– To ty nawet nie poznałaś Krakowa, skoro wprowadziłaś się tydzień temu – ni stwierdza, ni pyta, zagaduje, gdy maluchy pałaszują śniadanie.
– Trasę do pracy już znam – odpowiadam, skubiąc winogrono. – Bo głupio jeździć na Google Maps. No i Stare Miasto sobie obeszłam z buta kilka razy i kawałkiem Kazimierz.
– Stare Miasto? – Inka marszczy brwi.
– No ten deptak od Bramy Floriańskiej, kościół Mariacki, Sukiennice i boczne uliczki – tłumaczę jej, jakby nie wiedziała, o czym mówię.
– Aaa, spoko. – Uśmiecha się, jakby dotarło. – Tylko nie mów taksiarzowi „Stare Miasto", bo cię skasuje za jazdę podwójnie. Krakusy mówią Rynek po prostu.
Notuję w głowie tę anomalię w nazewnictwie, bo Google Maps twierdził co innego.
– A jakieś plany na teraz?
– Dzisiaj muszę odpocząć po wczorajszym treningu z Darkiem. Wieczorem z chęcią pójdę na dyskotekę, więc uwaga o Rynku bardzo mi się przyda. – Uśmiecham się z wdzięcznością.
Widzę zdziwienie na jej twarzy.
– Sama?
– Nic mi będzie. Wbrew pozorom umiem o siebie zadbać. – No wiem, że wyglądam niepozornie, – W Szczytnie czegoś mnie tam nauczono.
– Już się przechwalasz? – pyta Darek. Usłyszał końcówkę i się czepia.
– Już podsłuchujesz? – Uśmiecham się jadowicie, kiedy siada obok i wyrywa mi z ręki winogrono, które następnie zjada. – Samemu nie łaska zerwać?
– Czy ona wam kogoś nie przypomina? – Wskazuje na mnie, patrząc na Inkę i Pawła, który siadł obok żony.
– Ja wiem? – Zamyśla się Paweł, zerkając na mnie pogodnie. – Może troszkę Sandi z wyglądu.
– Sandi ma ciemniejsze włosy, kochanie – wtrąca się Inka. – Prędzej Anię – dodaje, wspominając o kimś zapewne bliskim jej sercu, bo wymawia imię z czułością.
– Barbie – szepcze, zerkając prowokacyjnie, a we mnie na serio zaczyna wrzeć.
– Tylko dlatego, że w pobliżu są dzieci, nie użyję swojej kwiecistej mowy w kierunku pana nadkomisarza. – Z rozkoszą unoszę brew, widząc jego wkurw.
– Zakwasy już nie bolą? – Uśmiecha się z satysfakcją. – Chcesz mieć nowe?
– Idziemy na dyskotekę? – Inka wyrywa nas z transu, zerkając na męża.
– A cyrk na kółkach w domu ci nie wystarcza? – Paweł zaczyna się śmiać, a ta robi ponurą minę.
– Dawno nie wychodziliśmy. Zadzwonimy do Marysi, no dawaj, sztywniaku, Iza dziś idzie.
A to papla przebiegła, podpierdoliła mnie koncertowo.
– Gdzie idzie? – Daro już zwęża oczka, zerkając na siostrę (a zresztą chuj ich wszystkich wie, kim oni dla siebie są).
– Na dyskotekę idę, mam wolne do poniedziałku – odpowiadam cicho.
– Chu do du – grzmi na mnie lekko, zerkając na dzieci, jakby obawiał się, że za ostro. – A skrót objaśnię ci w aucie.
– Jakby zadzwonić tak do Łukiego i Pici, to można iść – wtrąca spokojnie Paweł. – Chyba wszyscy zdrowi po tej trzydniówce.
– Karola i Ania chętne. – Inka unosi głowę znad telefonu.
Ja pierdole, kiedy ona zdążyła to zorganizować?
– Masz fejsa? – zerka na mnie.
– Mam. – Wzruszam ramionami, gryząc się w język, by nie dodać: „Jak każdy".
CZYTASZ
1. REGUŁY I UKŁADY
AçãoPierwsza część cyklu "Z wyboru". Kraków. Cykl „Rodzina z wyboru" otwiera historia nadkomisarza Dariusza Struzika, którego możemy poznać na dwóch płaszczyznach: jako aroganckiego i twardego funkcjonariusza Wydziału Kryminalnego i jako szczerego, emp...
