5. Iza

2.1K 178 31
                                        

– To ty nawet nie poznałaś Krakowa, skoro wprowadziłaś się tydzień temu – ni stwierdza, ni pyta, zagaduje, gdy maluchy pałaszują śniadanie.

– Trasę do pracy już znam – odpowiadam, skubiąc winogrono. – Bo głupio jeździć na Google Maps. No i Stare Miasto sobie obeszłam z buta kilka razy i kawałkiem Kazimierz.

– Stare Miasto? – Inka marszczy brwi.

– No ten deptak od Bramy Floriańskiej, kościół Mariacki, Sukiennice i boczne uliczki – tłumaczę jej, jakby nie wiedziała, o czym mówię.

– Aaa, spoko. – Uśmiecha się, jakby dotarło. – Tylko nie mów taksiarzowi „Stare Miasto", bo cię skasuje za jazdę podwójnie. Krakusy mówią Rynek po prostu.

Notuję w głowie tę anomalię w nazewnictwie, bo Google Maps twierdził co innego.

– A jakieś plany na teraz?

– Dzisiaj muszę odpocząć po wczorajszym treningu z Darkiem. Wieczorem z chęcią pójdę na dyskotekę, więc uwaga o Rynku bardzo mi się przyda. – Uśmiecham się z wdzięcznością.

Widzę zdziwienie na jej twarzy.

– Sama?

– Nic mi będzie. Wbrew pozorom umiem o siebie zadbać. – No wiem, że wyglądam niepozornie, – W Szczytnie czegoś mnie tam nauczono.

– Już się przechwalasz? – pyta Darek. Usłyszał końcówkę i się czepia.

– Już podsłuchujesz? – Uśmiecham się jadowicie, kiedy siada obok i wyrywa mi z ręki winogrono, które następnie zjada. – Samemu nie łaska zerwać?

– Czy ona wam kogoś nie przypomina? – Wskazuje na mnie, patrząc na Inkę i Pawła, który siadł obok żony.

– Ja wiem? – Zamyśla się Paweł, zerkając na mnie pogodnie. – Może troszkę Sandi z wyglądu.

– Sandi ma ciemniejsze włosy, kochanie – wtrąca się Inka. – Prędzej Anię – dodaje, wspominając o kimś zapewne bliskim jej sercu, bo wymawia imię z czułością.

– Barbie – szepcze, zerkając prowokacyjnie, a we mnie na serio zaczyna wrzeć.

– Tylko dlatego, że w pobliżu są dzieci, nie użyję swojej kwiecistej mowy w kierunku pana nadkomisarza. – Z rozkoszą unoszę brew, widząc jego wkurw.

– Zakwasy już nie bolą? – Uśmiecha się z satysfakcją. – Chcesz mieć nowe?

– Idziemy na dyskotekę? – Inka wyrywa nas z transu, zerkając na męża.

– A cyrk na kółkach w domu ci nie wystarcza? – Paweł zaczyna się śmiać, a ta robi ponurą minę.

– Dawno nie wychodziliśmy. Zadzwonimy do Marysi, no dawaj, sztywniaku, Iza dziś idzie.

A to papla przebiegła, podpierdoliła mnie koncertowo.

– Gdzie idzie? – Daro już zwęża oczka, zerkając na siostrę (a zresztą chuj ich wszystkich wie, kim oni dla siebie są).

– Na dyskotekę idę, mam wolne do poniedziałku – odpowiadam cicho.

– Chu do du – grzmi na mnie lekko, zerkając na dzieci, jakby obawiał się, że za ostro. – A skrót objaśnię ci w aucie.

– Jakby zadzwonić tak do Łukiego i Pici, to można iść – wtrąca spokojnie Paweł. – Chyba wszyscy zdrowi po tej trzydniówce.

– Karola i Ania chętne. – Inka unosi głowę znad telefonu.

Ja pierdole, kiedy ona zdążyła to zorganizować?

– Masz fejsa? – zerka na mnie.

– Mam. – Wzruszam ramionami, gryząc się w język, by nie dodać: „Jak każdy".

1. REGUŁY I UKŁADYOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz