Nigdy nie potrafiłam pojąć kilku rzeczy na tym świecie. Przede wszystkim dyskryminacji. Oberwaliśmy równo – po dwa strzały, ale Daro mógł wyjść na przepustkę po trzech dniach, a ja nie. W piątek już go wypuścili do domu, mnie nie! Mnie faszerowano prochami i uspokajaczami, jego nie!
– Już nie marudź, bo jesteś bardziej wkurwiająca – rechocze Daro przy moim łóżku.
– Ja tu pierdolca dostanę – syczę. – Tydzień mnie tu trzymają, do chuja.
– I potrzymają jeszcze, bo heparynę dostajesz.
Po temacie.
Jak on nie chciał nic brać i warczał na personel, to olali sprawę, ale jak ja warczę, że se sama heparynę w domu podam, to nie, absolutnie, oni muszą, zapraszamy na kolejne badania, bo są skrzepy i bla, bla, bla.
– A co ze sprawą Darii? – pytam, przejęta.
Cholerna strzelanina zatrzymała nasze śledztwo w czarnej dupie. Fredi próbował ją poskładać, ale przy pomysłowości Kena podarował temat.
– Sekundka. – Daro wyciąga telefon i stuka na szybko wiadomość. – Podziękujesz później.
Całuje mnie przelotnie w usta, a po chwili na salę wchodzi uśmiechnięty Fredi z pluszowym miśkiem (on tak serio?). Za nim zmierza ponury Ken (chyba nie zostaniemy przyjaciółmi, ale chuj z nim).
– Jak się ma najlepszy snajper w mieście? – Pytanie Frediego, podkreślające moje umiejętności strzeleckie, jest miodem na moje serce.
– Każą leżeć, ewentualnie mogę iść na siku – warczę cicho.
– Mam dla ciebie nie lada zajęcie. – Podaje miśka, po czym wyciąga teczkę.
– Ja też coś mam. – Daro unosi torbę z laptopem. – Jeśli to ma ci pomóc. – Wzrusza ramionami.
– Chyba tylko ty możesz ruszyć z tym naprzód – dodaje Fredi. – Przesłuchaliśmy szatniarza z uczelni i barmana, dołożyliśmy trasę logowania się telefonu ofiary z poszczególnych wież, ale na nic więcej nie było czasu. Barns wrzucił kawałki nagrań, na których widać, kto opuszczał podjazd do szóstej rano, oraz numery rejestracyjne wyjeżdżających aut. Sporo roboty, w sam raz dla zabicia nudy. – Puszcza mi oczko.
– Bo ta sprawa jest zagmatwana – burczy Ken.
– Nikt nie obiecywał, że będzie słodko – uśmiecham się bezczelnie. Nie, nie mam szacunku do Kena jako do śledczego. Mogę być młoda, niedouczona, ale z niego jest frajer i tyle.
Przejmuję od chłopaków podarunki (cóż, jakie warunki, takie prezenty) zadowolona, że w końcu mam co robić, zamiast jedynie hodować odleżyny na dupie.
– Przy okazji – odzywa się Ken na odchodnym – masz pozdrowienia od Oliego z dochodzeniówki. – Uśmiecha się bezczelnie. – Powiedział, że będzie czekał.
Celowa prowokacja przy nadkomisarzu. Ech... Ken to nie tylko pizda jako śledczy, on jest pizdą tak ogólnie.
– To przekaż mu, że warto! – odkrzykuję, powstrzymując śmiech na widok zawodu w jego oczach.
***
Mija kolejny dzień.
Rano odwiedza mnie Darek, który potem leci pomóc Kubie, a ja siadam do sprawy. Podają heparynę, robią badania, kręcą nosami, że jeszcze mnie nie wypuszczą, a ja zaczynam odnosić wrażenie, że dają mi placebo i celowo trzymają w cieniu. Nie mam sił z nimi wszystkimi walczyć. Głos zdarłam pierwszego dnia, a mija już środa.
Skupiam się na sprawie drugi dzień. Przeglądam nagrania z przesłuchań, skróty z drogi Darii, logowania jej telefonu. Zasięg znikł w bliskiej okolicy jej domu tuż po dwudziestej. To nie ma najmniejszego sensu, w bramie między kamienicami musiała napotkać kogoś ze znajomych.
CZYTASZ
1. REGUŁY I UKŁADY
ActionPierwsza część cyklu "Z wyboru". Kraków. Cykl „Rodzina z wyboru" otwiera historia nadkomisarza Dariusza Struzika, którego możemy poznać na dwóch płaszczyznach: jako aroganckiego i twardego funkcjonariusza Wydziału Kryminalnego i jako szczerego, emp...
