Zupełnie jak w przypadku moich sióstr i braci za punkt honoru wziąłem sobie otoczenie opieką Izę. Przypominała mi trochę Gabi – widząc ją w tarapatach, pognałem na ratunek i dostałem wpierdol pod klubem za metalową bramą, gdzie planowali ją zgwałcić. Tylko że Gabi nie wymagała tyle ochrony. Uratowana raz, utracona raz. Iza zaś, przez swój niewyparzony język, miała tendencję do pchania się w kłopoty, począwszy od sytuacji z Kenem, przez spinę z Frontami, a skończywszy na obiciu jaj gościowi w barze czy flirtowaniu z kumplem Darii. Ona musiała być wiecznie pilnowana i pionizowana. Poza posiadaniem wrodzonego talentu do dziamgania na potęgę udowodniła, że sama też potrafi walczyć, by się obronić, zamiast stać i liczyć na czyjąś pomoc, a tym akurat mi zaimponowała.
Jej inteligencja, szybkość nauki samoobrony, próby panowania nad emocjami i przede wszystkim umiejętności strzeleckie. Wyczyn na bluzie przewieszonej przez bramkę do ćwiczeń będzie odbijał się echem. To i ryje gliniarzy, który ustawili się w kolejce na randkę, powinny być na filmiku, a nie moje haniebne wymuszenie randki.
Mógłbym wam powiedzieć, że Miron wydał mi rozkaz jeszcze w piątek: „wyszkol i chroń!", tylko że bez jego słów też zacząłbym to robić, o czym wiedział, dając mi Barbie pod skrzydła. Ja wiecznie kogoś w życiu chroniłem, bo mam to we krwi. Dar i przekleństwo zarazem. Zawsze życie z celem, kiedy roztaczasz nad kimś parasol opieki. Cóż, cwanie to sobie Miron wymyślił, co nawet Aro zauważył.
„Kato będzie ci dane". A w dupie z jego Kato! Chcę tylko, by Iza była bezpieczna. Dlatego się nie cofnąłem i nie cofnę. Krystian musi zapłacić, a ona w końcu odetchnąć. Bo chociaż jest twarda, co pokazuje na każdym kroku, to wciąż jedzie na autopilocie ze świadomością, że ten skurwiel gdzieś żyje, jak gdyby nigdy nic.
Kręcę pod wyznaczony park przy Aldi, podany jako miejsce spotkania z Kontaktem. Przez to, że jeżdżę jak szaleniec i wyjechaliśmy dużo wcześniej, do umówionego spotkania mam czterdzieści minut. W tle gra muzyka na uspokojenie, jak zawsze hip hop, prawdziwy i wymowny, nigdy mnie nie zawiódł. I chociaż wiem, że rap Słonia w utworze Thx nijak ma się do mnie czy Łukiego, słysząc refren, wracam myślami do naszego braterstwa.
– Życzę ci żebyś w tym przetrwał, choć ścieżka bywa wyboista i czasami każdy nie ma sił. Wersy od serca, klęska nie wchodzi w grę, mimo że chciałyby tego te błazny, jebać ich. Nie będę wędrować na klęczkach przez świat. Zakłamane realia i cały plastik ścieram w pył. Odcinam się od kurestwa, od ścierwa. Z bliskimi idę przez ruchome piaski, THX.
Wciąż nie wiem, co zrobić. Nie mogę skrzywdzić Anki, nie mówiąc jej prawdy. Nie umiem powiedzieć prawdy, bo wciąż żyję nadzieją, że Łuki się ogarnie, żyję nadzieją, że Gabriel Szymański kłamał, a gwałtu nie było. Fakt, wczoraj pod wpływem adrenaliny i wkurwienia za to, co zrobił, powiedziałem, że nie jesteśmy już braćmi, jednak balet z Wieliczką chcę rozegrać z nim, jakbym wciąż go chronił. Jak wtedy, gdy poprosiłem Piotrka, by nam pomógł. Nie umiem z niego zrezygnować.
– Co tam... – waha się chwilkę – Daro?
– Nie powiem jej – odpowiadam spokojnie.
– Dziękuję – szepcze, przytłoczony.
– Ty to zrobisz, Łuki – dodaję. – Na swoich zasadach. Teraz, jak będzie w Galway, albo jak wróci. Ale to zrobisz, by miała możliwość wyboru, czy potrafi z tym żyć, czy chce odejść.
– Dziękuje za tę możliwość – odpowiada spokojnie, ale chłodno. – Co dalej?
– Teraz mamy „Wieliczkę". – Dopasowuję się tonem głosu do jego. – Jutro rano ogarnę najemników z Qbekiem. Po prostu zostań z Anią i ją chroń, dopóki nie wyjedzie.
CZYTASZ
1. REGUŁY I UKŁADY
ActionPierwsza część cyklu "Z wyboru". Kraków. Cykl „Rodzina z wyboru" otwiera historia nadkomisarza Dariusza Struzika, którego możemy poznać na dwóch płaszczyznach: jako aroganckiego i twardego funkcjonariusza Wydziału Kryminalnego i jako szczerego, emp...
