17. Iza

2K 155 15
                                        

Zagrywka z Frontami okazuje się błędem, a wydarzenia ciągnące się od poniedziałku są efektem pokazu mojego wyszczekanego języka. Najpierw Radek zaatakował mnie w windzie, potem Daro wymusił na mnie randkę, a dzisiaj jacyś idioci zrobili ze mnie dupę do żonglerki między sobą. W Radomiu było inaczej. Byłam dzimgającą córeczką tatusia i żaden nie miał odwagi startować. Z Jackiem związałam się jedynie dlatego, że tak jak Daro, miał mnie gdzieś. Nie prawił komplementów i nie pokazywał na każdym kroku, jaka to jestem wyjątkowa. Może i inne laski są podłechtane tym, że koleś ślini się na ich widok, ale ja nie. Wiem, jak wyglądam, i wcale nie rajcują mnie kolesie, dla których jestem tylko śliczną laleczką. Doceniają mnie za coś, co dostałam w genach. Tylko nie Jacek. On doceniał moją pracę i szanował, że potrzebuję spokoju. To był dla mnie wygodny związek. Ale że się zakochał... Ech, jak oni wszyscy, prędzej lub później.

– Szpiegujesz mnie? – słyszę.

Odwracam się i po prawej napotykam faceta o niebieskich, śmiejących się oczach.

– Byłam tu pierwsza – prycham, powstrzymując śmiech.

– Mogę się dosiąść? – pyta, po czym tak siada, popijając jogurt, zanim wyrażę zgodę. – Jakieś nowe trupy?

– Oli... – wzdycham. Zaczyna mnie to wkurwiać. – Jeśli to próba podrywu, to wybacz, nie skorzystam.

– Tak między nami – szepcze, nachylając się nad stolikiem – to jestem gejem.

Aż mnie zatyka.

– Serio?

– Nie. – Chichocze. – Ale twoja mina była bezcenna. Jesteś w sobie mocno zadufana, skoro uważasz, że każdy zagadujący kolega od razu cię podrywa. – Macha mi palcem jak do dziecka; „no, no, no".

– Jakby faceci nie byli tak w pizdę przewidywalni i nie patrzyli tylko na to – wskazuję na siebie rękoma – to potrafiłabym rozmawiać bez podtekstów.

– Boję się ładnych lasek właśnie dlatego, że są zadufane w sobie – dodaje dosyć poważnie.

– A jednak wciąż tu siedzisz – wypowiadam jadowicie, na co Oli wstaje.

– Już nie. – Uśmiecha się delikatnie. – Nie lubię patrzeć na słońce, bo mnie oślepia. – Puszcza mi oczko i jest gotowy wyjść ze stołówki.

– Oli! – krzyczę za nim, na co się odwraca. – Sorry. – Zerkam wymownie na krzesło, dając mu do zrozumienia, by siadł ponownie.

Waha się. Do tego mnie nie przyzwyczajono. Faceci, którym proponowałam rozejm, zazwyczaj ochoczo korzystali z możliwości.

– Jeśli obiecasz, że to się nie powtórzy – oznajmia i czeka, popijając jogurt.

– Siadaj już, maruderze – śmieję się. No nie umiem prosić ani przepraszać, chociaż głupio wyszło, ech...

Na szczęście Oli siada.

– To jak? Jakieś nowe trupy? – wraca lekko do tematu, jakby mały incydent się nie wydarzył.

– Tylko Daria – wzdycham. – Ale pochłania mi tyle czasu i energii, że jeden trup na ten tydzień wystarczy.

– Masz już coś?

Kurczę, on serio chce tylko pogadać o robocie.

– I tak, i nie. Mam dużo, ale wszystko w rozsypce. Brakuje spoiwa. Jak je odnajdę, to... – zaczynam tłumaczyć.

– ...wszystko ruszy lawinowo – kończy za mnie, a ja potakuję.

– Barbie.

Zamieram, gdy na stołówkę wchodzi Daro i zatrzymuje się przy naszym stoliku, kładąc ręce na biodrach.

1. REGUŁY I UKŁADYOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz