Z takim zamiarem go rozpoczynam. Pobudka o szóstej rano, dziesięć kilometrów biegu, prysznic, shake bananowy, zielona herbata. Are you ready? No ba! Aż ociekam perfekcją! Czerwone stringi na szczęście, pończochy, bo rajstop nie zdzierżę, koszula tuż po prasowaniu, krawat aż się uśmiecha, na to kurtka gabardynowa, czapka garnizonowa, eleganckie szpilki, by sobie dodać dwanaście centymetrów, niby nieprzepisowo, ale jak założę te bydlęce półbuty na pięciocentymetrowym klocku, to mnie nie zauważą, a mają zauważyć! Jeszcze korpusówki, sznur, pas i rękawiczki. Miodzio. I zaczynają się schody...
– To o której panowie będą z tą pomocą? – pytam przez telefon, zauważywszy flaka zamiast przedniej opony.
– A nie umie pani zmienić? – kpi bezczelny typ.
– Umiem, tylko jestem ubrana do pracy, nie będę sobie rąk brudzić. – Aż kipię ze złości, bo od czego oni w końcu są?
– Za godzinkę, może dwie. – Cmoka. – Daleko od centrum, to co się pani złości? – grucha, uradowany, a mnie czacha dymi.
Palant.
Dobrze, że umówiona na dziesiątą jestem gotowa o ósmej, jakbym podświadomie szykowała się na możliwości poślizgów.
Taksówkarz co rusz zerka na mnie we wstecznym lusterku, przez co trochę się peszę.
– Taka młodziutka i już do służby ludu? – próbuje nawiązać rozmowę.
– Ktoś musi – odpowiadam uprzejmie. – Leci pan obwodnicą, bardzo proszę – zwracam mu uwagę, by sobie nie myślał, że nie znam Krakowa.
Fakt, nie znam, ale trasy do pracy nauczyłam się na pamięć, by nie paradować z włączoną nawigacją i nie uświadamiać wszystkich, że jestem nietutejsza, chociaż jestem.
Cześć wam, oto ja. Izabella Antoniunowicz, najmłodsza córka tego słynnego radomskiego Antoniunowicza. Jak mi ktoś mi o tym przypomni lub, co gorsza, wypomni, nie zawaham się użyć siły. Uśmiecham się z przekąsem na samą myśl jej użycia. Moją bronią są spryt, przebiegłość i mądrość, ale na pewno nie siła mięśni. Wyglądam tak bardzo niepozornie w swojej filigranowej postaci, że prędzej mnie wezmą za laskę od laski niżeli za wyszkolonego obrońcę społeczeństwa.
– Ile płacę? – Uśmiecham się delikatnie do kierowcy, a ten macha ręką.
– Gratis.
Co, kurwa?
Aż mi ręka zastyga na portfelu.
– W życiu nie ma nic za darmo – odpowiadam, lekko poirytowana. – Ile?
– Nie ma nic za darmo – cytuje mnie, odwracając głowę – a jednak idzie tam pani, kładąc na szali własne życie. – Kręci głową, uśmiechając się. – Idź już, dziewczyno, mam nowe zlecenie.
Koleś dosłownie wygania mnie z taksówki, nie chcąc zapłaty. Wariat? Zawsze bałam się szaleńców. Są w swoich działaniach nieprzewidywalni, co prowadzi do pomyłek w ich identyfikacji.
– Ach – wzdycham, patrząc na gmach mojej nowej wyśniono-wymarzonej pracy.
Spędziłam rok pod zwierzchnictwem dupowłazów ojca, więc teraz w końcu czuję się wolna od jego pupilków, którzy na każdym kroku starali się mi uświadomić, że kobieta nadaje się jedynie do seksu, garów i sprzątania. Ale na pewno nie do służby w policji. Krótkomózgowe, szowinistyczne ścierwa! A tfu!
– Dzień dobry, do inspektora Mirona Małeckiego – zagaduję do kobiety przy wyspie.
– Umówiona? – pyta, nie zerknąwszy.
CZYTASZ
1. REGUŁY I UKŁADY
ActionPierwsza część cyklu "Z wyboru". Kraków. Cykl „Rodzina z wyboru" otwiera historia nadkomisarza Dariusza Struzika, którego możemy poznać na dwóch płaszczyznach: jako aroganckiego i twardego funkcjonariusza Wydziału Kryminalnego i jako szczerego, emp...
