24. Iza

1.1K 103 8
                                        

Zmierzam do naszego biura, ale Daro pociąga mnie do jebanej sali konferencyjnej z bardzo, ale to bardzo wkurwioną miną. Tuż po zamknięciu drzwi wyrywa mi telefon z rąk. Naturalnie zna hasło, musiałam je palantowi dać.

– Dzwoniłaś do kogoś? Pierdoliłaś głupoty na Plotach czy co innego wymyśliłaś? – warczy, szperając.

– Nie wiem, o co chodzi, do cholery – odwarkuję w jego stylu.

– Komu pisałaś lub mówiłaś, że jesteś w domu, Iza? – świszczy, wściekły, nawet nie wiem za co, bo kurwa, co w tym takiego?

– Anka pisała SMS-y, to jej odpisywałam. – Wzruszam ramionami.

Daro wychodzi więc z Messengera i zaczyna przeglądać konwersację z Anką, a że większość trasy siedziałam w ciszy, to nastukałyśmy po sto SMS-ów każda.

– Co to jest? – Pokazuje mi początki konwersacji, wskazując palcem.

„Wracamy z Radomia". „Na szczęście nie pojechał prosić o rękę, więc trzeba to opić". „Zabrałam trochę rzeczy, by mi poślady w zimę do siedzenia nie przymarzły". „Daro dołączył później. Był umówiony".

– Tylko już nie krzycz. – Pierwszy raz jestem przerażona, widząc jego złość.

Kurwa! Wiem, co źle napisałam, nie powinnam o tym wspominać. W razie wykonania egzekucji na Krystianie będą nas trzepać po całości, albo i nie będą, tylko... czy warto ryzykować?

– Jak to jest, Barbie – świszczy, wściekły – że jednego pierdolonego dnia potrafisz mnie zachwycić swoją inteligencją, a po chwili zdruzgotać głupotą?

– Nie pomyślałam. – Schylam głowę, skruszona.

– Patrz na mnie, gdy cię opierdalam! – grzmi, więc unoszę głowę, ale nie z dumy.

Cholera, jest mi tak bezbrzeżnie głupio, że ze wstydu nie potrafię spojrzeć mu w oczy. Znów gapię się w odłogę.

– Iza! – grzmi ponownie, unosząc mi głowę za podbródek. – Ostatni raz użyłaś tego telefonu do jakiejkolwiek prywaty i pierdolenia o niczym. To wszystko zostaje na serwerach trzy miesiące, rozumiesz? Nie siedemdziesiąt dwie godziny u operatora, tylko trzy jebane miesiące na serwerach naszych informatyków. Chodź. – Pociąga mnie za sobą, trzymając za nadgarstek, i ponownie wchodzimy do Mirona.

– No co tam, gołąbeczki? – kpi bezczelnie, zerkając na nas.

– Wyjaśnione – odpowiada beznamiętnym głosem Daro. – Skasujesz sam czy zlecić?

– Może zachowam jako wspomagacz przed obowiązkami względem żony. – Cmoka, wywołując we mnie jeszcze większe zażenowanie.

– Miron.

Chociaż wiem, że Daro nie uderzyłby inspektora, jego zaciśnięte dłonie świadczą o tym, że ledwo się przed tym powstrzymuje.

– Widzę, że dzisiaj jesteś jakiś nieskory do żartów. – On się z nas dosłownie nabija. – Radar będzie na telefonie oficjalnie od czwartku – dodaje już poważnie. – Do tego czasu, nadkomisarzu – zerka na Darka – ogarnij swojej partnerce temat, by tego typu sytuacje nie miały miejsca.

– Tak jest. – Daro mu salutuje, uśmiechając się, więc wygląda na to, że wszystko zostało uzgodnione.

– Jeszcze jedno – Miron teraz wygląda na wściekłego – jeszcze raz mi zasalutujesz, to zrzuty z czatu bab będą zdobiły ściany całego budynku. A teraz idźcie już w cholerę, bo mnie oboje dziś wkurwiacie.

Ja nie wiem, nie ogarniam. Rozumiem, że Daro go wkurwia, ale ja? Za co znowu?

– Co najpierw, paplo?

1. REGUŁY I UKŁADYOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz